Chiny, kraj węgla i stali
Tempo rozwoju Chin wyznaczają pięcioletnie plany gospodarcze. Według założeń najnowszego, który wystartował w zeszłym roku, produkt krajowy brutto (PKB) Państwa Środka ma rozwijać się w średnim tempie 6,5%. Wyniki II kwartału – 6,9%, które ujrzały światło dzienne kilka dni temu, tradycyjnie już minimalnie przekroczyły oczekiwania analityków (6,8%), ale też podkreśliły optymistyczny trend wzrostowy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zrewidował swoje prognozy wzrostu dla chińskiej gospodarki do 6,7%.
Ważnym elementem bieżącego planu gospodarczego jest likwidacja mocy produkcyjnych w górnictwie (o 150 milionów ton węgla) oraz hutnictwie (o 55 milionów ton stali) do końca roku.
Ponieważ podanym powyżej liczbom brakuje kontekstu, śpieszę wyjaśnić, że średnie miesięczne wydobycie chińskich kopalni wynosi ponad 300 milionów ton. W tym przypadku mówimy więc o ograniczeniach w wysokości około 15 roboczodni w roku. Redukcja w produkcji stali ma większy wymiar. Ponieważ Chiny wytapiają miesięcznie około 70 milionów ton surowca, zmniejszenie o 55 milionów ton, oznacza faktycznie ograniczenie produkcji o blisko 30 roboczodni.
Oczywiście chińskim władzom nie chodzi o to, aby kopalnie czy huty miały przestoje w produkcji. Redukcje mają być wynikiem zamykania nierentownych zakładów. Ma to podwójny wymiar. Mniejszy wolumen produkcji zwiększy ceny. Z drugiej strony – w dobie walki z globalnym ociepleniem - można się pochwalić na forum międzynarodowym spektakularnym likwidowaniem największych trucicieli. Trzeba przyznać, że administracja przygotowała się bardzo solidnie do realizacji celów. W zeszłym roku rząd w Pekinie wyasygnował ponad 4,4 miliarda dolarów, na alokację blisko 3/4 miliona pracowników, dotkniętych restrukturyzacją.
Tymczasem wyniki ostatniego kwartału mogą mocno pokrzyżować odgórne plany. Wydobycie węgla – zamiast spadać – zaliczyło właśnie spektakularny wzrost o 12%. Podobnie sprawy się mają w hutnictwie. Zamiast prognozowanych 66 milionów ton, udało się wytopić o 20 milionów ton więcej. Co więcej część produkcji pochodziła z zakładów, które – jak informuje Greenpeace – zostały zamknięte w zeszłym roku. Oczywiście można sobie wyobrazić, że - w porywie patriotycznego obowiązku - zwolnieni górnicy i hutnicy, wrócili do swoich byłych miejsc pracy i zaczęli pracę na własną rękę. Myślę, że partyjna propaganda mogłaby się pokusić o takie przedstawienie zjawiska.
Jednak Greenpeace uważa, że zeszłoroczne redukcje – zarówno wydobycia, jak i produkcji – zostały osiągnięte na zasadzie przeniesienia nadwyżek na następny, czyli obecny rok 2017. Jak inaczej wytłumaczyć hutniczy fenomen Chin? Mimo spadku mocy wytwórczych, produkcja stali wzrosła. Nie wszystko można zwalić na ponadprzeciętny wzrost efektywności.
Faktyczny obraz chińskiej gospodarki jest bardziej skomplikowany i dotyczy kwestii przeinwestowania w zakłady produkcyjne, których właścicielem jest państwo lub – co wychodzi na to samo – lokalne władze prowincji. Pekin niechętnie przyznaje, że powodem rosnącego chińskiego długu jest błędna alokacja kredytów infrastrukturalnych.
Obecne redukcja mocy wytwórczych w górnictwie i hutnictwie jest pokłosiem likwidowania spółek państwowych, których jedyną szansą na przetrwanie była umiejętność rolowania długów z roku na rok. Zyskowność państwowych molochów produkcyjnych – około 3% - jest znacząco niższa od wyników sektora prywatnego – ponad 8%. Jednak lokalni decydenci partyjni niechętnie odcinają kroplówki z pieniędzmi. Wszak ich pozycja zależy od wzrostu PKB prowincji, a nie od zamykania nierentownych zakładów pracy. Dalsze dotowanie firm państwowych pogarsza z kolei sytuację spółek prywatnych, które – mimo większej zyskowności nie wytrzymują konkurencji i plajtują.
Obserwatorzy chińskiej sceny politycznej zgodnie twierdzą, że nie ma co liczyć na poważniejsze zmiany w działaniach administracji przed jesiennym XIX kongresem Chińskiej Partii Komunistycznej. Jednak nawet zmiany na szczytach władzy niekoniecznie muszą się przekładać na gwałtowne szarpnięcie cuglami w gospodarce. Pięcioletnie plany mają to do siebie, że mają gwarantować stabilność oraz przewidywalność nawet najbardziej potrzebnych transformacji. Póki co projektowany przez rząd w Pekinie wzrost PKB jest niezagrożony, dług wewnętrzny spokojnie rośnie, a Chiny stały się światowym liderem w walce z globalnym ociepleniem. Kto by się przejmował nieścisłościami w oficjalnych statystykach. Już dawno powinniśmy do nich przywyknąć.
Komentarze
Prześlij komentarz