Dataizm
Zacznę górnolotnie od stwierdzenia, że historia naszej cywilizacji opiera się na dążeniu do wolności. Kiedy zaś już udało nam się posiąść namiastkę swobody do stanowienia o sobie, swoim majątku i dalszych losach, poczuliśmy potrzebę zabezpieczenia zdobyczy. Ustanowiliśmy prawo własności, które wprawdzie nieco ograniczało naszą pierwotną wolność, ale jednocześnie dawało ochronę tego, co posiadamy. Skoro zaś mamy już wolność wyboru oraz potrafimy ochronić naszą własność – zasmakowaliśmy w prywatności. Chcemy się cieszyć tym co osiągnęliśmy sami lub - ewentualnie - w gronie osób, które sami sobie wybierzemy.
Tymczasem wraz z ogólnym wzrostem dobrobytu i rozwoju technologicznego pojawiła się masowa potrzeba wygody. Niestety – co jest w jakimś sensie paradoksem naszych czasów – coraz dalej idące udogodnienia, które zyskujemy dzięki nowoczesnym technologiom, działają w przeciwnym kierunku niż nasze pierwotne cele.
Zapewnienie wygody w przyszłości będzie kosztować nas: prywatność, prawo do zarządzania własnością oraz wolność wyboru. Jak twierdzi historyk i antropolog, Yuval Harari, pozbędziemy się atrybutów naszej cywilizacji, aby oddać się nowej religii – dataizmowi.
Ale po kolei.
Sztuczna inteligencja już teraz podejmuje za nas bardzo dużo decyzji, wpływających na nasze życie, bez naszego świadomego zaangażowania. Komputery starają się namierzyć indywidualny wzorzec zachowań, a następnie jak najlepiej dopasować – dla naszej wygody - otoczenie. W ten sposób otrzymujemy skrojone pod nas oferty sklepów (nie tylko internetowych), biur podróży, klubów czytelniczych, wypożyczalni filmów czy wiadomości. To, czym nie interesowaliśmy się wcześniej – z szerokiego spektrum zjawisk, otaczającego nas świata – nie przebije się do naszej świadomości. Usłużne systemy, badające indywidualne potrzeby ludzi, ale jednak operujące na pewnych ogólnych schematach zachowań, uwolnią nas od zalewu informacji i pozbędą kłopotu przeglądania niechcianych propozycji handlowych. To nie jest wizja odległej przyszłości. Tak wygląda rzeczywistość, w której żyjemy.
Jednak sztuczna inteligencja nie ogranicza się tylko do zaspokajania próżności. Liczne badania potwierdzają, że wysuwanie wniosków na podstawie analizy dużej ilości danych, skutkuje podejmowaniem lepszych decyzji. Na tym polu maszyny już dawno prześcignęły ludzkie zdolności.
Zastąpienie ludzkiego osądu, decyzjami podejmowanymi przez sztuczną inteligencję, z pewnością pozwala na wyeliminowanie stronniczości, a także błędów. Niestety ostatecznie zawęża to nasze pole widzenia, a co za tym idzie – wolność wyboru. Nasze życie staje się inspirowane – co brzmi o niebo lepiej niż kształtowane – przez firmy, które tworzą wokół nas otoczkę wygody, jak Facebook, Google czy Amazon.
Nie musimy wiele poświęcać, aby dać się zaopiekować firmie, która chce nam ułatwić życie. Na początku potrzeba jedynie nieco informacji, które podważą naszą prywatność. Podajemy dane dotyczące miejsca naszego pobytu, tego co kupiliśmy lub zjedliśmy. Dzięki temu możemy korzystać z podpowiedzi dotyczących szybszej drogi przejazdu przez miasto, wyższego rabatu na zakupy czy diety - bardziej odpowiedniej dla naszej grupy krwi lub aktywności. Co więcej nasz indywidualne dane skupione przez jedną firmę, zostają przekazane (sprzedane) innej, która za chwilę oferuje nam lepszą ofertę na ubezpieczenie samochodu, luksus uczestniczenia w przedsprzedażach lub wyjazd do ośrodka spa.
