Prywatne zyski, publiczne koszty
Przeglądając ostatnio Guardiana trafiłem na artykuły autorstwa Aditya Chakrabortty’ego oraz Roba Daviesa, traktujące o mało znanym u nas zjawisku – ale jestem spojony, że wkrótce do nas dotrze – prywatnym finansowaniu inicjatyw (PFI).
Prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście o firmie Carillion. Była to największa spółka budowlana początku XXI wieku w Wielkiej Brytanii, która specjalizowała się w przygotowywaniu infrastruktury na zlecenie rządu. Oto kilka powierzonych jej zleceń: sieć szerokopasmowego internetu, szpital uniwersytecki w Liverpoolu, projekt szybkiej kolei (nieszczęsna HS2 – łącząca Londyn z Birmingham, a potem z Manchesterem oraz Leeds, planowana od 10 lat, ciągle w budowie – pierwotne koszty urosły już niemal trzykrotnie), koszary wojskowe, sieć szkół publicznych (ale w prywatnych budynkach) oraz biblioteka w Birmingham (koniecznie obejrzyjcie jej zdjęcia).
Niestety, pomimo niewątpliwego pasma sukcesów – liczonego w miliardach funtów pozyskanych z budżetu, spółka Carillion jest na granicy bankructwa. Jej akcje potaniały w ciągu roku o 90%, prezesi zmieniają się jak rękawiczki, a wokół przedsiębiorstwa zaczynają krążyć wściekli wierzyciele. Teraz nad uratowaniem firmy-zombie głowią się przedstawiciele kilku ministerstw: zdrowia, edukacji, transportu, sprawiedliwości, spraw zagranicznych oraz lokalne samorządy.
Powód zamieszania jest prosty, firma Carillion jest po prostu zbyt duża, by upaść. Sedno problemów nie leży jedynie w prowadzeniu przez przedsiębiorstwo licznych – wspomnianych już wcześniej - rządowych kontraktów, ważnych dla funkcjonowania państwa. Spółka zatrudnia blisko 20 000 pracowników w Wielkiej Brytanii (i drugie tyle na świecie), posiada także rozbudowaną sieć dostawców, poddostawców i kooperantów. Na dodatek ma silne powiązania kapitałowe oraz projektowe z większością dużych firm infrastrukturalnych w Zjednoczonym Królestwie, a także w Europie. Jednym zdaniem: jej upadek byłby prawdziwą katastrofą budowlaną.
Źródłem kłopotów – jakie dotykają rynek budowlany - jest pomysł kolejnych rządów, aby oprzeć konstrukcję niezbędnej infrastruktury na formie partnerstwa publiczno-prywatnego, zwanego w Anglii prywatnym finansowaniem inicjatyw (PFI). W swoich światłych założeniach, państwo zleca budowę ważnego - z punktu widzenia kraju lub społeczności lokalnej - obiektu: szkoły, szpitala, lotniska lub koszar wojskowych prywatnemu przedsiębiorcy, który stawia budynek na swój koszt – z małą bonifikatą rządową – a następnie odbiera sobie poniesione koszty, administrując nim.
Rozwiązanie wydaje się proste jak drut, a na dodatek korzystne dla obu stron. Państwo (albo lokalny samorząd) ma niezbędną, nowoczesną infrastrukturę, a prywatny przedsiębiorca – zyski. Na dodatek powstaje pewna ilość miejsc pracy dla okolicznych mieszkańców. Czyżby sytuacja win-win? Niestety nic bardziej mylnego.
Być może wdrożeniu rozwiązania przyświecały jakieś ważne cele, jak: pobudzenie rynku budowlanego, przyspieszenie transformacji kraju, stworzenie nowych miejsc pracy czy wykorzystanie prywatnych funduszy na cele społeczne - a nie miliony funtów, pompowane do portfeli decydentów przez lobbystów. Jednak skończyło się jak zwykle.
Zyski zostały sprywatyzowane, a kosztami będą obłożeni wszyscy podatnicy.
Dziennikarz Guardiana, Aditya Chakrabortty, podaje inne przykłady, w których państwo będzie musiało brać na siebie zobowiązania prywatnych przedsiębiorców, aby uniknąć kłopotów.
Domy opieki dla osób starszych, Four Season, okazały się zbyt mało zyskowne dla jego obecnego właściciela Four Seasn Health Care Group. Trwają obecnie negocjacje, które zapewnią instytucji pomoc rządową. Jeśli zakończą się fiaskiem, 17 000 pensjonariuszy - osób schorowanych i starszych - będzie musiało w całości przejść na garnuszek państwa.
Podobne zamieszanie dotyczy sieci kolejowej Virgin Trains, która miała utrzymać połączenia na wschodnim wybrzeżu. Niestety inwestycja okazała się nierentowna i VT chce wycofać nieopłacalne połączenia, odcinając tysiące osób od podstawowego środka transportu. Z dużym prawdopodobieństwem państwo będzie musiało odkupić - już raz sprywatyzowane linie, co – oczywiście - nie przeszkodzi VT w dalszej ekspansji na rynku kolejowym i przejmowaniu kolejnych tras.
Poniższe przykłady nie dotyczą póki co Polski, tylko mistycznej krainy na Dalekim Zachodzie, zwanej Wielką Brytanią. A skoro jest ona odległa, może się nam wydawać obojętna. Niestety nie. Prawdopodobnie kłopoty brytyjskiego projektu finansowania publicznej infrastruktury prywatnymi pieniędzmi nie odnoszą się do naszych obywateli bezpośrednio (chyba że chwilowo przebywają oni w Zjednoczonym Królestwie), ale stanowią przestrogę, aby nie powielać błędów Brytyjczyków.
Szczególnie, że istnieje spore ryzyko, że w szczytnej walce ze smogiem, wykorzystamy publiczne pieniądze do zamknięcia centrów miast dla biednych, a dofinansujemy wymianę samochodów – na bardziej ekologiczne – bogatym. Pozostawiając jednocześnie główną przyczynę zanieczyszczeń, czyli stare piece i kotłownie, bez zmian.
Komentarze
Prześlij komentarz