Automatyzacja. Jak ją ugryźć?
Trwa wyścig na opracowanie wizji najbliższej przyszłości. McKinsey (Global Institute) straszy, wieszcząc koniec świata jaki znamy, namawia do głębokich reform systemów edukacji i przygotowania się do przekwalifikowania rzeszy pracowników. Z kolei PwC uważa, że przeceniamy tempo rozwoju technologicznego, a automatyzacja jeśli wpłynie na kształt rynku pracy to nie na masową skalę, ale w bardziej selektywny sposób.
McKinsey w swoim raporcie, z listopada 2017 roku, odpalił z grubej rury. 375 milionów miejsc pracy utracone w wyniku automatyzacji do 2030 roku (14% globalnej siły roboczej), to mocna teza, w sam raz na czołówki gazet i serwisów internetowych. W raporcie wspomniano jeszcze o 400 do 800 milionów zatrudnionych, którzy w jakiejś części będą dotknięci przez szersze wprowadzenie maszyn i sztucznej inteligencji, ale nie stracą stanowisk pracy.
Najbardziej dotknięte - przez postęp technologiczny - miałyby być Chiny (ponad 100 milionów pracowników będzie musiało całkowicie zmienić zatrudnienie), Stany Zjednoczone (54 miliony) oraz Indie (blisko 40 milionów). Wiadomo, że duże liczby sprzedają się najlepiej, ale 100 milionów miejsc pracy w Państwie Środka, to zaledwie 13% ogółu siły roboczej. Pod tym względem kraje rozwinięte będą miały dużo większe problemy. Automatyzacja - według McKinsey – zlikwiduje 46% stanowisk pracy w Japonii, 33% w Niemczech i 32% w Stanach. Takie przedstawienie zjawiska powinno budzić nieco większą grozę i zmusić do znalezienia środków zaradczych.
McKinsey przewiduje, że pomimo znacznej redukcji obecnej bazy siły roboczej w przyszłości, ogólny popyt na pracę wzrośnie, podążając za rozwojem automatyzacji. Postęp technologiczny przyczyni się do wzrostu wydajności, co powinno prowadzić do zwiększenia dochodów oraz konsumpcji, szczególnie w krajach obecnie uznawanych za rozwijające się. Miejsc pracy ma przybywać w szeroko rozumianej służbie zdrowia, inwestycjach infrastrukturalnych oraz sektorze energetycznym. Pytanie oczywiście, czy owocami wzrostu wydajności będą się cieszyć wszyscy pracujący, czy jedynie posiadacze kapitału?
Poza tym przekwalifikowanie dużej ilości pracowników wymaga zamian w systemie edukacji. Fala osób zmieniających pracę zderzy się na rynku z osobami, które dopiero zaczynają kariery, bez konieczności zmiany kwalifikacji. Nadmiar pracowników będzie z pewnością korzystny dla pracodawców, gdyż zwiększy presję na obniżanie płac. Tak więc automatyzacja może sprzyjać dalszej polaryzacji społeczeństwa.
Zresztą w podobnym tonie utrzymany jest grudniowy raport brytyjskiego Institute for Public Policy Research (IPPR). Autorzy dostrzegają potencjalne korzyści z automatyzacji, na przykład w postaci dodatkowego wzrostu PKB, ale zwracają też uwagę na szereg zagrożeń.
W publikacji można przeczytać o konieczności przekwalifikowania osób, których miejsca pracy znikną, albo zmienią swój zakres z powodu przemian technologicznych. IPPR szacuje, że automatyzacja będzie dotyczyć 60% zawodów. Nowe zajęcia będą – prawdopodobnie – wymagały ściślejszej pracy z maszynami, często pod ich dyktando.
Autorzy zwracają uwagę, że może dojść do polaryzacji stanowisk ze względu na samodzielność. Posady niezależne, wymagające kreatywności czy podejmowania decyzji, będą w cenie. Zadania, w których człowiek będzie uzupełniał pracę maszyny mogą być postrzegane jako gorsze. Co ciekawe na znaczeniu zyskają prace opiekuńcze, które obecnie są nisko wyceniane (lub wcale), a oprą się automatyzacji. Pytanie czy pójdzie za tym wzrost płac i znaczenia?
