Kalifornijski pat mieszkaniowy

Wielokrotnie na stronach bloga poruszałem kwestie bańki nieruchomości, która dotyka popularne lokalizacje. Ceny mieszkań oraz domów – z powodu dużego zainteresowania inwestorów – rosną w astronomicznym tempie, i ma to daleko idące konsekwencję dla mieszkańców.

Drugim problemem jest niewystarczająca baza lokali, których przybywa w zbyt wolnym tempie, w stosunku do potrzeb. Jak donosi Michael J. Coren na łamach Quartza, w latach 2011-16 na każdy 1000 osób, osiedlających się w Kalifornii, budowano zaledwie 170 domów.

Od lat zachwycamy się wysokimi zarobkami demiurgów z Doliny Krzemowej, których pensje – szczególnie kluczowych specjalistów -  są wyższe niż górna granica dochodów klasy średniej. Nie jeden młody przedsiębiorca, rzutki wizjoner czy zdolny informatyk marzą, aby otrzymywać uposażenie na poziomie kalifornijskim.

Tymczasem okazuje się, że wysokie zarobki są w jakiejś części skorelowane z cenami mieszkań w okolicach Doliny Krzemowej. Po opłaceniu czynszu – czy raty kredytu, pracownicy gigantów IT czy najgorętszych startupów mają do dyspozycji kwoty, które nie odbiegają znacznie od wynagrodzeń na podobnych stanowiskach w innych miastach Stanów Zjednoczonych.

Z danych cytowanych przez Michaela Corena wynika, że średnia cena domu w okolicy Palo Alto wynosi ponad 3 miliony dolarów. Co oznacza, że roczna rata kredytu hipotecznego oscyluje wokół 150 000 dolarów. Na podobny wydatek stać mniej niż 5% najbogatszych Amerykanów.

Problemy mieszkaniowe pracowników korporacji z branży IT są jednak niczym w porównaniu ze studentami. Jeśli nie da im się znaleźć miejsca na kampusie uczelni, stają oni przed nie lada wyzwaniem.

Kłopot ze znalezieniem lokalu najlepiej obrazuje apel, który wystosowały władze Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz do swoich pracowników naukowych, o udostępniania pokojów we własnych domach tym studentom, którzy nie mają gwarancji mieszkaniowych. Okazuje się, że po zwiększeniu o 50% liczebności kolejnego rocznika, w nadmorskim miasteczku zwyczajnie zabrakło wolnych kwater.

Co więcej mieszkańcy Santa Cruz, bojący się o wartość własnych nieruchomości oraz bezpowrotną zmianę charakteru miejscowości, blokują rozwój kampusu uczelni. Budowa nowych 3000 lokali w miasteczku, w którym na co dzień żyje nieco ponad 60 000 osób, rzeczywiście stanowi znaczną ingerencją w tkankę miejską. Tym bardziej, że kilka tysięcy studentów, z pewnością pociągnie rozwój lokali usługowych.

Problem Santa Cruz nie jest odosobniony. Dotychczasowi mieszkańcy rejonu Doliny Krzemowej, są przyzwyczajeni do zabudowy jednorodzinnej, o niskim poziomie zaludnienia. Z kolei najazd pracowników korporacji, studentów, pracowników firm usługowych, wymusza szybką urbanizację. Mimo rosnących cen domów, przy budowie osiedli (najlepiej apartamentowców na kilka tysięcy lokali) wartość dotychczasowych nieruchomości może się obniżyć, gdyż nie będą to już wille na odludziu, tylko domy przy placach budowy.

Paradoksalnie, wysoka wycena nieruchomości sprzyja obecnym mieszkańcom i podwyższa wartość ich majątku. Niestety tym samym hamuje rozwój infrastruktury potrzebnej do obsługi nowych pracowników w Dolinie Krzemowej. Póki co trwa pat, skutkujący kuriozalnymi sytuacjami, jak wspomniany wyżej apel Uniwersytetu w Santa Cruz do dobrego serca akademików.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook