Optymistycznie wstrzemięźliwi

Szwajcarski bank UBS przeprowadził badanie opinii wśród brytyjskich klientów, których majątkiem zarządza. Nie każdy śmiertelnik mógł zostać respondentem bankowej ankiety, prócz obywatelstwa Zjednoczonego Królestwa, trzeba się było wykazać posiadaniem przynajmniej 800 000 funtów w płynnych aktywach (gotówka, papiery wartościowe, metale szlachetne, itp.). Ostatecznie w sondażu udział wzięło 400 osób.

Szef działu zarządzania majątkiem w UBS postanowił przeprowadzić badania, gdyż zauważył wzrost niepokoju u swoich klientów, po ogłoszeniu wyników zeszłorocznego, czerwcowego referendum. Jak sam zaznaczył nie interesowały go kwestie polityczne, a jedynie wpływ doniosłego wydarzenia – jakim może się okazać Brexit – na odczucia najbogatszych warstw społecznych.

Dla tych, którzy przeczuwają, że słynna brytyjska flegma jest w stanie przykryć wszystkie emocje, mam dobre wiadomości. Mimo początkowych obaw i rozterek, aż 78% milionerów uważa, że wyjście z Unii będzie miało dodatni wpływ na ich plany finansowe. Najbardziej pozytywnie nastawieni są najmłodsi klienci UBS, wśród osób w wieku 18 – 34 lata odsetek optymistów sięga nawet 83%. Dla przypomnienia odsetek zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Zjednoczonej Europie wśród obywateli w wieku 18 do 24 lat oscylował wokół 75%. Oczywiście obie liczby nie stoją ze sobą w kolizji. Badanie banku dotyczy wąskiej, grupy, nie wiemy nawet jak wielu było respondentów w najniższym przedziale wiekowym.

W wyniku ankiety okazało się, że najbogatsi Brytyjczycy nie tylko są optymistami w sprawie własnego majątku, równie spory odsetek (75%), uważa że Zjednoczone Królestwo – po wyrwaniu się z rąk brukselskiej biurokracji – rozwinie skrzydła. Być może na ich opinie wpływa fakt, iż mimo pierwotnych perturbacji wokół funta - i utraty jego wartości zaraz po ogłoszeniu wyników referendum, sytuacja się ustabilizowała. Zresztą, jak zauważa przedstawiciel banku, większość jego klientów trzyma swoje oszczędności w gotówce, mimo zachęt analityków rynkowych do szukania okazji inwestycyjnych. Wiadomo powszechnie, że w czasach niepewności „gotówka jest królem” i brytyjscy milionerzy – szczególnie ci młodsi – hołdują tej zasadzie.

W świecie bogaczy i super-bogaczy (wartość aktywów powyżej 24 milionów funtów) nie widać brexitowej paniki. Być może najbogatsi Brytyjczycy wolą stawiać na przeczekanie niepewnego okresu. Jednak z drugiej strony przybywa wciąż milionerów – głównie z Azji i Bliskiego Wschodu, osiedlających się w stolicy Anglii. Londyn jest pod tym względem wyjątkiem na mapie Europy. W ciągu dekady udało się mu powiększyć ilość majętnych mieszkańców o 28%, podczas gdy pozostałe metropolie kontynentu utrzymują się podobny poziom.

Mimo zagrożeń, które mogą się zmaterializować po opuszczeniu Wspólnoty, stolica Zjednoczonego Królestwa wydaje się być miejscem magicznym. Przewiduje się, że w ciągu następnej dekady przyciągnie on jeszcze większy odsetek milionerów. Szczególnie, że wciąż atrakcyjny jest londyński rynek nieruchomości. Historycznie rzecz ujmując, w ciągu dwóch dekad ceny nieruchomości urosły o blisko 420%. Każdy kto interesuje się choć trochę oszczędzaniem wie, że lokata, która daje średnio 9% rocznego zysku zasługuje na to, aby się nad nią pochylić.

I z taką właśnie myślą ciągną do Londynu milionerzy z całego świata, windując pod niebiosa wartość metra kwadratowego. Nieprzerwany napływ środków z zagranicy – szczególnie wzmożony gdy funt stracił na wartości - oraz niedobór lokali na rynku, szybko pompują bańkę na rynku mieszkaniowym. Już teraz przeciętni Brytyjczycy nie mają co marzyć o zakupieniu własnego lokum. Rozziew - pomiędzy cenami nieruchomości a medianą zarobków  rośnie w tempie około 6% rocznie.

