Płaca życiowa
Problem uzyskiwania przez pracowników płacy życiowej, czyli takiej, która zapewnia poziom egzystencji, odpowiadający godności człowieka, jest ciągle żywy. Dotyczy zresztą nie tylko krajów nisko uprzemysłowionych, które budują swoją przewagę konkurencyjną na taniej sile roboczej. Również w gospodarkach rozwiniętych istnieją stanowiska, z których uzyskane pensje nie pozwalają na przeżycie od wypłaty do wypłaty.
W Stanach Zjednoczonych nazywa się takie zajęcia McJobs i nie są one zarezerwowane jedynie dla pracowników fastfoodów. Swojego czasu przez media przetoczyła się krytyka największego amerykańskiego detalisty, sieci handlowej Walmart, której pracownicy – mimo posiadania etatów – musieli korzystać z pomocy społecznej, aby powiązać koniec z końcem. Fala oburzenia nie dotyczyła wysokość pensji wypłacanych przez giganta branży retailowej, ale faktu, iż Walmart faktycznie subsydiował swoją działalność, zmuszając zatrudnionych do korzystania z pomocy państwa.
Sytuacja w krajach rozwijających się oraz biednych jest bardzo podobna. Z tym, że mniej zamożnych gospodarek nie stać na zapewnienie opieki bezrobotnym, a co dopiero tym, których pensje nie wystarczają na przeżycie. Tak jak w wyżej rozwiniętych społeczeństwach nacisk administracji jest kładziony na zlikwidowanie luki w uposażeniach kobiet i mężczyzn, w przypadku krajów uboższych starania idą w kierunku zamknięcia dysproporcji pomiędzy faktycznymi zarobkami, a pensją życiową.
Ciekawe badanie przeprowadziło dwóch australijskich akademików, Murray Ross Hall oraz Thomas Wiedmann, którzy zbadali drogę indyjskich t-shirtów do nabywców w Australii. Jak twierdzą w komentarzu do przeprowadzonych przez siebie analiz, gdyby cena docelowa koszulki – którą można kupić za 25 dolarów australijskich (AUD) – została podniesiona o 20 centów, wówczas pensje wszystkich zatrudnionych w procesie - od zbieraczy bawełny po osoby wysyłające gotowy produkt do sklepów - osiągnęłyby poziom uznawany za wystarczający do przeżycia.
Skromna 20 centowa podwyżka oznaczałaby dla indyjskich pracowników wzrost zarobków nawet o 225%.
Rażący wzrost zarobków przy znikomym podniesieniu ceny produktu finalnego doskonale obrazuje sposób działania zglobalizowanej gospodarki. Większość towarów, z których korzystamy, jest wytwarzana w ramach skomplikowanych, globalnych łańcuchów dostaw. Ich „światowość” wzięła się z przenoszenia pracochłonnej produkcji do krajów o niskich kosztach siły roboczej.
Potrzeba masowego konsumenta, aby kupować to co zwykle, ale po niższych cenach, spowodowała, że międzynarodowe korporacje ruszyły w świat w poszukiwaniu taniej siły roboczej oraz tanich surowców. Dla krajów biednych i nisko uprzemysłowionych możliwość uczestniczenia w globalnym handlu – i podniesienie własnej pozycji – była szansą, z której trudno było nie skorzystać. Niestety duża ilość konkurentów spowodowała, że część państw rywalizowała o inwestycje coraz bardziej obniżając koszty. Ci, którzy liczyli, że z biegiem czasu uda się podwyższyć pierwotne niskie pensje, czy obciążenia podatkowe, srodze się zawiedli. Zawsze pojawiał się konkurent gotowy ścigać się do dna.
Badania Halla i Wiedmanna, dotyczące rynku indyjskiego, dobrze obrazują, jak nisko znajduje się granica, do której mogą zejść poszukujący pracy robotnicy. Na przykład zarobki zbieraczy bawełny w stanie Haryana – głównie kobiet – stanowią jedynie 34% płacy życiowej. Jak wyliczyli australijscy naukowcy, podniesienie ceny - wspomnianych już t-shirtów - o 15 centów spowodowałoby, że wszyscy zatrudnieni w Indiach przy zbiorze surowca mogliby osiągnąć płacę życiową. Z kolei wzrost ceny koszulki w Australii o kolejne 5 centów, skutkowałoby w Indiach wzrostem zarobków ogółu pracowników sektora tekstylnego powyżej granicy ubóstwa.