Z drugiej strony automatyzacja dotknie najpierw zawodów wymagających niższych kwalifikacji, które zazwyczaj są obsadzane przez kobiety lub przedstawicieli mniejszości. To może prowadzić do pogłębiania nierówności w dochodach pomiędzy płciami i rasami. Autorzy konkludują, że nawet jeśli roboty nie zlikwidują większości miejsc pracy, to z pewnością mocno ograniczą szanse mniej wykwalifikowanych pracowników na znalezienie płatnego zajęcia.
Bardziej szczegółowym raportem, dotyczącym wpływu przemian technologicznych na rynek pracy, jest publikacja przygotowana przez PwC. Według autorów automatyzacja ma trzy fale. Pierwszą - algorytmiczną - obejmującą proste zadania obliczeniowe oraz analizę danych strukturalnych. Drugą – imitacyjną - polegającą na zastąpieniu przez maszyny prostych powtarzalnych zadań. Trzecia – autonomiczna - będzie polegać na uzyskaniu przez maszyny czy sztuczną inteligencję możliwości działania według własnych scenariuszy.
Patrząc z perspektywy chronologicznej, pierwszą falę mamy za sobą. Jesteśmy w trakcie drugiej, choć jej punkt kulminacyjny jest wciąż przed nami. Pojawienie się trzeciej fali, a w zasadzie jej wpływu na rynek pracy, należy się spodziewać w ciągu dekady. Oczywiście granice – szczególnie czasowe – pomiędzy falami są płynne, ponadto sektory gospodarki różnie się im poddają.
Analitycy PwC utrzymują, że wpływ pierwszej fali automatyzacji, algorytmicznej, na rynek pracy był nieduży. Najbardziej dotkniętymi sektorami były finanse, ubezpieczenia i szeroko pojęta branża informacyjna (prasa, radio, telewizja). Jednak w żadnej z nich odsetek zlikwidowanych miejsc pracy nie przekroczył 10%.
Druga fala, imitacyjna, będzie nieporównywalnie silniejsza. Szacuje się, że w przypadku branży transportowej, instytucji finansowych czy handlu detalicznego, trzeba się liczyć z utratą ponad 20% stanowisk.
Z kolei trzecia fala, autonomiczna, powinna mieć bardziej selektywny charakter, najsilniej uderzając w firmy spedycyjne, przemysł wytwórczy oraz budownictwo. Likwidacja miejsc pracy może sięgnąć nawet 20 – 28% miejsc pracy.
To co zbliża analizę PwC do badania IPPR, to skala oddziaływania automatyzacji na miejsca pracy w zależności od płci pracowników. Kobiety mocniej ucierpiały z powodu wprowadzenia algorytmów oraz zastępowania prostych, powtarzalnych czynności. Z kolei falę autonomiczną silniej odczują mężczyźni, głównie z powodu małego odsetka pań na stanowiskach specjalistycznych czy menedżerskich.
Trzeba pamiętać, że wszelkie wizje przyszłości są palcem na wodzie pisane. Wnioskowanie o przyszłości na podstawie dzisiejszych trendów może być mylące. Poza tym wizjonerzy starają się oceniać nadchodzące lata optymistycznie, aby nie uchodzić za panikarzy.
McKinsey uważa – powołując się na niemieckie doświadczenia (gdzie wprowadzenie robotów przemysłowych zamiast ograniczyć miejsca pracy, doprowadziło do ich zwiększenia), że przyszłość nie jest przesądzona. Analitycy McKinseya uspokajają, że zniknięcie 800 milionów miejsc pracy nie oznacza automatycznie 800 milionów bezrobotnych.
Wydźwięk raportu IPPR jest mniej pozytywny. Autorzy utrzymują, że dalszy postęp technologiczny i idące za nim zmiany na rynku pracy, mogą zaostrzyć już istniejące nierówności społeczne. W trakcie zeszłorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos z przekąsem zauważono, że do zamknięcia luki w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn potrzeba 217 lat. W świetle wniosków z publikacji IPPR może się okazać, że wyliczenia ŚFE były huraoptymistyczne.
Wszystkie trzy raporty postulują głębokie przemiany w sposobie edukowania pracowników, które wsparłyby konieczność kilkukrotnego przekwalifikowania się pomiędzy profesjami w trakcie trwania kariery. Autorzy wskazuję ponadto na potrzebę przygotowania osłonowej polityki socjalnej, która uchroniłaby obywateli państw w trakcie turbulentnych przemian na rynku pracy. Konstatacja jest prosta. Silniejszy rynek będzie gonił za zyskami, a słabsze państwo ma ponosić koszty transformacji.
Komentarze
Prześlij komentarz