Prezes nie jest kapitanem statku
Od czasu gdy zmiany właścicielskie w korporacjach wyeliminowały pierwotnych założycieli spółek (lub ich spadkobierców) na rzecz funduszy inwestycyjnych, trudno jest określić na czyją korzyść mają działać dyrektorzy zarządzający. Rozproszony akcjonariat, posiadający czasami sprzeczne, ale za to krótkookresowe cele, musiał wprowadzić szereg mierników, według których oceniał – i wyceniał – działania prezesa i zarządu. W praktyce władze spółki same kształtowały własne wynagrodzenia, windując je czasem do niebosiężnych poziomów. Ponad przeciętne uposażenia miały gwarantować właścicielom, że menedżerowie będą działać w interesie zarządzanej spółki.
Prawdopodobnie słyszeliście o poważnej wadzie w sposobie projektowania procesorów komputerowych, która nie została naprawiona przez ostatnie dwie dekady. Gdyby nie odkrycie grupy badaczy, zajmujących się bezpieczeństwem w sieci, być może nadal pozostawalibyśmy w błogiej nieświadomości zagrożenia. A tak wiemy, że niemal każdy serwer, komputer czy urządzenie mobilne, są podatne na atak hakerski i przejęcie poufnych informacji.
Jedna luka, która dotyczy jedynie procesorów produkowanych od 1995 roku przez Intela, nazywa się Meltdown, zaś druga – Spectre – jest obecna w jednostkach wszystkich producentów. Specjaliści twierdzą, że zagrożenie jest realne, ale wygląda na to, że hakerzy – podobnie jak producenci – nie namierzyli wady. Co za tym idzie, nie przeprowadzili żadnych ataków, które miałyby ją wykorzystać.
Nie jestem specjalistą od architektury komputerowej, więc nie będę się wypowiadał na temat skali potencjalnego ryzyka. Podobno odpowiednia „łatka” zabezpieczająca urządzenia ma być wydana w ciągu kilku dni. Bardziej interesujące – z mojego punktu widzenia – jest zachowanie firmy, która jest odpowiedzialna za całe zamieszanie, a więc Intela.
Problemy Intela, a co za tym idzie wszystkich użytkowników komputerów, wynikają ze zjawiska opisywanego w literaturze jako „winner takes all”. Polega ona na tym, że jeden podmiot na tyle dominuje pewną branżę, że klienci nie mają możliwości korzystania z innych, konkurencyjnych rozwiązań. W przypadku branży procesorów komputerowych mamy dominację Intela, skupiającego około 70% rynku. Drugi, w zasadzie jedyny konkurent, AMD ma pozostałe 30%. Tak więc w momencie awarii - czy jakiegokolwiek kłopotu technicznego - nie ma możliwości skorzystania z rozwiązań alternatywnych. Użytkownicy stają się zakładnikami wiodącej korporacji.
Wróćmy do Intela. Szeroka opinia publiczna dowiedziała się o luce w procesorach na przełomie roku. Jednak specjaliści od bezpieczeństwa - którzy odkryli wadę - powiadomili producenta o zaistniałym problemie już w czerwcu. Jak sądzę, liczyli naiwnie, że ten zajmie się naprawą zanim cała sprawa ujrzy światło dzienne.
Podobno w przypadku Meltdown wystarczy zwykły update systemu. Jednak Spectre będzie wymagało - prawdopodobnie – gigantycznej akcji serwisowej polegającej na wymianie wadliwych procesorów. Nic więc dziwnego, że zarząd Intela po ludzku – a raczej po strusiemu – schował głowę w piasek.
Chociaż nie wszyscy postąpili równie tchórzliwie. Najbardziej brawurowym posunięciem „wsławił się” prezes Intela, Brian Krzanich, który jeszcze w listopadzie – a więc w momencie gdy już było wiadomo o wadach procesorów, ale jeszcze na długo przed upublicznieniem tego faktu - sprzedał cały posiadany pakiet akcji spółki, poza niezbędnymi minimum – 250 000 sztuk - do którego utrzymania obliguje go kontrakt.
Choć trudno w to uwierzyć, rzecznik Intela tłumaczy, że upłynnienie udziałów prezesa, i innych członków zarządu, było wcześniej zaplanowane i należy do corocznego zwyczaju sprzedaży papierów wartościowych, w ramach lepszego zarządzania własnymi aktywami.
Wydaje mi się, że nie ma większego sensu, aby piętnować Briana Krzanicha za swoje posunięcie. Myślę, że większość ludzi – mających dostęp do kluczowych informacji – postąpiłoby podobnie, i również sprzedało akcje. W chwili zagrożenia nie ma czasu na sentymenty. Górę bierze instynkt przetrwania. Zresztą Krzanich jest związany ze spółką od 1982 roku, ale do zarządu dostał się dopiero w 2012. Prezesem został rok później. Nie miał więc realnego wpływu na decyzje swoich poprzedników, którzy dopuścili do powstania, a następnie ukrycia wady.
Przypadek Intela powinien, według mnie, zwrócić uwagę na dwie inne sprawy.
Po pierwsze pokazuje jak niebezpieczne jest dążenie rynków do monopoli. W momencie realnego zagrożenia, konsumenci nie mają szans na skorzystanie z alternatywnych rozwiązań. Problem konsolidacji dotyczy każdego sektora gospodarki. Maleje ilość banków, firm chemicznych, telekomunikacyjnych czy browarów. Powstają koncerny zbyt wielkie by upaść, których zachwianie grozi całej globalnej gospodarce. Poza Unią Europejską nie istnieją żadne poważne instytucje, które chroniłyby konsumentów przed monopolizacją rynków.
Druga kwestia dotyczy odwiecznego problemu nadzoru nad poczynaniami menedżerów, aby chcieli oni realizować zadania zlecone przez właścicieli. Prezesi korporacji otrzymują niebotyczne wynagrodzenia, aby strzec interesów udziałowców i działać w ich jak najlepszym interesie. Trudno uznać, aby uposażenia pobierane przez dyrektorów zarządzających Intela, zarówno w gotówce, jak i papierach wartościowych, obróciły się na korzyść właścicieli. Szczególnie w kontekście prawdopodobnej akcji wymiany wszystkich procesorów.
Komentarze
Prześlij komentarz