Młodzi nie ryzykują

Zwolennicy gospodarki kapitalistycznej przekonują, że cykliczność w ekonomii jest rzeczą normalną, co więcej – pełni funkcję oczyszczającą. Można z tego wyciągnąć wniosek, że kryzys jest czymś zbawiennym, bowiem reguluje rozchwiane, zbyt optymistyczne nastroje i redukuje ilość podmiotów, które przy wzrastającej fali popytu, są zmuszone zrewidować swoje pomysły biznesowe.

W myśl tej zasady, niewidzialna ręka rynku podczas recesji wycina spółki, które i tak nie poradziłyby sobie w dłużej perspektywie, zostawia tylko podmioty najsilniejsze oraz – co ważne – dokonuje ponownej alokacji zasobów, aby powstały nowe inicjatywy, przedsięwzięcia i firmy. Jednym zdaniem: nic tak nie ożywia gospodarki jak kryzys.

Rzeczywiście, obserwując zachowanie poszczególnych sektorów gospodarczych po kolejnych falach recesji, można dojść po podobnych – jak prezentowany powyżej – wniosków. Jednak od pewnego czasu, a w zasadzie od pęknięcia bańki na dot-comach w roku 2000, coś się zmieniło.

Najbardziej widocznym objawem jest spadek aktywności zawodowej. Zarówno po roku 2000, jak i po 2008, gospodarka krajów rozwiniętych nie odzyskała straconych wówczas miejsc pracy.

Mniej widoczne, ale za to bardziej brzemienne w skutkach są zmiany postaw wśród przedstawicieli młodego pokolenia, którzy doświadczyli kryzysu. Znajduje to odzwierciedlenie w sposobie gromadzenia oszczędności, inwestowaniu w edukację czy dokonywania wyborów, co do kierunków karier zawodowych.

Według badań przeprowadzonych przez jeden z amerykańskich uniwersytetów, po Wielkiej Recesji widać wyraźne zmiany w preferowanych kierunkach studiów. Znacznie zmalał popyt na studiowanie nauk humanistycznych. Obecnie studenci chętniej wybierają kierunki studiów bardziej zorientowane na pracę, dające szansę na konkretny zawód.

Najwyższe przeciętne wynagrodzenia czekają na absolwentów kierunków technicznych. Rzecz jasna najbardziej oblegane są studia informatyczne. Co ciekawe, ze względów praktycznych – wyższych przeciętnych zarobków - często wybierany jest kierunek pielęgniarski, z pewnością częściej niż historia.

Młode pokolenie jest też mniej chętne do podejmowania własnej działalności gospodarczej. Mimo, że pokutuje wciąż mit ambitnych millennialsów, szturmujących Dolinę Krzemową – nawet kosztem nieukończenia studiów, aby przekuć swoje pomysły w miliardowe startupy, coraz mniejszy odsetek 20to-30to latków decyduje się na własne firmy. Jeszcze w roku 1998 własny biznes otwierało 11 procent młodych ludzi, przed Wielką Recesją odsetek był nieznacznie niższy, obecnie wynosi 7% i spada.

Z powodu kryzysu, prysł czar bycia swoim własnym szefem. Absolwenci studiów chętniej szukają mniej ryzykownych posad. Pod tym względem przypominają pokolenie wychowywane po Wielkiej Depresji (lata 30. XX wieku). Wówczas, jak i teraz, widać wyraźną awersję do ryzyka. Różnica polega na tym, że wiek temu Ameryka oferowała stabilną pracę na etacie, hojne świadczenia i bezpieczeństwo zatrudnienia.

Niechęć do ryzyka widoczna jest również w podejście młodych ludzi do inwestowania oszczędności w akcje spółek giełdowych. Tylko 3% 20to i 30to latków trzyma papiery wartościowe z własnej inicjatywy. Wprawdzie odsetek inwestorów w społeczeństwie się nie zmienia, ale jest to spowodowane posiadaniem pracowniczych kont emerytalnych, w ramach których pracodawcy kupują pracownikom – na konto przyszłych świadczeń – akcje. Tymczasem młodzi ludzie wolą – oldskulowo - trzymać gotówkę na kontach bankowych. Nawet kosztem wysokiej inflacji.

Oczywiście trudno jest przesądzać, czy obecne zachowanie przedstawicieli młodego pokolenia jest głębszym trendem, czy chwilowym brakiem poczucia stabilności. Z pewnością dzisiejsze, turbulentne czasy, nie sprzyjają ryzykowaniu.

W odróżnieniu od rówieśników z czasów Wielkiej Depresji rynek pracy nie oferuje zbyt wielu bezpiecznych, dobrze płatnych etatów. Wygodna ścieżka do klasy średniej zniknęła albo jest dostępna tylko dla nielicznych. Na naszych oczach umiera słynny American Dream.

Doświadczenie Wielkiej Recesji, nawet jeśli obserwowane przez pryzmat zmagań rodziców, nie zachęcają do podejmowania ryzyka. Teoretycznie konkurencyjny, globalny świat nagradza – i to bardzo wysoko – tych, którzy odważnie będą ścigać swoje marzenia. Wydaje się jednak, że trauma ostatniego kryzysu, zredukowała ambicje do pragnienia spokojnego życia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook