Podatki i konkurencja
5ego listopada 2014 roku wybuchł skandal LuxLeaks. Tego dnia światło dzienne ujrzały wyniki dziennikarskiego śledztwa, tropiącego spółki unikające płacenia podatków.
Dzięki danym wykradzionym z firmy konsultingowej PricewaterhouseCoopers (PwC) udało się namierzyć ponad trzysta międzynarodowych korporacji, które w latach 2002 – 10 podpisały sekretne porozumienia z rządem luksemburskim w celu obniżenia swoich zobowiązań wobec urzędu skarbowego.
Schemat, wymyślony przez specjalistów do spraw księgowości, pozwalał na „optymalizowanie” danin do fiskusa nie tylko z działalności w malutkim księstwie, ale również – dzięki skomplikowanym strukturom własnościowym – lwiej części przychodów z rynku europejskiego.
Po początkowym szoku, wydawało się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Najpierw w procesie sądowym skazano zarówno autora przecieku, pracownika PwC, a także dziennikarzy, którzy rozdmuchali aferę. Później za rozwikłanie finansowych zależności wzięła się Komisja Europejska (KE) z należną tej instytucji niemrawością. Szersza opinia publiczna, nie licząc osób zaangażowanych w ruchy na rzecz sprawiedliwości podatkowej, mogła już zapomnieć o skandalu.
Na szczęście tryby machiny sprawiedliwości może i mielą powoli, ale jednak skutecznie. Na początku października, komisarz ds. konkurencji, Margrethe Vestager, ogłosiła nałożenie na amerykańskiego giganta handlu online, Amazona, kary w wysokości 250 milionów euro. Spółka musi zapłacić grzywnę na konto luksemburskiego fiskusa.
Gdyby ktoś zarzucał Komisji Europejskiej apatyczność w sprawie LuxLeaks, musi wziąć pod uwagę fakt, że Europa jest pełna rajów podatkowych dzięki, którym międzynarodowe korporacje unikają opodatkowania.
Sprawa Amzona nie jest jedyną, która stanowi pokłosie LuxLeaks. Wcześniej, w 2015 roku, KE nałożyła karę 30 milionów dolarów na włoskiego Fiata. Z kolei śledztwo wobec McDonald’s zostało zawieszone gdyż spółka przeniosła swoje centra operacyjne z Luksemburga do Wielkiej Brytanii. Trwa też dochodzenie w sprawie francuskiego GDF-Suez.
W odrębnym trybie, poza aferą LuxLeaks, pod lupą komisji znalazły się: Holandia (grzywna dla Starbucksa – 30 milionów euro), Irlandia (Apple – 13 milionów euro) oraz Belgia (BP, BASF oraz Anheuser-Busch – w sumie ponad 500 milionów euro).
Trzeba w tym miejscu nadmienić, że komisja pani Vestager zajmuje się nie tylko kwestią unikania opodatkowania, ale - przede wszystkim – staniem na straży konkurencyjności europejskiego rynku. Na tym polu również odniesiono szereg sukcesów. Scania, MAN, Google, Air France, HSBC czy JPMorgan to tylko kilka korporacji ukaranych wielomilionowymi grzywnami (w przypadku Google’a nawet miliardowymi).
Unia Europejska ma bardziej restrykcyjne prawo antymonopolowe (mające chronić rynek wewnętrzny przed nadmierną koncentracją) w porównaniu do Stanów Zjednoczonych. Różne są też pojęcia dozwolonej konkurencji. Na przykład, legislatorzy amerykańscy uważają, że walka na obniżanie cen produktów i usług niemal zawsze działa na korzyść konsumenta. Tymczasem Komisja Europejska dba, aby ceny nie spadały poniżej kosztów, co na dłuższą metę skutkowałoby eliminacją rywali i w następstwie – monopolem.
Dobrze to widać w sprawie KE przeciw Google’owi z roku 2012. Nałożono wówczas na spółkę z Mountain View rekordową grzywnę w wysokości 2,4 miliarda euro za nielegalne faworyzowanie własnego serwisu porównywania cen, kosztem konkurentów. Tymczasem amerykańska Federalna komisja Handlu, mimo podobnych sygnałów z rynku, nie doszukała się w działalności Google’a niczego niestosownego.
Zmienione - za rządów Ronalda Reagana - amerykańskie prawo antymonopolowe (niegdyś bardziej restrykcyjne niż europejskie) otworzyło drogę – wręcz autostradę – do wielkich fuzji lat 80-tych. Na początku celem była konsolidacja na rynku amerykańskim. Później – w dobie globalizacji - odkryto korzyści podatkowe, wynikające z przeniesienia siedzib korporacji czy działów produkcji lub operacji do lokalizacji o niższych stawkach fiskalnych.
Obie kwestie, a więc unikanie opodatkowania oraz nadmierna koncentracja, sprzyjają powstawaniu korporacji zbyt wielkich, by mogły upaść. Coraz więcej spółek jest silniejsze niż rządy pojedynczych państw. Walka o wpływy budżetowe, a więc przyciągnięcie największych koncernów do siebie, skutkuje swoistym wyścigiem do dna – kto zaoferuje najkorzystniejsze (czytaj: najniższe) stawki podatkowe. Czasem – jak pokazuje afera LuxLeaks - można się nawet posunąć do podpisania tajnych porozumień za plecami własnych obywateli.
Z naszego podwórka. Polski rząd zamierza dołożyć swoją cegiełkę w walce o transparentność rozliczeń podatkowych największych spółek. W przypadku podmiotów, które osiągną przychody powyżej 50 milionów euro, będzie zniesiona tajemnica skarbowa. Do publicznej wiadomości zostanie podana: wielkość osiągniętych dochodów, poniesionych kosztów, należnego oraz wpłaconego podatku. Jest to dobry krok na drodze do zmuszenia największych korporacji do raportowania działalności kraj po kraju, a także do walki z problemem unikania opodatkowania oraz erozji bazy podatkowej.
Niestety ponieważ żyjemy w kraju, gdzie każdy liczy na to, że odziedziczy po tajemniczej ciotce wielomilionowy majątek lub - cudownym zrządzeniem losu - jego skromne przedsięwzięcie zamieni się w multimiliardową korporację od razu podniósł się krzyk, że władza odbiera nam wolność. Ciekawa to sytuacja – chyba na miarę syndromu sztokholmskiego, gdy obywatele - o średniej zarobków 4220 złotych brutto (2017), medianie w okolicach 2650 złotych - sprzeciwiają się zniesieniu przywileju anonimowości najbogatszych.
Komentarze
Prześlij komentarz