Big Brother po chińsku
W Hangzhou, piątym co do wielkości chińskim mieście, w którym mieszka ponad 21 milionów mieszkańców (dane dla całego obszaru metropolii), działa od 2017 roku program nagradzania i karania obywateli punktami społecznymi.
Zbieranie - lub tracenie - punktów popularności może się wam kojarzyć z jednym z odcinków serialu sf „Czarne Lustro”, sezon 3, odcinek 1 – „Na łeb, na szyję” (ang. „Nosedive”). Tymczasem Chińczycy postanowili wprowadzić go w życie. I to z sukcesem!
Warto zwrócić uwagę, że w odróżnieniu od serialowych wzorców, władze Kraju Środka postawiły na pozytywne motywowanie swoich obywateli. Choć – oczywiście – bardziej oporne jednostki trzeba przekonywać kijem, a nie marchewką.
Sposób jest prosty. Jeśli zachowujesz się zgodnie z wytycznymi władzy, np. oddajesz krew, pomagasz bliskim, przestrzegasz przepisów drogowych – możesz liczyć na krótsza kolejkę do lekarza, ułatwienia w dostępie do świadczeń społecznych czy korzystniejsze warunki kredytowe. Z kolei gdy twoja postawa jest aspołeczna - lub wręcz wroga – musisz się liczyć z przykrymi konsekwencjami: zakazem podróżowania, wolniejszym internetem czy brakiem dostępu do niektórych stanowisk pracy.
Współpraca różnych agencji rządowych z firmami telekomunikacyjnymi oraz serwisami społecznościowymi czy platformami płatniczymi powoduje, że serce systemu jest zasilane olbrzymią ilością precyzyjnych danych na temat obywateli. Do tego dochodzi jeszcze podgląd z milionów kamer miejskich, wspierany przez program rozpoznawania twarzy. Doprawdy trudno jest ukryć swoje niecne postępki przed Wielkim Bratem.
Ważne, że zarówno mieszkańcy Hangzhou, jak i lokalne władze, są zadowolone z przebiegu eksperymentu. Pilotaż był również pilnie obserwowany w Pekinie, i także zyskał wysokie oceny. Jak zauważyły oficjalne czynniki, program „Osobista Spójność”: nakierowuje obywateli by byli uczciwi i promowali podstawowe wartości socjalistyczne.
Przychylne opinie powodują, że władze centralne mają zamiar włączyć do badań kolejne metropolie. Do końca roku 2020 programem indywidualnego oceniania zostanie objęta stolica kraju, Pekin.
Śledzenia indywidualnego zachowania ludzi staje się łatwiejsze wraz z postępem technologicznym. Duża część aktywności – także biznesowej – przenosi się do sieci. Powiązanie danych z geolokalizacji telefonu, z kontami w serwisach społecznościowych, aplikacjami finansowymi czy powszechnym śledzeniem maili, daje władzy nadzwyczajne narzędzia kontroli nad obywatelami. Nic więc dziwnego, że sięgają one programy inwigilacji.
Inicjatywa recenzowania zachowania obywateli i monitorowanie ich postępowania mogłaby się spotkać z krytyką. W krajach zachodnich mamy obszerną literaturę na temat świata przyszłości, w którym władza wie o każdym posunięciu jednostki. Redukowanie ludzi do zewnątrz sterownych robotów, ma niewiele wspólnego z humanizmem.
Tym większe zaskoczenie budzi fakt, że sami podglądani z chęcią w tym uczestniczą. Podobno Ci co są uczciwi nie mają się czego obawiać, a i okolica staje się bardziej bezpieczna.
Przy topniejących budżetach i rosnących kosztach działania służb policyjnych może się pojawić pokusa, aby zaadoptować chińskie rozwiązania na całym świecie. I wcale nie mówię o jakichś bananowych dyktaturach. Przy umiejętnie dobranej perswazji promocyjnej, nawet ugruntowane demokracje mogą sięgnąć po system punktów społecznych. Wystarczy dobrze zaadresować lęki oraz korzyści.
Póki co przyszłość chińskiego krajowego systemu kredytów społecznych pozostaje niepewna. Jednak w miarę jak przepisy - wymuszające na sieciach społecznościowych i dostawcach usług internetowych - usuwają anonimowość, a system rozpoznawania twarzy staje się coraz bardziej popularny w działaniach policyjnych, kierunek zmian może być tylko jeden. Nie ma potrzeby pytać: czy? Lepiej od razu zadać pytanie: Kiedy?
Komentarze
Prześlij komentarz