Wkrótce może się okazać, że miasto jest zbyt drogie dla jego własnych mieszkańców, ale nie ma co się martwić, że straci przez to na popularności. Gorzej uposażeni mogą przecież żyć poza granicami stolicy i korzystać z publicznego transportu, aby dostać się do pracy. Są to trendy charakterystyczne dla wielkich metropolii. Milionerzy z zagranicy nadal będą kupować nieruchomości, bo są dobrą lokatą kapitału.

Tak więc, milionerzy są spokojni, a nawet patrzą z optymizmem. Z kolei ci, którzy głosowali za opuszczeniem Unii mają coraz mniej powodów do świętowania. Im bliżej wyjścia ze Wspólnoty tym więcej wiadomo o skutkach nieprzemyślanego głosowania. Poniedziałkowy The Guardian opublikował wyniki badań regionów Zjednoczonego Królestwa pod kątem uzależnienia od: pracowników z innych krajów Unii, eksportu do krajów Wspólnoty i na koniec – funduszy otrzymywanych z Brukseli.

Okazało się, że najbardziej zagrożone przy wyjściu z Unii są regiony, które głosowały za separacją: Irlandia Północna, Walia i Middlans (Północny-Wschód i Wschód). Na przykład Walia jest liderem eksportu towarów do krajów Unii, trafia tam 67% produkcji, oraz – wraz z Irlandią Północną – otrzymuje największe środki pomocowe ze Wspólnoty. Ogólnie cała Wielka Brytania straci na braku finansowania z Brukseli poza obszarami południowego-wschodu (okolice Londynu), które akurat ucierpią najmocniej z powodu braku pracowników z krajów europejskich.

Oczywiście władze Wielkiej Brytanii liczą na łagodne opuszczenie wspólnotowego rynku oraz na nową umowę o wolnym handlu z Unią. Ponieważ negocjacje na dobre się jeszcze nie zaczęły, trudno wyczuć na ile jest to twarde stanowisko, a na ile tylko pobożne życzenia. Zasadniczo poziom taryf celnych na produkty spoza Unii jest ogólnie znana i brytyjska strona doskonale wie w co się pakuje. Już teraz przedstawiciele władz otwarcie informują, że bez zakończonych sukcesem negocjacji z Unią ucierpią wszystkie gałęzie gospodarki, od rolnictwa po produkcję i usługi. Szkoda nawet wymieniać poziomy dodatkowych obciążeń. Niech obywatele Zjednoczonego Królestwa sami się straszą.

Kwestia Brexitu, jak w soczewce, skupia problemy nowoczesnego świata. Tak wyglądają skutki prowadzenia nieodpowiedzialnej polityki. Gdy rządzący, w obawie o reakcję społeczeństwa, tłumaczą trudne decyzje koniecznością podporządkowania się woli Brukseli. Nie trudno pojąć, że po jakimś czasie takiego szalbierstwa, obywatele dochodzą do wniosku, że mają uległy rząd, który nie potrafi bronić ich interesów. Skoro nikt nie potrafi rozwiązać bieżących problemów, bo ma związane ręce unijnymi traktatami, logiczne jest, że dla dobra państwa trzeba te pęta przerwać. I w taki oto sposób w piękny czerwcowy weekend obywatele Zjednoczonego Królestwa poszli do urn z zamiarem pokazania swojego sprzeciwu wobec działań rządzącego establishmentu. Najzwyczajniej w świecie ludzie chcieli pokazać rządzącym środkowy palec.

Teraz się okazuje, że bycie członkiem Unii ma swoje zalety: ekonomiczne, społeczne i kulturalne. Ludzie zaczynają sobie zdawać z tego sprawę, bo wcześniej rządzący mówili jedynie o tym, jaka ta Unia jest zła i jak dybie na wolności Brytyjczyków. Prawdopodobnie znaczna większość z głosujących podjęłaby teraz inną decyzję – jeśli miałaby taką okazję, ale jest za późno. Bo nagle politycy postanowili sobie literalnie wziąć do serca żądania suwerena i wypełnić jego wolę co do joty. Absurd sięga zenitu. Mimo, że decyzja o wyjściu z Unii jest szkodliwa dla większości obywateli oraz gospodarki kraju, władze prą, aby ją urzeczywistnić. Jak zwykle w takiej sytuacji najbardziej stracą ci, którzy głosowali przeciwko obecności we Wspólnocie. Prawdopodobna jest stagnacja gospodarcza, wzrost bezrobocia, obcięcie funduszy na potrzeby lokalne. Za to milionerzy śpią spokojnie, ich majątek rośnie, a perspektywy, są obiecujące.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook