Znikająca klasa średnia
Zanikanie od dwóch dekad amerykańskiej klasy średniej wiele mówi o kondycji państwa, które samo uważa się za największą potęgę gospodarczą świata. Tymczasem dane dostarczone przez Pew Research Center (Pew) wskazują, że niegdyś najliczniejsza klasa społeczna wyludnia się, zasilając zarówno klasę niższą, jak i wyższą. Już samo to zjawisko najlepiej ilustruje wzrost nierówności ekonomicznej w Stanach Zjednoczonych.
Ciekawe, że jeszcze dekadę temu, niemal każdy dorosły Amerykanin (90% wskazań w ankietach) przypisywał sobie przynależność do klasy średniej. Oczywiście odczucia respondentów nie miały pokrycia w realnych liczbach (roczne przychody gospodarstwa domowego pomiędzy 35, a 106 tysięcy dolarów – po odliczeniu podatków, czyli od 2/3 mediany do jej dwukrotności), ale dobrze odzwierciedlały aspiracje społeczne. Dziś – co jeszcze bardziej zaskakujące – do klasy średniej zaliczają siebie nawet osoby, o zarobkach daleko wykraczających poza wspomniane widełki. Może to świadczyć o skromności ankietowanych albo o ich braku pewności co do nadchodzącej przyszłości.
Badacze z Pew zauważają w swoim badaniu – jak donosi Washington Post, że wymywanie klasy średniej w Stanach Zjednoczonych przebiega w dużo większym tempie, niż w porównywanych krajach Europy Zachodniej. W latach 1991 – 2010 odsetek przedstawicieli tej klasy skurczył się o 3 punkty procentowe (z 62 do 59 procent). W przypadku Wielkiej Brytanii i Francji zanotowano z kolei przyrost – odpowiednio o 6 (do 67%) i 2 (do 74%) punkty procentowe.
Tym samym poziom nierówności i rozwarstwienia społeczeństwa amerykańskiego jest dużo wyższy, niż na Stary Kontynencie. Oczywiście można argumentować, że dane Pew dotyczą okresu, kończącego się Wielką Recesją, która mocno dotknęła Amerykę, a dopiero zaczynała ściskać gospodarkę europejską. Nawet jeśli bieżące dane z Europy bardziej zbliżają ją do realiów Stanów Zjednoczonych, nie zmienia to zasadniczo sytuacji ogólnego zjawiska malejącej klasy średniej, a co najwyżej je nasila.
Jak twierdzi ekonomista David Author z MIT, samo zanikanie klasy średniej nie jest zjawiskiem szkodliwym. Przynajmniej tak długo, jak zmniejsza się ilość osób z klasy niższej, a wzrasta procentowy udział klasy wyższej. Patrząc tylko jednym okiem na amerykańskie statystyki – tak właśnie jest. Przyrost klasy wyższej jest znaczący - z 13 do 15 procent. Co więcej jej odsetek jest znacznie wyższy niż w którymkolwiek z badanych 11tu państw europejskich. Niestety gdy otworzy się drugie oko, można dostrzec procentowy wzrost osób należących do klasy niższej.
Porównując klasy średnie w Stanach Zjednoczonych i Europie warto zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze: Amerykanie się bogatsi. Mediana rocznych zarobków – na gospodarstwo domowe - sięga 53 tysięcy dolarów. W przypadku najbogatszych gospodarek Starego Kontynentu: Niemiec i Francji, podobne wskaźniki są niższe o około 12 tysięcy dolarów.
Jednak dynamika wzrostu dochodów klasy średniej w Europie, w latach 1991 – 2010 jest zdecydowanie wyższa. W niektórych krajach nawet wyraźnie dwucyfrowa: Dania o 25% czy Wielka Brytania o 35%. W Stanach Zjednoczonych też jest przyrost, ale skromniejszy – niecałe 9% w ciągu dwóch dekad.
Wyraźnie widać więc, że amerykańska klasa średnia jest zamożniejsza, ale też zmniejsza się, z kolei Europa szybko nadrabia zaległości. Odpowiedzialny za badania ze strony Pew, Rakesh Kochhar, zwraca uwagę, że choć dane ze Stanów Zjednoczonych mogą się wydawać słabsze, a nawet zniekształcone, z powodu Wielkiej Recesji, to jednak potwierdzają, czy nawet dobitniej wskazują na trendy, obserwowane już przed upadkiem banku Lehmann Brothers. Dochody klasy średniej i wyższej rozjechały się, i nie przyrastają w tym samym tempie. Beneficjentami – w zasadzie jedynymi – wzrostu gospodarczego są bogaci Amerykanie.
Co ważne – i widać to w badaniu Pew, zarówno w przypadku Stanów Zjednoczonych jak i Europy – zdecydowanie lepiej radzą sobie przedstawiciele klasy średniej, którzy potrafią wykorzystać zmienność gospodarczą, jaką powoduje globalizacja i przemiany technologiczne. Niestety Ci, którzy nie mogą – lub nie potrafią – podążać z prądem zmian, notują stagnację, a nawet zmniejszenie dochodów.
Pomimo względnej zamożności, presja na klasę średnią ze strony otoczenia, aby zwiększać zarobki i poprawiać produktywność, jest bardzo duża. U przeciętnego Amerykanina, który słyszy w mediach o powstających z niczego startupach, które szybko zyskują miliardowe wyceny, podczas gdy on sam boi się o utratę pracy, rodzi się frustracja. Tym bardziej, że czasy się zmieniły i nie ma już – poza incydentalnymi wyjątkami – szans na American Dream, czyli możliwość awansu z klasy niższej do wyższej, tylko dzięki ciężkiej pracy i wytrwałości.
Brak perspektyw, spadające – lub pozostające w stagnacji - zarobki, zagrożenie bezrobociem powoduje wzrost nieufności wobec elit i politycznego establishmentu. Gdy pojawia się polityk, który obiecuje poprawę sytuacji i powrót do złotych lat klasy średniej, która pchała rozwój Stanów Zjednoczonych, jego przesłanie pada na podatny grunt. Cóż z tego, że hasła są tylko hasłami i nie ma prostych recept, które odwróciłyby bieg historii. Ryzyko, które niesie za sobą nieznane jest bardziej kuszące, niż trwanie w tym co było.
Komentarze
Prześlij komentarz