Raporty, które straszą

Od początku ery przemysłowej średnia temperatura naszego globu urosła o 1°C. Jest to spowodowane zwiększoną aktywnością człowieka, a w zasadzie spalaniem paliw kopalnianych i uwalnianiem do atmosfery dwutlenku węgla.

Bagatelizowanie jednostopniowego wzrostu temperatury poszło nam łatwo. Zmiany klimatu, związane z tym zjawiskiem, są wprawdzie poważne i zauważalne: silne huragany, niespotykane fale upałów, co zgłaszają naukowcy. Ale też łatwe do zakwestionowania, co robi duża część przedsiębiorców i decydentów politycznych.

Szczyt klimatyczny w Paryżu, w roku 2015, postawił przed rządzącymi proste zadanie: utrzymać wzrost średniej temperatury Ziemi „znacznie poniżej 2°C”. Przedstawiciele 195 krajów zgodzili się nawet, aby ograniczyć przyrost temperatury do mniej niż 1,5°C. W celu pilnowania ambitnego celu i dostarczania rządzącym odpowiednich narzędzi i wiedzy, powołano Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (International panel for Climate Change, IPCC).

Pierwszym ważnym zadaniem IPCC było opublikowanie wyników badań naukowych na temat: naszej obecnej sytuacji klimatycznej, przewidywanych skutków podwyższenia globalnej temperatury o 1,5°C i 2°C. Odpowiedni raport ujrzał światło dzienne na początku października.

Trzeba w tym miejscu nadmienić, że analiza IPCC nie jest jedyną wizją świata przyszłości, jaką serwują nam naukowcy. W 1972 roku tak zwany Klub Rzymski, opublikował raport „Granice wzrostu”.  Autorzy postawili w nim tezę, że przy wykładniczym wzroście liczby ludności, zdolności produkcyjnych oraz konsumpcji surowców, zbliża się nieunikniony moment, gdy zabraknie nam podstawowych źródeł energii, a liczba ludności przekroczy ilość, którą będzie mogła utrzymać Ziemia.

Publikacja raportu była szokiem dla społeczeństw, które dopiero zaczynały się rozkoszować pierwszymi owocami konsumpcjonizmu. Wiele z założeń zawartych w „Granicach wzrostu” wzięto na poważnie. Między innymi, w obawie o wyczerpanie zasobów węgla i ropy, zaczęto szukać alternatywnych źródeł energii.

Problem z raportem Klubu Rzymskiego był taki, że prezentował on dramatyczną wizję świata przyszłości. Wzrost liczby ludzkości, katastrofę ekologiczną, wzrost nierówności i biedy. Większość przykrych konsekwencji, opisanych w analizie, nie spełniła się w okresie przewidzianym w publikacji. Czekająca na apokalipsę ludzkość odetchnęła z ulgą. Raport i jego ostrzeżenia wyrzucono na śmietnik, a globalna gospodarka wrzuciła wyższy bieg rozwoju.

Wspominam o tym wszystkim, gdyż raport IPCC w swojej wymowie, jest równie mroczny jak publikacja Klubu Rzymskiego. Tymczasem nasze środki przekazu poświęciły im dokładnie tyle miejsca ile zostało wolnego po omówieniu wyborów samorządowych. Również światowe media zauważyły analizy IPCC, przekazały najważniejsze ostrzeżenia i ... zajęły się bardziej istotną bieżączką.

Tymczasem autorzy raportu IPCC szczegółowo opisują różnice w zamianach klimatycznych jakie czekają Ziemię, jeśli temperatura wzrośnie o 1,5°C albo o 2°C. Nie będę przytaczał wszystkich wyników. Czytelnicy mogą znaleźć informacje na stronie Interactive: The impacts of climate change (https://interactive.carbonbrief.org/impacts-climate-change-one-point-five-degrees-two-degrees/).

Marne 0,5°C wzrostu średniej globalnej temperatury Ziemi, robi dużą różnicę, choć na pierwszy rzut oka nie wydaje się ona katastroficzna. Ot choćby, takie oceany. Przy 1,5°C podniosą się o 48 centymetrów (plus, minus), a przy 2°C o 56 centymetrów (też plus, minus). I to do 2100 roku. Podobnie będzie z rzadszym zamarzaniem Arktyki. Wielka Rafa Koralowa zniknie w 70% lub w całości.

Mogłoby się wydawać, że są to detale, o które nie warto kruszyć kopii. A jednak...

Samo przystosowanie świata, a więc: gospodarki, sposobu gospodarowania surowcami, naszych miejsc zamieszkania oraz warunków życia do wzrostu temperatury o 1,5°C będzie dużo tańsze i może spowodować spory impuls ekonomiczny. Wdrożenie rozwiązań dla świata cieplejszego o 2°C, a więc radzącego sobie z potężnymi katastrofami klimatycznymi, wcale nie będzie opłacalne. Nie dość, że nie pociągnie za sobą ożywienia gospodarczego, to przyczyni się do wzrostu deficytów budżetowych, ograniczeń w dostępie do surowców czy pogłębi nierówności.

I znów, w skali ponoszonych wydatków, różnica pomiędzy 1,5°C i 2°C , nie jest duża, ale IPCC szacuje, iż roczne koszty usuwania skutków podnoszącego się poziomu mórz wyniosą ponad 10 bilionów dolarów. Doprawdy trudno sobie wyobrazić krajowe budżety, które rok do roku będą musiały uwzględniać tego typu wydatki, przez kolejne dziesięciolecia.

Teraz czas zadać zasadnicze pytania. Konferencja w Paryżu odbyła się trzy lata temu. IPCC poświęciła ten czas na wyprodukowanie raportu. Co robiły przez te lata rządy krajów – sygnatariuszy? NIC.

Podstawowym postulatem ograniczenia ocieplania Ziemi jest zmniejszenie światowej emisji dwutlenku węgla. Tymczasem w zeszłym roku pobiliśmy kolejny raz z rzędu niechlubny rekord, zwiększając udział CO2 w atmosferze. Prawdopodobnie nie mamy też szans wypełnić jednego z pierwszych punktów planu naprawczego, a więc powrotu - w roku 2030 - do 50% poziomu emisji CO2 z roku 2010. Nie mówiąc już o dłuższej perspektywie, czyli światowej gospodarce bez emisji dwutlenku węgla w roku 2050.

Przestawienie globalnej gospodarki na niską emisyjność gazów cieplarnianych nam nie wychodzi. Niestety drugi pomysł klimatologów z IPCC, aby wdrożyć technologie redukcji COz atmosfery, jest jeszcze bardziej w powijakach, bez szans na szerokie zastosowanie w najbliższej przyszłości.

W zasadzie naszą jedyną linią obrony, którą staramy się umocnić, aby nie podgrzać Ziemi, jest zamiana paliw kopalnianych na odnawialne źródła energii. Tym niemniej wszyscy specjaliści twierdzą, że w skali globu idzie to bardzo opornie. Zresztą sami możemy sprawdzić postępy na naszym podwórku.

Na koniec mam jeszcze jeden artykuł z animowanymi mapami. Brytyjski Guardian już na wszelki wypadek, znając nasze podejście do zmian klimatycznych, opisuje losy Ziemi gdy ją podgrzejemy o  3°C. (https://www.theguardian.com/cities/ng-interactive/2017/nov/03/three-degree-world-cities-drowned-global-warming?CMP=fb_gu)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook