Kto zabroni bogatemu?

Ostatnie lata przyniosły wysyp afer finansowych, które odsłoniły mechanizm unikania opodatkowania i tworzenia niebotycznych fortun. Niektóre z nich – jak choćby słynne Panama Papers - doczekały się uhonorowania Nagrodą Pulitzera dla zespołu dziennikarzy śledczych, który ujawnili kulisy nadużyć. Inne jak LuxLeak, mimo wskazania nieprawidłowości w dwustronnych umowach pomiędzy korporacjami, a władzami Luksemburga, które umożliwiały zaniżanie stawek należnych podatków, zakończyły się skazaniem zarówno publicystów, jak i źródła przecieków.

Skandale takie jak Mossack Fonseca czy wycieki ze szwajcarskiego oddziału HSBC, ilustrujące sposoby w jakie spółki, biznesmeni, politycy, a nawet gwiazdy sportu czy estrady unikają płacenia podatków, wstrząsają opinią publiczną. Nie trudno jednak odnieść wrażenie, że społeczne ożywienie to jedynie słomiany zapał, a legislatorzy pozostają cały czas krok za firmami doradczymi, które wykorzystują luki w ustawach podatkowych, aby obejść roszczenia urzędów skarbowych.

Nieodparcie mam wrażenie, że wykrywane afery mają charakter jednostkowy i – podobnie jak światła silnego reflektora – nie odsłaniają pełnego widoku, a jedynie fragment, skrywając w kontrastującym mroku dużo bardziej rozległe zjawisko. Duża część opinii publicznej daje sobie wmówić, że majątek 1% najbogatszych ludzi na świecie, jest ich prywatną sprawą, zbyt marginalną, aby skupiać uwagę administracji państwowej. Ważniejsze jest nadzorowanie szarej strefy dla pozostałych 99%, z których jakaś - bliżej nieokreślona - cześć dostaje wynagrodzenia pod stołem. Bałamutność takich tłumaczeń poraża, ale trzeba przyznać, że działa skutecznie.

Na szczęście pojawiła się pod koniec maja ciekawa publikacja trójki naukowców: Annette Alstadsaeter (Norwegia), Nielsa Johannesen (Dania) oraz Gabriela Zucmana (USA), która stara się oszacować – na podstawie ostatnio wykrytych afer z unikaniem opodatkowania – faktyczną wielkość bogactwa, która jest ukryta przed fiskusem. Badacze wzięli pod lupę skandale Fonseca oraz HSBC, a następnie połączyli je ze szczegółowymi danymi na temat dochodów trzech krajów skandynawskich: Norwegii, Szwecji i Danii. Wnioski z połączenia obu źródeł danych nie są ani trochę budujące. Losowe kontrole skarbowe, którymi administracja próbuje dyscyplinować obywateli są nad wyraz nieskuteczne w grupie super bogatych, właśnie z racji jej małej liczebności.

Okazuje się, że przeciętnie unikanie opodatkowania dotyczy 3% mieszkańców Skandynawii, ale dla górnego 0,01% (gospodarstwa domowe z majątkiem netto powyżej 40 milionów dolarów) odsetek rośnie do 30%!

Powyższe dane obalają popularny argument, że uchylanie się od obowiązków podatkowych jest rzadkie w grupie najbardziej majętnych obywateli. Na dodatek z powodu niedoszacowania ukrytych środków pieniężnych prawdziwa skala nierówności majątków jest dużo wyższa, niż wynikała by z oficjalnych danych. Gabriel Zucman, w komentarzu do badania, pokusił się o przypuszczenie, że w rajach podatkowych znajduje się nawet 10% światowego majątku.

Autorzy raporty podkreślają, że kraje skandynawskie, są - pomimo wysokiego ogólnego poziomu bogactwa i rozwoju gospodarczego – małymi podmiotami w skali globu. Na dodatek rozwarstwienie społeczne jest dużo mniejsze, niż w przypadku Stanów Zjednoczonych. Norwescy czy Duńscy super bogacze nie są konkurencją dla amerykańskich ultra bogaczy. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że odsetek unikających fiskusa jest w Ameryce nawet wyższy, niż w przypadku przebadanych krajów.

Niestety systemy zachęt fiskalnych są najczęściej tak skonstruowane, że na ewentualnych abolicjach podatkowych mogą skorzystać jedynie międzynarodowe korporacje lub osoby majętne. Najlepszym dowodem jest plan reformy podatkowej Donalda Trumpa. Zakłada on zniesienie obciążeń na sprowadzone do Stanów Zjednoczonych środków pieniężnych, znajdujących się na zagranicznych kontach korporacji. Dodatkowo szykuje się spora obniżka składek dla krezusów.

Czy będzie to wystarczająca zachęta dla milionerów i miliarderów, aby rozliczać się z fiskusem, bez korzystania z rajów podatkowych? Amerykańska administracja już zniechęcała swoich obywateli do trzymania środków w obcych krajach (na przykład wprowadzając FATCA’ę). Dodatkowo legislatury stanów Nevady czy Delaware przygotowały rodzime wersje rozwiązań rodem z rajów podatkowych.

Trójka badaczy - w podsumowaniu raportu - pisze, że walka z unikaniem opodatkowania nie powinna zaczynać się od zachęt, takich jak: obniżenie stawek czy abolicja. Są to jednorazowe gesty, z których – rzecz jasna – zainteresowani chętnie korzystają, ale w dłużej perspektywie nie przestają uchylać się przed fiskusem. Nie jest to – wbrew pozorom - działanie nierozsądne. Wszak doświadczenie podpowiada, że kiedyś, w przyszłości, znów będzie jakaś amnestia.

Link do raportu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook