Chińska automatyzacja i co z niej wynika
Sytuacja na chińskim rynku pracy zmienia się bardzo szybko wraz z rosnącą presją na podwyżki płac. Ponieważ to właśnie fabryki z Państwa Środka są obwiniane przez administrację prezydenta Trumpa, o spowodowanie utraty dużej części miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, warto spojrzeć jak wyglądają nastroje zarówno chińskich pracowników, jak i pracodawców.
Pod koniec czerwca pojawiło się ciekawe badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Wuhan, które w ciągu dwóch lat objęło ponad 11 000 robotników i 1200 przedsiębiorców z dwóch prowincji Guangdong oraz Hubei. Wyniki mogą sugerować, że o ile jest szansa (choć raczej iluzoryczna) na przeniesienie produkcji z powrotem do Stanów Zjednoczonych, to z pewnością nie będzie się to wiązało ze wzrostem zatrudnienia. Większość miejsc pracy przejmą automaty.
Zaskakującą informacją - wynikającą z badania - jest obawa przedsiębiorców i właścicieli fabryk, dotycząca kłopotów z pozyskaniem ludzi do pracy. Okazuje się, że trudne warunki pracy oraz zachęty ze strony innych pracodawców powodują, że robotnicy zbyt chętnie zmieniają miejsca zatrudnienia. Ponieważ wskaźnik rotacji kadry wynosi ponad 25%, przedsiębiorcy starają się zatrzymać pracowników niemal za każdą cenę, podnosząc im pensję, a to wywołuje z kolei presję na inne zakłady produkcyjne i fabryki. Może trudno w to uwierzyć, ale wspomniane powyżej prowincje cierpią na brak rąk do pracy. Co w wolnym tłumaczeniu znaczy, iż w firmach płace są zbyt niskie, aby znaleźli się chętni do podjęcia zatrudnienia.
Średnia, miesięczna pensja chińskiego robotnika wynosi już 635 dolarów, co nadal jest skromnym ułamkiem płacy Amerykanina (około 2000 dolarów). Tylko, że właśnie zrównuje się ona z uposażeniem Brazylijczyka, nie mówiąc już, iż jest dużo wyższa niż sąsiadów: Wietnamczyka czy Indusa. Wraz z rosnącymi zarobkami spada konkurencyjność chińskich zakładów produkcyjnych.
Pracodawcy szukają różnych dróg, aby zmierzyć się z lawiną żądań płacowych. Ci stojący pod ścianą, godzą się na podwyżki. Inni myślą o przenoszeniu zakładów pracy w tańsze lokalizacje, nie tylko do prowincji o niższych płacach, ale nawet do sąsiednich krajów. Wraz ze wzrostem mobilności przedsiębiorców, od razu rośnie też presja władz miast i prowincji, aby zachować miejsca pracy w regionie. Pojawiają się ulgi inwestycyjne i podatkowe. Niemal połowa ankietowanych przedsiębiorców potwierdziła, że korzysta z tego typu udogodnień i – póki co – są one dla nich wystarczającą zachętą, aby nie przenosić zakładów pracy w inne miejsca.
Jednak pojawia się też druga możliwość rozwoju. Aż 40% przedsiębiorców przyznaje, że braki kadrowe uzupełnia maszynami. Automatyzacja jest jedną z oczywistych dróg wyjścia z zaistniałej sytuacji. W dłużej perspektywie szansa, żeby pensje robotników spadły jest żadna. Z roku na rok żądana płacowe będą tylko rosły. Tymczasem roboty są coraz bardziej popularne i kosztują coraz mniej. W samym roku 2015 chińskie fabryki zwiększyły zapotrzebowanie na automaty o 20%. Rok 2016 przyniesie zapewne jeszcze większą dynamikę, gdyż zarówno władze centralne, jak i prowincjonalne subsydiują zakupy maszyn. Już teraz Chińczycy kupują więcej robotów niż wszystkie kraje europejskie razem wzięte.
Chińskie władze starają się na razie stać w rozkroku. Z jednej strony subsydiują zakłady pracy, aby pozostały w obecnych lokalizacjach, płaciły podatki oraz utrzymywały zatrudnienie. Z drugiej – decydują się na finansowanie automatyzacji, gdyż zdają sobie sprawę, że chiński przemysł staje się coraz mniej konkurencyjny. Tylko, że poszerzenie parku maszyn o kolejne urządzenia, automatycznie zmniejsza zatrudnienie, a co za tym idzie wpływy do budżetu, pogłębia nierówności w regionie oraz prowadzi do niepokojów społecznych. Można tylko przeczuwać, że los miejsc pracy jest już przesądzony. Wraz z rosnącymi płacami będzie ich ubywać. Rząd ściga się więc z czasem, aby zautomatyzowane fabryki nie przeniosły się poza granice kraju. Choćby nawet do Stanów Zjednoczonych. O zatrudnienie ludzi będzie się troszczył w późniejszym terminie.
Komentarze
Prześlij komentarz