Automatyzacja a demografia
Najnowsza analiza, przeprowadzona przez Narodowe Biuro Badań Ekonomicznych Stanów Zjednoczonych (NBBE), potwierdza obiegowe opinie o robotyzacji przemysłu. Kraje ze starzejącym się społeczeństwem częściej i chętniej sięgają po maszyny, aby usprawnić procesy produkcyjne.
Być może nie jest to żadne zaskoczenie, że kraje, w których siła robocza „starzeje się” sięgają po nowoczesne technologie, aby podtrzymać poziom produkcji. Jednak każde badanie, potwierdzające – lub obalające - obiegowe opinie jest ważne i potrzebne. Choćby po to, abyśmy nie żyli w świecie utkanym z niesprawdzonych paradygmatów. Co niestety w ekonomii jest dość częstym zjawiskiem.
Wracając do badania. Daron Acemoglu z MIT i Pascual Restrepo z Uniwersytetu w Bostonie przeanalizowali wykorzystanie robotów i demografię zasobów ludzkich w różnych krajach. Odkryli, że postęp technologiczny jest większy w państwach ze starzejącym się społeczeństwem. Proces zastępowania ludzi maszynami jest więc dużo szybszy w Japonii, Korei czy Niemczech, niż w Stanach Zjednoczonych, Indiach czy Polsce.
Na dodatek przepaść technologiczna pomiędzy krajami „starzejącymi się” a resztą szybko wzrasta, gdyż państwa wykorzystujące roboty przemysłowe na szeroką skalę są liderami zarówno w ich produkcji, jak i eksporcie.
Badacze zaobserwowali, że pracodawcy widzą trendy demograficzne i - bojąc się, że za kilka lat zabraknie im rąk do pracy - już teraz automatyzują linie produkcyjne. Ma to bardzo negatywny skutek dla obecnie zatrudnionych. Wdrożone do pracy roboty, nie zważają wszak na wiek oraz doświadczenie zatrudnionych i nie mają dla nich taryfy ulgowej.
Tak więc automatyzacja, która ma chronić przed niższą ilością siły roboczej w przyszłości, już dziś likwiduje bieżące miejsca pracy ludzi w średnim wieku (od 36 do 55 lat). Jest to o tyle istotne zjawisko, że rynek pracy nie oferuje tym pracownikom równorzędnych – pod względem stabilności i poziomu zarobków – stanowisk w innych sektorach gospodarki.
Oznacza, to że osoby wchodzące w wiek wzmożonej akumulacji środków na przyszłą emeryturę, są pozbawiane tej szansy. Zazwyczaj muszą się zadowolić niżej płatnymi zajęciami w usługach, czy pracą dorywczą, gdyż mają kłopot z przebranżowieniem się i wdrożeniem do innych zawodów.
Szukanie nowego zatrudnienia, na silnie konkurencyjnym i – trzeba dodać - kurczącym się rynku pracy, to zadanie trudne. Szczególnie dla osób, które mają za sobą kilkunastoletnią praktykę w jednym zawodzie, a dla potrzeb nowego stanowiska powinny się oduczyć wszystkiego co potrafią i zaabsorbować nową wiedzę i umiejętności.
To właśnie o tego typu zmianach na rynku pracy i potrzebie dopasowania systemu edukacji mówili przedstawiciele pracodawców między innymi na Forum w Davos. Niestety proces likwidacji miejsc pracy – z powodu automatyzacji – jest znacznie szybszy, niż możliwości adaptacyjne uczelni czy szkół zawodowych, nastawionych na kształcenie młodzieży. Istnieje spora obawa, że politycy nie będą potrafili wdrożyć postulowanej ewolucji na czas. Pytanie czy przedsiębiorcy – którzy już teraz wymieniają pracowników na maszyny – będą zainteresowani szkoleniem kadr na własną rękę?
Komentarze
Prześlij komentarz