Pies ogrodnika

Patrząc na globalny rynek usług cyfrowych, nie trudno zauważyć, że pozycja Europy jest bardzo słaba. Wartość „naszych” klejnotów koronnych – szwedzkiego Spotify czy niemieckiego SAP – sięga 30 miliardów dolarów. Może się to wydać dużo, jednak w porównaniu z amerykańskimi kuzynami - na przykład: Apple’em, Amazonem czy Google'em, z których każdy jest wyceniany na bilion dolarów – wyglądają one jak ubodzy krewni.

Ponadto, ponieważ w obszarze usług cyfrowych działa zasada „zwycięzca bierze wszystko”, konkurowanie z rywalami zza Oceanu jest z góry skazane na porażkę. Trudno sobie wyobrazić europejską wyszukiwarkę, która pokonuje popularnością Google’a czy serwis społecznościowy odbierający pozycję lidera Facebook’owi.

W świetle powyższych stwierdzeń działania unijnych urzędników, którzy starają się regulować amerykańskie spółki technologiczne, aby stosowały się do zasad poszanowania prywatności użytkowników, czy realizowały europejskie standardy konkurowania – w tym uczciwego płacenia podatków – wyglądają na zwykłe działania odwetowe.

Słynna ze swojej twardej postawy komisarz UE ds. konkurencji, Margrethe Vestager, nałożyła już liczne kary na amerykańskie spółki technologiczne. Google musi zapłacić 5 miliardów dolarów za nadużywanie pozycji monopolistycznej Androida, a Apple zwrócić Irlandii 16 miliardów dolarów zaległych podatków.

Tymczasem, równolegle do działań Komisji Europejskiej, nieoczekiwanym liderem walki o sprawiedliwe opodatkowanie cyfrowych gigantów staje się Wielka Brytania. Jej działania można sarkastycznie skwitować stwierdzeniem „tonący brzytwy się chwyta” – szczególnie w kontekście katastrofy brexitowej, jednak – paradoksalnie – w tym szaleństwie jest metoda.

Brytyjski Kanclerz Skarbu, Philip Hammond, składając pod koniec października projekt przyszłorocznego budżetu, zauważył, że: „to nie jest [...] sprawiedliwe, że platformy cyfrowe mogą generować znaczną wartość w Wielkiej Brytanii bez płacenia podatku”. Jego wystąpienie to pierwszy krok do wprowadzenia 2% daniny od przychodów międzynarodowych gigantów technologicznych, osiąganych na trenie Zjednoczonego Królestwa. Fiskus ma zacząć zbierać podatki od kwietnia 2020 roku od podmiotów, które mogą się pochwalić rocznymi dochodami globalnymi powyżej 500 milionów funtów.

Kanclerz Hammond twierdzi, że w ten sposób podatek ominie małe spółki technologiczne, a uderzy w liderów rynku. Nie padają – oczywiście – nazwy konkretnych podmiotów, ale same określenia: media społecznościowe, wyszukiwarki, platformy współdzielenia czy sieciowe supermarkety, dobrze opisują kogo biorą na cel służby podatkowe Zjednoczonego Królestwa.

Propozycje brytyjskiego rządu spotkają się z pewnością z pełną aprobatą rodaków. Międzynarodowe korporacje mają w Wielkiej Brytanii bardzo słabą prasę. Powszechne oburzenie budzi skala płaconych przez nie podatków. Facebook odprowadził skarbowego w zeszłym roku do urzędu mniej niż jeden procent od przychodów na Wyspach, Amazon UK – 3,4%.

Wart w tym miejscu nadmienić, że działanie Brytyjczyków wyprzedza unijne plany wprowadzenia podobnego podatku od działalności firm technologicznych na terenie Unii, ale w wysokości 3% ich rocznych przychodów.

Nie trzeba oczywiście dodawać, że fiskalna aktywność Europy nie podoba się Dolinie Krzemowej, ani – tym bardziej – Waszyngtonowi. W stolicy Stanów Zjednoczonych mówi się wprost o dyskryminacji amerykańskich podmiotów. Jednak zarówno Wielka Brytania, jak i Unia Europejska, chcą swoimi posunięciami zachęcić partnerów politycznych i handlowych zza Oceanu do bardziej szczerej dyskusji na temat podatków transgranicznych, która toczy się niemrawo pod auspicjami OECD.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook