Duży musi więcej

Oto kolejny powód, dla którego utrzymanie wzrostu średniej  temperatury Ziemi w granicach +1,5 C w stosunku do epoki sprzed rewolucji przemysłowej będzie trudne. Kraje, sygnatariusze porozumienia ze Szczytu Klimatycznego w Paryżu z 2015 roku, wiele obiecywały, lecz – jak to często bywa – z dochowaniem deklaracji może być różnie.

Przed największymi trucicielami stoi naprawdę trudne wyzwanie. Ot, chociażby takie Chiny. Potęga gospodarcza Państwa Środka została wypracowana dzięki postawieniu na rozbudowę kopalni węgla i elektrowni węglowych. Pekin dał swoim prowincjom zielone światło do industrializacji kraju, poprzez gwarancje finansowe oraz tani, państwowy kredyt. Dość powiedzieć, że do 2016 roku w Chinach powstawała jedna elektrownia węglowa tygodniowo.

Obecnie w Państwie Środka wytwarza się połowę światowej mocy osiąganej z elektorowi węglowych. Jeszcze w latach 2014-16, a więc w trakcie negocjacji w Paryżu i tuż po nich, władze chińskich prowincji miały w planach budowę nowych elektrowni, których sumaryczna moc miała się równać wydajności wszystkich elektrowni węglowych, działających w Stanach Zjednoczonych, a więc blisko 260 GW.

Wspominałem już wielokrotnie na swoim blogu, że Chiny – chcąc być liderem w walce ze zmianami klimatycznymi – narzuciły sobie bardzo restrykcyjną agendę ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Z jednej strony mają zamiar zamykać działające kopalnie i elektrownie. Z drugiej planują ambitne przejście na energię ze źródeł odnawialnych.

Niestety, deklaracje Pekinu mają się nijak do polityki prowincji. Cześć zamykanych zakładów stanowią wyeksploatowane kopalnie oraz stare, mało wydajne elektrownie. Na ich miejsca stawia się nowocześniejsze. Przykłady? We wspomnianych już latach 2014-16 nie zbudowano bloków energetycznych o mocy 260 GW, jak zakładano. Pekin ograniczył śmiałe plany. Władze centralne wstrzymały – lub opóźniły – powstanie 150 elektrowni węglowych. Zamiast 260 GW powstały zakłady mogące dostarczyć „tylko” 200 GW.

A co z zawieszoną 150tką? Połowa z nich została oddana do użytku w latach 2017-18 lub prace nad ich budową trwają. I to mimo zakazów z Pekinu. Podobno trudno jest przekonać lokalnych urzędników do rezygnacji z ambitnych celów rozwojowych swoich regionów. W Chinach? Serio?

W państwach autorytarnych często praktykuję się grę w „dobrego cara i złych bojarów”. Mam wrażenie, że w przypadku Chin jest podobnie. Rewolucyjne plany walki z globalnym ociepleniem, ogłaszane w stolicy przez oficjalne czynniki, są torpedowane przez żadnych władzy, lokalnych kacyków. Gdyby tylko dobry prezydent Xi Jinping wiedział, co wyrabiają zarządcy prowincji. Szkoda, że nikt mu nie podpowie...

Fakty zaś są takie. Aby świat miał realną szansę na uniknięcie katastrofalnego globalnego ocieplenia, Chiny muszą zamknąć wszystkie swoje elektrownie węglowe do 2045 roku. Na dodatek ograniczyć składowanie węgla oraz pracować nad technologiami pochłaniana CO2 z atmosfery. Stawka jest olbrzymia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook