Ultrabogaci i filantropia
W zeszłym tygodniu, Jeff Bezos, postanowił wesprzeć 24 organizacje pracujące na rzecz bezdomnych, 98 milionami dolarów, pochodzącymi z kontrolowanego przez niego funduszu Day One. Przedsięwzięcie charytatywne prezesa Amazona to świeża inicjatywa. Narodziło się we wrześniu tego roku, zasilone dwoma miliardami dolarów. W ramach organizacji działają dwa subfundusze. Jeden ma wspierać organizacje non-profit, które zapewniają schronienie oraz jedzenie w społecznościach dotkniętych ubóstwem. Drugi finansowałby miejsca w przedszkolach dla dzieci z biedniejszych dzielnic.
Jak twierdzi Vanity Fair, Jeff Bezos powołał fundusz Day One, po tym jak Amazon dołożył wszelkich starań – łącznie z zagrożeniem, że przerwie dalszy rozwój swojej siedziby, aby zablokować inicjatywę władz miejskich Seattle w sprawie opodatkowania największych korporacji (powyżej 20 milionów przychodów). Pomysł samorządowców polegał na ściągnięciu z lokalnych spółek 50 milionów dolarów rocznie, aby je zainwestować w tańsze mieszkania dla rozrastającej się metropolii.
Obecne działanie dyrektora zarządzającego Amazona jest z pewnością podyktowane chęcią uciszenia protestów mieszkańców Arlington i Nowego Jorku, po tym jak dowiedzieli się , że korporacja Bezosa ma zamiar zbudować nowe siedziby w pobliżu ich domów. Jak sądzę, jest to pomysł na ocieplenie wizerunku i pokazanie ludzkiej twarzy spółki, która do tej pory była postrzegana jako bezwzględny pracodawca, nie liczący się z lokalnymi realiami, w których przyszło mu działać.
I w tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy:
Czy nowoczesne społeczeństwa powinny być zależne od dobroczynności swoich najbogatszych obywateli?
Być może lepszym rozwiązaniem byłoby odpowiednie opodatkowanie bogactwa miliarderów, aby nie czuli oni wyrzutów sumienia, co do wielkości swojego majątku i nie rzucali ludziom ochłapów.
Według raportu szwajcarskiego banku UBS, wartość majątków miliarderów uzyskała najwyższy notowany historycznie poziom. Oczywiście od momentu, w którym zaczęliśmy wyceniać wartość gromadzonych bogactw. Ogólnie rzecz ujmując – i wyceniając ją w dolarach - światowe bogactwo urosło w zeszłym roku szybciej (o 4,6%) niż populacja globu (3,2%). Przybyło nam 2,3 miliona milionerów (w sumie 42 miliony) oraz 179 miliarderów (razem około 2160).
Cześć ultra bogatych mieszkańców naszej planety – dokładnie 186 osób - poszło w ślady Billa Gatesa i wsparło jego inicjatywę The Giving Pledge (Dając Obietnicę). Oznacza to przeznaczenie połowy majątku na dobroczynność. Grono nie jest zbyt liczne, stanowi mniej niż 10% najbogatszych. To jednak tylko jedna strona medalu.
Drugą stanowią milionerzy i miliarderzy, którzy tworzą fundacje i skomplikowane konstrukcje własnościowe (na wzór międzynarodowych korporacji), aby ukryć swój majątek przed urzędem skarbowym. Ich lista jest długa, i każda kolejna afera – jak SwissLeak, Panama Papers czy Paradise Papers – ją wydłuża. W tym przypadku filantropia najbogatszych wygląda na niebywałą hojność, ale w praktyce oszczędzają oni – dzięki lukom w prawie oraz rajom podatkowym – więcej, niż musieliby oddać fiskusowi.
Jeff Bezos – bo od niego się zaczął cały artykuł – jest uznawany za najbogatszego człowieka na Ziemi. Jego majątek wynosi około 150 miliardów dolarów. Fundusz One Day obraca dwoma miliardami. Szeroko ogłoszona akcja charytatywna uszczknęła z niego zaledwie niecałe 100 milionów. Zaledwie 5% środków.
I w tym miejscu warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, którą komentuje Owen Jones na łamach The Guardian:
czy wydawanie w charytatywnym geście pieniądze bardziej służą darczyńcom czy obdarowanym?
Ultarbogaci to wąską światowa elita. Zaledwie 2160 osób. Znakomita większość z nich to biali mężczyźni i kobiety, zamieszkujący kraje Zachodu. Jaki oni mają kontakt z problemami współczesnego świata i potrzebami ludzi? Według danych, na które powołuje się Jones, w samych Stanach Zjednoczonych jedynie 12% filantropijnych środków przeznaczana jest na usługi dla potrzebujących. Co dzieje się z resztą?
Wzrost światowych nierówności jest drastyczny. Osiem najbogatszych osób ma majątek większy niż połowa ludzkości. Samodzielna, chaotyczna, naznaczona kaprysami bogaczy – filantropia nie poprawia obrazu świata. Dużo sprawniej radziłby sobie demokratycznie wybrane rządy.
Każde kolejne nagłośnienie hojnego gestu bogacza przez prasę nie dość, że daje sporo pozytywnego pijaru, to jeszcze utwierdza ultrabogatych w przekonaniu o sensowności i konieczności ich działania. Tymczasem to pieniądze pochodzące z progresywnych podatków, rozdzielane w demokratycznym procesie, będą lepiej finansować potrzeby społeczne.
Komentarze
Prześlij komentarz