System rozpoznawania twarzy
Jakiś czas temu pisałem o chińskiej prowincji Xinjang, której władze – idąc z duchem przemian technologicznych – wykorzystują oprogramowanie, współpracujące z miejskim monitoringiem, do rozpoznawania twarzy, aby usprawnić system dozoru elektronicznego.
Lokalne media donosiły, że nowe rozwiązanie - poprawiające bezpieczeństwo - chwalą sobie też przeciętni obywatele. Nie muszą już zabierać ze sobą dokumentów, gdyż - w razie kontroli – policja bez trudu odczyta ich tożsamość robiąc zdjęcie.
Póki co rośnie popyt na firmy, produkujące oprogramowanie, które - korzystając ze sztucznej inteligencji - pozwala na: identyfikowanie ludzi na podstawie obrazu z kamer, porównywanie zdjęć czy rozpoznawanie istotnych szczegółów z filmów. W połowie kwietnia media informowały, że Alibaba - chiński gigant handlu online – zainwestował 600 milionów w rodzimą spółkę SenseTime.
Do tej pory największym odbiorcą produktów firm - pokroju SenseTime - były chińskie władze, różnych szczebli. W Państwie Środka działa bowiem ponad 176 milionów kamer przemysłowych i ich liczba przyrasta o ponad 10% rok do roku. Tak więc, ktoś musi budować oprogramowanie, analizujące rejestrowany obraz i – na jego podstawie - zbierające dane.
Tworzenie zaawansowanych systemów inwigilacji, w imię bezpieczeństwa mieszkańców, kosztuje. Nie bez przyczyny chińskie spółki – będące liderami rynku, są wyceniane w miliardach dolarów. Póki co żadne inne państwo, nie łozy równie dużych sum na śledzenie swoich obywateli.
Dla chińskich spółek, uczących maszyny przetwarzania obrazu w celu jak najlepszej analizy tego co na nim widać – w tym rozpoznawania ludzkich twarzy, rządowe subwencje są czymś więcej niż tylko pretekstem do trwania na rynku. Dają im niebywałą przewagę technologiczną nad resztą świata.
Obecnie również prywatni inwestorzy dostrzegają korzyści z płynące z wykorzystania technologii rozpoznawania obrazów, inne niż tylko banalna inwigilacja obywateli. Stąd odważne wejście Alibaby.
Okazuje się, że rozpoznawanie twarzy może mieć zastosowane komercyjne. Na przykład wymuszając skanowanie fizjonomii klientów, ogranicza się ryzyko wyłudzenia pożyczki od banku czy firmy udzielającej „chwilówek”.
Z kolei sprzedawcy detaliczni – działający w świecie rzeczywistym lub online – nie muszą już badać opinii konsumentów. Wystarczy aparat w telefonie czy kamera zainstalowana w odpowiednim miejscu w sklepie, aby odczytać reakcję kupujących na wyłożony towar.
O dużo ciekawszym zastosowaniu systemu rozpoznawania twarzy informuje indyjska NDTV. Sprawa jest tak fascynująca, że aż boję się czy nie jest fakenewsem.
Szacuje się, że ilość zaginionych w Indiach dzieci – według oficjalnych statystyk – wynosi około 240 000 tysięcy. Organizacje pozarządowe, jak wspomniana w artykule Bachpan Bahao Adolan (BBA) twierdzi, że ta przerażająca liczba jest dwukrotnie większa.
Na początku kwietnia BBA zdecydowała się - po licznych perturbacjach z lokalnym wymiarem sprawiedliwości – przekazać policji, za darmo, swoje oprogramowanie do analizy obrazów. Dzięki posiadanej bazie zdjęć zaginionych dzieci, w ciągu czterech dni, przebadano 45 tysięcy mieszkańców domów dziecka. Ku ogólnej radości ustalono tożsamość blisko 3000 dzieci.
Sukces pierwszej analizy zgromadzonych zdjęć, daje nadzieję, że dalsze „karmienie” oprogramowania zdjęciami zaginionych dzieci z policyjnych i ministerialnych baz danych przyniesie kolejne dobre zakończenia rodzinny tragedii. W placówkach opiekuńczych, znajdujących się w gestii władz, przebywa blisko 100 000 małoletnich.
Komentarze
Prześlij komentarz