Wielki Brat będzie widział

Chińskie władze testują właśnie system dozoru elektronicznego, oparty na rozpoznawania twarzy. W swoich założeniach ma on informować odpowiednie organa, jeśli obserwowana osoba opuści o ponad 300 metrów swój dom lub miejsce pracy.

Doniesienia o wdrażaniu zaawansowanych technologicznie programów do śledzenia obywateli napływają głównie z prowincji Xinjang, zamieszkałej przez mniejszości religijne i etniczne, od początku zeszłego roku. Tak przynajmniej twierdzi Bloomberg na podstawie relacji dziennikarzy i aktywistów Amnesty International.

Oczywiście za ideą wzmocnienia państwa policyjnego stoi potrzeba bezpieczeństwa. Cel jest jasny. Przeciwdziałanie i udaremnianie ataków terrorystycznych. Zresztą oprogramowanie, które jest obecnie testowane, to tylko jedno z opracowanych początkowo dla wojska narzędzi, mających wzmocnić obronność terytorialną Państwa Środka. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, aby pilnowało również spokoju w jego granicach?

Monitorowanie obywateli, oparte na masowym rozpoznawaniu twarzy, jest narzędziem, które każda – nie tylko autorytarna – administracja przyjmie z ochotą. Po co korzystać ze żmudnego patrolowania i legitymowania ludzi, skoro można wszystko załatwić elegancko, niejako ponad ich głowami.

Według Bloomberga prowincja Xinjang jest obecnie swoistym poligonem doświadczalnym nowoczesnych technik wywiadowczych. Przedstawiciele chińskiej Amnesty International alarmują, że już teraz władze regionu kolekcjonują dane biometryczne mieszkańców, testują skanowanie smartfonów, dokonują analizy głosu oraz wymuszają korzystanie z satelitarnego namierzania pojazdów.

Historie opowiadane przez zachodnich dziennikarzy, którzy odwiedzili ostatnio prowincję, wydają się potwierdzać wersje działaczy AI. Ich kroki były śledzone zdalnie, a gdy tylko reporterzy pomijali jakiś punkt programu lub oddali się od swojej grupy, natychmiast towarzyszyła im eskorta policji.

Władze centralne twierdzą, że działalność decydentów w prowincji Xinjang jest uzasadniona. Zagrożenie ze strony mniejszości ujgurskiej czy muzułmańskiej jest realne, gdyż na przestrzeni kilku ostatnich lat wielokrotnie dochodziło do zamieszek na tle etnicznym czy religijnym. Wzmożona inwigilacja elektroniczna, która nie przeszkadza w życiu zwykłych obywateli, jest wspierana przez władze w Pekinie, a jej rezultaty są skrupulatnie analizowane, aby móc później przełożyć doświadczenie jednego regionu na pozostałe prowincje.

Jedno jest pewne, poletko doświadczalne w Xinjang ma się dobrze i raz po raz wzbogaca się o nowe narzędzia i rozwiązania. Wszystko po to, aby nikt nie zakłócał życia spokojnym mieszkańcom regionu. Zebrane w prowincji doświadczenie z pewnością będzie procentować. Kolejne regiony Chin już zgłaszają chęć współpracy. Popyt zgłasza też zagranica. Nie jeden autorytarny władca, skorzystałby na narzędziach zaawansowanego śledzenia obywateli. Założę się, że nie pogardziłyby nimi również niektóre demokracje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook