Kilka słów o słynnych wizach H-1B
H-1B jest wizą pracowniczą, upoważniającą do podjęcia zatrudnienia na terenie Stanów Zjednoczonych na okres 6-ciu lat. Kandydaci do otrzymania H-1B muszą legitymować się określonym poziomem wykształcenia, doświadczenia zawodowego lub należeć do uprzywilejowanej grupy zawodowej. Wizę można otrzymać jedynie w sytuacji, gdy amerykańska spółka tak zwany sponsor poświadczy, że potrzebuje zagranicznego kandydata i ma dla niego stanowisko pracy. W skrócie H-1B jest przeznaczona głównie dla zdolnych inżynierów, 98% imigrantów którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych w 2016 roku miało wykształcenie na poziomie przynajmniej licencjata.
W kwietniu prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, działając w ramach własnego programu „Kupuj amerykańskie, zatrudniaj Amerykanów”, poważnie zaostrzył przepisy imigracyjne. W ich myśl ograniczono ilość wydawanych wiz H-1B. Działanie prezydenta od razu spotkało się z ogromną krytyką. Najmocniej protestowali przedstawiciele największych firm z Doliny Krzemowej, którzy czerpali z zatrudniania zagranicznych specjalistów konkretne korzyści. Ostrzegano, że brak napływu zdolnych specjalistów będzie skutkował spowolnieniem innowacyjności. Powoływano się statystyki, według których niemal połowa startupów jest zakładana przez imigrantów.
Również rządy krajów, z których pochodziło najwięcej kandydatów były zaskoczone działaniem amerykańskiej administracji. Wielu zdolnych specjalistów, który po 6-cio letnim pobycie w Dolinie Krzemowej wracało do siebie, otwierając nowe przedsiębiorstwa wykorzystując zebrane doświadczenia.
Dane udostępnione ostatnio przez agencję federalną US Citizenship and Imigration Services (USCIS) pokazują, że program wizowy rzeczywiście ograniczył napływ nowych kandydatów do pracy w IT. W zeszłym roku blisko 4000 firm złożyło zapotrzebowanie na pracowników z zagranicy. 20 największych sponsorów złożyło prawie 40% wniosków wizowych. Przy okazji okazało się, że największe zapotrzebowanie zgłaszają spółki outsourcingowe. Najwyżej znajdujący się na liście Microsoft otrzymał aż 3 569 wiz, jednak to siedmiokrotnie mniej niż największy beneficjent systemu H-1B, Cognizant - 21 459.
Jakkolwiek ograniczanie amerykańskiego rynku dla zdolnych inżynierów jest stratą obopólną, widać wyraźnie, że lament jaki towarzyszył dekretowi prezydenta, ma drugie dno. Branża IT jest oblegana nie tylko z powodu szans i wyzwań jakie stawia przed pracownikami. Przede wszystkim liczą się atrakcyjne zarobki.
Z danych z USCIS wynika, że największe pensje oferują posiadaczom H-1B giganci rynku: Apple 139 000 dolarów rocznie, Google – 132 000, Microsoft – 126. Średnia za rok 2016 wynosiła 91 000 dolarów. Poniżej niej plasują się wszystkie firmy outsourcingowe, które zgarniają większość pracowników z wizami. Lider, Cognizant, płaci już tylko 84 000 rocznie, a jest to najwyższa oferta spośród wykonujących zewnętrzne zlecenia.
Okazuje się, że liczne protesty, spowodowane ograniczeniem ofert dla zdolnych cudzoziemców mają swoje poza humanitarne wytłumaczenie. Najbardziej znane firmy, jak Google, Amazon czy Apple szukają najlepszy z najlepszych, ich kandydaci w przeważającej większości mogą się pochwalić wykształceniem co najmniej magisterskim.
Dla spółek outsourcingowych wiza H-1B to wygodny sposób, aby zatrudniać tanią siłę roboczą. Nie warto się czasem nabierać na dobrze brzmiące slogany, że Ameryka się zamyka na zdolnych imigrantów. Administracja chce zmusić firmy outsourcingowe, aby zatrudniały rodzimych specjalistów. 6 lat pracy w Apple’uczy Google’u to dla każdego inżyniera marzenie i kamień milowy w ich karierze. Ten sam okres pracy, w spółce, którą Apple czy Google podnajmują za 60% wynagrodzenia, opłaca się głównie podnajmującemu.
Komentarze
Prześlij komentarz