Wyliczenia Australijczyków są oczywiście symulacją, która ma dać czytelnikowi wyobrażenie o wysokości zarobków w krajach rozwijających się i ich odniesieniu do realnych cen detalicznych produktów w państwach rozwiniętych. Jak wynika z analiz naukowców w cenie t-shirta – cały czas 25 AUD – jedynie 5,30 AUD stanowi całkowity koszt jej wytworzenia. Reszta, a więc 19,70 AUD, to wartość dystrybucji, magazynowania i samej sprzedaż.
Duże koncerny modowe, które korzystają na dysproporcjach płac w krajach takich jak Indie, często zasłaniają się niewiedzą. Tłumaczą, że za zakup surowców odpowiedzialni są lokalni pośrednicy, którzy zarabiają na tańszej bawełnie. Stąd pojawiają się pomysły, aby certyfikować plantacje bawełny czy szwalnie, aby upewnić klientów, że otrzymują produkt przy produkcji którego nie stosowano nieuczciwych praktyk.
Czy jest to skuteczna taktyka? Z pewnością tak. Sumienie konsumentów łatwo ukoić certyfikatem, wydrukowanym na czerpanym papierze. W praktyce jednak wystarczy dziennikarskie śledztwo, aby okazało się, że szyjący koszulki pracują w warunkach zagrażających życiu albo do zbioru bawełny zatrudnia się dzieci. Wybucha wówczas skandal, po którym koncern musi zmienić dostawcę. Amerykańska spółka odzieżowa GAP już wielokrotnie przerabiała powyższy scenariusz.
W rzeczywistości klienci mają małe szanse na skontrolowanie faktycznego źródła pochodzenia bawełny czy gotowych koszulek. Nie mają też żadnych narzędzi, aby upewnić się, że pracownicy otrzymali godziwe wynagrodzenia.
Dopiero inicjatywa z 2012 roku - największych organizacji zajmujących się etycznym handlem, miedzy innymi: Rainforrest Alliance, Forrest Stewardship Council (FSC) czy Fairtrade International - doprowadziła do utworzenia Globalnej Koalicji na rzecz Płacy Życiowej (Global Living Wage Coalition). Współpraca zaowocowała wytycznymi, jakimi powinni się kierować sprzedawcy, czy dystrybutorzy, aby upewnić się, że pracownicy dostawców lub producentów otrzymują godziwe wynagrodzenie. Objęcie w ten sposób kontrolą całego łańcucha dostawy, umożliwia ostatecznemu sprzedawcy posługiwanie się odpowiednim certyfikatem, potwierdzającym dochowanie rzetelności. Otwartym pozostaje pytanie, czy klienci będą gotowi płacić więcej za sprawiedliwsze traktowanie pracowników. Zbyt często z badań konsumenckich wynika, że przy zakupach jesteśmy bardziej wrażliwi na cenę produktu, niż na sposób jego wytworzenia.
Płaca życiowa stanowi dochód potrzebny do godnego życia zarówno pracownika, jak również jego rodziny. Oznacza, że gospodarstwo domowe znajduje się powyżej granicy ubóstwa, a jego przychody pokrywają koszty podstawowych potrzeb, jak zapewnienie dachu nad głową oraz jedzenie. Podnoszenie zarobków do poziomu płacy życiowej ma ograniczać wykorzystywanie pracowników, choćby przez ograniczenie ilości godzin pracy, za które jest wypłacane wynagrodzenie. Tymczasem według Międzynarodowej Organizacji Pracy światowe realia wyglądają następująco: 42% pracujących nie ma pewności stałego zatrudnienia oraz nie jest objęte żadnymi zabezpieczeniami socjalnymi, a 29% mimo wykonywania pracy żyje w ubóstwie.
Komentarze
Prześlij komentarz