Jak ukryć się przed fiskusem i jeszcze zarobić...
Największe amerykańskie koncerny od lat zwlekały ze sprowadzeniem olbrzymich pokładów gotówki, która odłożyła się na ich zagranicznych rachunkach. 2,6 biliona (!) dolarów wyczekiwało na ruch rządowej administracji, która obniży – wyjątkowo – stawkę podatku korporacyjnego. I się doczekało.
Wraz z wprowadzeniem nowego prawa podatkowego, korporacje zyskały możliwość jednorazowej repatryjacji zagranicznej gotówki. 35cio procentowa stawka została obniżona do 8%.
Największe tuzy amerykańskiego biznesu skwapliwie skorzystały z długo wyczekiwanej okazji, ściągnęły gotówkę, zapłaciły podatek i ogłosiły – zaskakujące – kwartalne straty: CitiGroup – 18 miliardów dolarów, Goldman Sachs – 2 miliardy, American Express – 1,2 miliarda. Planowane zyski pozostałych spółek – jeśli takowe będą – również zostaną mocno nadwerężone przez jednorazowe wydarzenie (ang. one-off).
Nie patrzmy jednak na straty, i nie martwmy się nimi - tak długo jak nie jesteśmy inwestorami. Skupmy się na możliwościach, które daje 92% od 2,6 biliona dolarów.
Podobna akcja repatryjacyjna miała miejsce w 2004 roku – co za niespodzianka - także za rządów Republikanów. Mimo buńczucznych zapowiedzi, jak bardzo duża ilość gotówki może rozbujać gospodarkę, nic takiego się nie wydarzyło. Nie zanotowano wzrostu nowych miejsc pracy czy inwestycji. Zauważono za to wielką falę skupu własnych akcji, przejęć i wypłat dywidend.
Pomimo historycznych doświadczeń, obecne oczekiwania co do boomu gospodarczego, którego źródłem ma być zagraniczna gotówka są bardzo zbliżone do tych z 2004 roku. I to pomimo kubła zimnej wody, którą wylewa na rozgrzane głowy raport Bank of America Merrill Lynch.
Fakt, że korporacje odkładały środki pieniężne na zamorskich rachunkach, nie powodował, że były one bezużyteczne. Pod ich wielkość zaciągano lokalne zobowiązania. Tak więc – według wspomnianego już BoAML, aż 65% przedsiębiorstw planuje w pierwszej kolejności przeznaczyć repatryjacyjną gotówkę na spłatę zadłużenia. Blisko połowa korporacji myśli też o skupieniu własnych akcji, a nieco ponad 40% o przejęciach i fuzjach. Dopiero w dalszych planach jest wypłata dywidendy, wydatki na badania i rozwój czy podwyższenie płac i zwiększenie zatrudnienia.
Z głębszej analizy – dokonanej przez BoAML – wynika, że głównymi posiadaczami funduszy z zagranicy są spółki z branży informatycznej. W ich przypadku dużo bardziej prawdopodobne jest skupowanie innych podmiotów, które mają obiecujące produkty lub usługi, niż podwyższanie zarobków zatrudnionych. Ożywienie na rynku przejęć i fuzji może być z kolei szansą dla największych amerykańskich banków, jak: Goldman Sachs, JP Morgan Chase i Morgan Stanley, które obsługują najwięcej tego typu transakcji.
Nawet optymistyczne analizy, jak ta wykonana przez Thomasa Brennana z Harvarda, wykazują, iż jedynie 12% ze zgromadzonych środków pieniężnych zostanie przeznaczone na inwestycje własne oraz badania i rozwój. Wygląda na to, że wzrost zatrudnienia czy zarobków będzie musiał poczekać do kolejnej repatryjacji.
Jest jeszcze jedna kwestia, behawioralna.
Korporacja, która gromadzi zyski za granicą, aby uniknąć amerykańskich podatków, a następnie otrzymuje jednorazową, specjalną ulgę podatkową, może uznać, że podobny model transferu środków jest niezwykle korzystny. Niektóre spółki mogą się nawet od tego uzależnić, tym bardziej że w 2004 roku skala obniżki składki fiskalnej była – jak na obecne warunki kosmetyczna – zaledwie z 35% na 21%.
Komentarze
Prześlij komentarz