Czy warto być kierowcą Ubera?
Nowy prezes Ubera, Dara Khosrowashahi, który przejął stery firmy w połowie zeszłego roku i miał przywrócić zaufane do firmy, nadszarpnięte przez poprzedniego szefa Travisa Kalanicka, szybko zrzucił maskę „uprzejmego i delikatnego”. Wszystko z powodu raportu opublikowanego przez Massachusetts Institute of Technology (MIT), traktującego zagadnienie opłacalności jeżdżenia dla Ubera bądź Lyfta, czyli aplikacji, kojarzących pasażerów z kierowcami.
Badacze z MIT oparli swoje wyliczenia na zgłaszanych przez kierowców przychodach z kursów, zestawiając je ze szczegółowymi kosztami eksploatacji pojazdów: naprawy, amortyzacja, ubezpieczenia, wydatki na paliwo. Okazało się, że mediana zysków z godzinnej jazdy to zaledwie 3,37 dolara. Oznacza to, że blisko 3/4 kierowców zarabia mniej niż minimalna stawka godzinowa, obowiązująca w ich stanie (żaden z nich nie schodzi poniżej 7,25 dolara za godzinę). Co więcej, z szacunków zamieszczonych w raporcie wynika, że 30% szoferów Uber i Lyfta dokłada do interesu.
Bardziej szczegółowe obliczenia analityków z MIT wskazują, że jeżdżenie pojazdami dla wyżej wymienionych korporacji nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Przeciętne stawki netto za przejechanie mili, są niższe niż dopuszczalne odliczenia podatkowe. Tym samym większość kierowców może deklarować stratę na działalności – pod warunkiem, że mają inny przychód, od którego mogą ją odliczyć. Autorzy raportu uważają, że niemal 3/4 zysków osiąganych przez kursujących dla Ubera i Lyfta – z ogólnej kwoty 4,8 miliarda dolarów - pozostaje nieopodatkowana.
Kalkulacje dokonane przez akademickich badaczy rozsierdziły prezesa Khosrowashahi’ego do tego stopnia, że twórczo rozwinął on skrót MIT do Matematycznie Niemiarodajne Teorie (MIT = Mathematically Incompetent Theories). Z kolei główny ekonomista Ubera, Jonathan Hall, nazwał raport nieprzekonywującym, zarzucając mu błędy metodologiczne, merytoryczne i stronniczość. Na dodatek nieprecyzyjne pytania kwestionariusza miały wprowadzać respondentów w błąd, przez co przeszacowywali oni czas spędzony za kółkiem i zaniżali faktyczne dochody. Hall uważa, że zaprezentowana w publikacji stawka stanowi zaledwie 40% faktycznych zarobków.
Niestety wyliczenia głównego ekonomisty Ubera nie biorą pod uwagę – oczywiście – kosztów ponoszonych przez kierowców, gdyż nie są one związane z działalnością korporacji. Firma ze swojej strony nie przeprowadza podobnych kalkulacji, uwzględniających konieczne wydatki swoich niepracowników. A przynajmniej się nimi nie chwali.
Surowe dane z kwestionariusza, w którym pytano do dochody kierowców, wskazują, że ponad 30% z nich zarabia mniej niż 15 dolarów na godzinę. Biorąc pod uwagę bardziej optymistyczną wersję obliczeń MIT (nie kwestionowaną przez Ubera), że wydatki kierowców stanowią tylko 50% ich przychodów, oznacza to że spora grupa jeżdżących dla korporacji zarabia poniżej obowiązującego minimum.
Komentarze
Prześlij komentarz