Co ciekawe, składane nam propozycje nie opierają się już na naszych indywidualnych potrzebach, ale stanowią wzorzec zachowań osób, które na pewnym etapie podjęły podobne do nas decyzje. Sztuczna inteligencja stara się jedynie przewidzieć, jaki może być nasz następny krok i już tam być.
Konieczność szukania produktów czy usług, a przede wszystkim uciążliwość procesu, jest szansą dla firm, które dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, rzucą nam koło ratunkowe.
Bogactwo wyboru też może się okazać ułudą. Największy sprzedawca online, Amazon, posiada olbrzymi katalog produktów. Jednak gdy zawęzimy nasze wyszukiwania do podpowiadanych rekomendacji, szybko okaże się, że przysługująca nam oferta jest wyjątkowo skąpa. Jedyne co powoduje, że jej nie odrzucamy, jest to, że została przygotowana na podstawie naszych wcześniejszych zachowań. Mamy więc poczucie wyjątkowości i dopasowania. To w sumie interesujące zjawisko, że wraz z coraz większą ilości udostępnionych danych osobistych, zakres proponowanych artykułów czy usług się zawęża, a nie poszerza.
Wkrótce okaże się, że udostępnienie bardziej szczegółowych - i wrażliwych - danych na nasz własny temat stanie się nieodzowne, dla polepszenia stanu zdrowia czy stylu życia. W celu lepszej diagnozy będziemy musieli się dzielić z nadzorującym nasz tryb życia asystentem osobistym, nie tylko ilością uderzeń serca na minutę czy przebytych kroków. Analizowane będzie spożywane przez nas jedzenie - nie tylko pod kątem ilości kalorii i wartości odżywczych, ale też miejsca pochodzenia spożytych artykułów. Skrupulatniej zostanie prześledzona nasza aktywność fizyczna. System pobierze bardziej szczegółowe dane na temat procesów zachodzących w naszym organizmie. Będziemy lepiej zdiagnozowani, bo przekażemy więcej danych.
Uchylimy naszą prywatność, aby zyskać możliwość dłuższego życia w lepszym zdrowiu. To jest właśnie sedno opisywanej przez Harariego nowej religii – dataizmu. Będziemy się dzielić ze sztuczną inteligencją wszystkim co nas dotyczy, za obietnicę lepszego życia.
Ktoś mógłby narzekać, że oddanie naszego losu maszynom skaże nas na przykre konsekwencje. Gdy nasze: relacje, kupowane produkty oraz możliwość dokonywania wyborów zostaną ograniczone, przestaniemy dostrzegać alternatywne ścieżki. Jeśli nadal będziemy się kierować jedynie naszą wygodą, odrzucimy inne punkty widzenia. Zamrze debata publiczna, konstruktywna krytyka, a społeczeństwo się rozwarstwi wzdłuż linii, wyznaczanych przez podziały polityczne, czy komercyjne. Osłabimy empatię, społeczną spójność i lokalne więzy.
Czy taka wizja przyszłości powinna budzić nasze obawy? Nieszczególnie. Albo ujmę to inaczej. Nie bardziej niż lęk pierwszych odkrywców, którzy wyruszali na kruchych łupinach przez Atlantyk, aby odnaleźć Nowy Świat. Tak ja oni, również my, nie mamy – co za ironia - większego wyboru.
Wspominałem już powyżej, że decyzje podejmowanych przez sztuczną inteligencję są obarczone mniejszym błędem, a zdolności analityczne daleko prześcigają ludzkie. Co za tym idzie, maszyna postawi lepszą diagnozę, niż lekarz dowolnej specjalizacji, dokładniej policzy prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zjawiska oraz nie ulegnie stronniczości opinii. Podjęte przez sztuczną inteligencję wybory są więc bardziej optymalne, w porównaniu z ludzkimi. Komputer lepiej przewidzi przyszłość naszego związku z daną osobą czy szanse kariery. To wszystko już jest policzone. I oczywiście mogą się zdarzyć sytuacje, gdy w pojedynczych przypadkach człowiek podejmie decyzję lepszą niż maszyna. Ale to się dzieje coraz rzadziej. A kto z nas chciałby wieść życie, w którym podejmie same złe decyzje?
Komentarze
Prześlij komentarz