3..., 2..., 1..., start!

Rewolucja ruszyła!
Piątego grudnia, spółka zależna Alphabetu, Waymo uruchomiła aplikację – Waymo One, dzięki której mieszkańcy Phoenix, w Arizonie – na razie wąska wyselekcjonowana grupa - mogą zamawiać autonomiczne taksówki, aby odbyć przejażdżkę po najbliższej okolicy.

Początkowo wydawało się, że pierwszymi ofiarami postępu w przewozach pasażerskich będą taksówkarze. Tymczasem serwis Waymo One do złudzenia przypomina Ubera, zarówno pod względem ogólnych zasad przewożenia podróżnych, jak również ustawień oraz wyglądu samej aplikacji.

Podobieństwo może nie być przypadkowe. Uber i Waymo (dawniej Google Self-Driving Car Project) są równolatkami. Oboje powstali w 2009 roku. W tym czasie pierwszy, mimo poważnych kłopotów finansowych oraz politycznych, stał się najpopularniejszym serwisem przewozowym (i ikoną „sharing economy”, choć ma mało z nią wspólnego). Drugie – przejechało miliardy kilometrów testów oraz 16 milionów kilometrów po drogach publicznych, w tym ostatni rok już jako pełnoprawny uczestnik ruchu (w fazie testowej), we wspomnianym już Phoenix.

Cios, który Waymo wymierza w Ubera może być ostatnim. Własne testy samochodów autonomicznych zakończyły się tragedią, po śmiertelnym potrąceniu kobiety prowadzącej rower w Tampie (też w Arizonie). Uziemienie floty właśnie się kończy, ale w okresie testowym pojazdy nie będą mogły jeździć szybciej niż 40 km/h. Na dodatek władze Nowego Jorku przegłosowały w zeszłym tygodniu uchwały, wymuszające na spółkach przewozowych ustalenie minimalnych stawek godzinowych oraz minimalnej ilości godzin pracy dla kierowców. To może oznaczać jeszcze większą presję na innych lokalnych legislatorów oraz większe kłopoty finansowe korporacji z San Francisco.

Przy problemach Ubera, wpadki Waymo wydają się nawet zabawne, choć też stworzyły poważne zagrożenie na drodze. W tym roku jedne z testujących pojazd usnął za kółkiem i wyłączył autopilota, doprowadzając do kolizji. W drugim przypadku, przestraszony przebiegiem jazdy nadzorca samochodu przejął stery i potrącił motocyklistę. Oba zbiegi okoliczności wymusiły stworzenie kolejnych systemów bezpieczeństwa podróżujących, nie tylko pasażerów samojazdów. Skoro serwis rozpoczął działanie, należy domniemywać, że przeszedł pomyślenie odpowiednie testy.

Niestety – jak wspominałem wyżej - usługa nie jest jeszcze ogólnie dostępna. Pierwszeństwo w zamawianiu samochodów autonomicznych mają dotychczasowi testerzy. Na dodatek wszystkie podróże odbywają się pod nadzorem obecnego w pojeździe kierowcy. Jednak jest to już poważny krok naprzód, jeśli chodzi o rozwój pojazdów autonomicznych.
Przynajmniej dla Google’a, przepraszam, Waymo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook