Małe hipokryzje Świata Zachodniego
Arabia Saudyjska jest krajem o ustalonej reputacji. Od lat wiadomo, że autorytarne rządy Rijadu mają w nosie przestrzeganie praw człowieka. W monarchii Saudów panuje przyzwolenie na: stosowanie tortur wobec przeciwników politycznych, finansowanie terroryzmu, zlecanie zabójstw niepokornych dysydentów, bombardowanie ludności cywilnej (patrz: wojna w Jemenie) czy prześladowanie mniejszości religijnych (czyli szyitów).
Mimo, że lista grzechów i przewinień Arabii Saudyjskiej jest długa, potrafi ona zjednać sobie przychylność Świata Zachodniego, jak również Izraela. Oczywistą przyczyną jest kontrolowanie dużych zasobów kluczowego surowca, jakim jest ropa naftowa. Mniej dostrzeganą - z naszej perspektywy, ale istotną z punktu widzenia pokrętnego rozumowania zjawiska „stabilności regionu”, jest przeciwwaga sunnickich (a nawet wahabickich) Saudyjczyków dla szyickich Irańczyków.
Oba – wymienione powyżej – czynniki, były do tej pory tak istotne, że przesłaniały okropieństwa (mierzone skalą zachodniego humanizmu) dyktatury Saudyjskiej. Rządy państw Zachodnich przymykały oczy na ewidentne łamanie praw człowieka, kosztem wielomilionowych kontraktów.
Humanistyczna retoryka przegrywała ze strumieniem petrodolarów.
Dopiero wydarzenie zeszłego tygodnia – czyli bezprecedensowe zamordowanie w konsulacie Arabii Saudyjskiej, w Turcji, dziennikarza Dżamala Chaszodżdżi’ego – może stać się dla zachodnich sojuszników czymś co Amerykanie nazywają „wake-up call”.
Tym bardziej, że incydent wywołał olbrzymie poruszenie, i politycy – którzy początkowo bagatelizowali incydent - zauważyli, iż dalsze pobłażliwe traktowanie saudyjskiego reżimu, w żaden sposób nie wpływa pozytywnie na ich wizerunek.re
Zachodni przedsiębiorcy również dostrzegli, że – w obecnej sytuacji politycznej – branie pieniędzy od Saudyjczyków (jak duże by one nie były) może popsuć wizerunek ich firm. Stąd mamy nerwowe próby bojkotowania oficjalnych wydarzeń, jak szczyt „Davos na Pustyni” przez korporacje pokroju: Ford, JP Morgan, MasterCard, BNP Paribas, HSBC, Credit Suisse czy Google. Do Arabii Saudyjskiej nie pojedzie też szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde czy prezes Banku Światowego, Jim Yong Kim.
Pytanie brzmi, czy dystansowanie się, to tylko przejściowa moda? Czy bardziej trwały trend, mający na celu bardziej realistyczne podejście do wartości sojuszu z nieobliczalnym reżimem z Rijadu?
I czy nakreślenie granic na nowo, jest w ogóle możliwe...
Korzystając z danych zawartych w artykule Michaela Corena z Quartza, można śmiało powiedzieć, że saudyjskie pieniądze stoją za największymi potęgami globalnej gospodarki.
Fundusze inwestycyjne: Saudi ARAMCO Energy Ventures, Saudi Public Investment Fund, Riyadh Valley Company, The Kingdom Holding Company czy Vision Venture Capital wspierają setki amerykańskich korporacji, z czego dużą część stanowią technologiczne startupy z Doliny Krzemowej – jak Uber, Slack, WeWork, Snap, Magic Leap czy NVIDIA. Specjaliści od lokowania oszczędności przekonują, że w ostatnich latach widać wyraźne przeniesienie środka ciężkości saudyjskich inwestycji z sektorów przemysłowych w kierunku nowych technologii. Spośród najbardziej znanych beneficjentów Saudyjskich pieniędzy można wymienić: Ubera - ponad 11 miliardów dolarów, Lyft – prawie 5 miliardów czy zajmujący się poszerzoną rzeczywistością ,Magic Leap – blisko 2 miliardy.
Przyczyny wzrostu zainteresowania Saudyjczyków zachodnimi korporacjami są proste. Zasoby ropy naftowej będą się kurczyć. Zarobione petrodolary można przejeść, albo zainwestować w technologie przyszłości, dywersyfikując źródła. Pragmatyzm wygrywa.
Saudyjczycy wspierają zachodnie przedsiębiorstwa bezpośrednio, jak na przykład Saudi Public Investment Fund, który wyłożył do tej pory ponad 100 miliardów dolarów, ale planuje zwiększyć pulę finansowania do 2030 roku, do 2 bilionów dolarów (!). Ale także pośrednio – choćby za pomocą japońskiego giganta, Softbanku, który z powodzeniem ulokował 100 miliardowy wkład funduszu Vision Venture Capital w kilkanaście najbardziej obiecujących przedsięwzięć technologicznych z Doliny Krzemowej.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wspomniane powyżej inwestycje nie są jedynymi, dokonywanym przez Saudyjczyków, a jedynie tymi, które można łatwo z nimi powiązać, śledząc publikowane raporty. Istnieje jeszcze oddzielna kategoria: funduszy prywatnych. Jednak z powodu daleko idącej anonimowości tychże, trudno jest precyzyjnie określić skalę oraz zakres ich funkcjonowania. Niemniej wiadomo, że takowe są i inwestują.
Jestem bardzo ciekawy, czy oburzenie społeczne na morderstwo dziennikarza, Dżamala Chaszodżdżi’ego, zmieni podejście do saudyjskich pieniędzy. Mam obawy – graniczące z pewnością, że nie. Obie strony – inwestorzy i przedsiębiorcy – czekają obecnie na wyciszenie sprawy, aby zająć się biznesem. Tym bardziej, że pohukiwaniom zachodnich polityków o nakładaniu ewentualnych sankcji na Arabię Saudyjską, towarzyszą nie mniej buńczuczne zapowiedzi Rijadu o podnoszeniu cen ropy naftowej. Taki mały klincz.
Komentarze
Prześlij komentarz