Jak to z japońskimi emeryturami było...

Inwestowanie wolnych środków pieniężnych to sztuka. Znalezienie odpowiednich aktywów, umiejętne unikanie bessy, wyprzedawanie pozycji zanim załamie się hossa, to praca na pełen etat. Zyski są wprawdzie zachęcające, ale ryzyko niepowodzenia jest spore. Sukces daje sporo satysfakcji, a w razie porażki... cóż, oszczędności diabli wzięli (oby nie wszystkie).
Dla mniej wytrawnych inwestorów, którzy nie wiedzą co zrobić z nadmiarami gotówki, instytucje finansowe mają ofertę funduszy. Zamknięte lub otwarte, kuszą dobrymi zwrotami i niskim poziomem ryzyka. W końcu oszczędności są pod opieką profesjonalistów, który już niejednego byka łapali za rogi, i nie przed jednym niedźwiedziem uciekali w popłochu. Oczywiście czasem zdarzy się, że jeden z drugim fachowcem nie przewidzą jakiegoś – oczywistego po fakcie – zawirowania, i fundusz nie przynosi oczekiwanego zwrotu, ale cóż – tak już bywa w naszym turbulentnym świecie. Poza tym to zazwyczaj oszczędności krezusów, którzy nie zbiednieją przesadnie, gdy inwestycja nie wypali.
Co innego fundusze emerytalne. Do uczestniczenia w nich jesteśmy zazwyczaj obligowani przez państwo, które w ten sposób chce zabezpieczyć niepewną przyszłość emerytów. Wiadomo, że gdy pozwolić ludziom samemu rozporządzać własnymi dochodami, wówczas wydali by wszystko – bez opamiętania – na czynsz i jedzenie. A tak, dzięki ustawowemu przymusowi – albo podatkowym zachętom – pomagamy im odłożyć kwoty niezbędne do przeżycie jesieni życia.
Zarządzający funduszami emerytalnymi muszą być asami inwestycyjnymi. Umiejętne wyważenie portfela, by zawierał on najróżniejsze aktywa, o różnym stopniu ryzyka, ale zapewniające stały, zrównoważony wzrost to poważne wyzwanie. Odpowiedzialność sięga wyżyn, dostępnych tylko kontrolerom lotu. Tu nie ma mowy o porażce, nietrafionym zakupie, czy zbyt późno zrealizowanej sprzedaży. Na szali leży los milionów obywateli. Ich przyszłość. A także stabilność społeczno-gospodarcza.
Niestety czasami może się zdarzyć wpadka.
Dobrym przykładem sytuacja Japońskiego Państwowego Funduszu Emerytalnego (JPFE), trzeba dodać największego tego typu na świecie, o której pisał Bloomberg na początku lutego.
Jeszcze we wrześniu JPEF mógł się pochwalić rekordową wartością, sięgającą 1,5 biliona dolarów (bilon: jedynka i dwanaście zer). Jego portfel inwestycyjny uwzględniał: krajowe obligacje (28,2% udziału), akcje spółek zagranicznych (24,3%), akcje przedsiębiorstw japońskich (23,7%), obligacje zagraniczne (17,4) i aktywa krótkoterminowe (6,4%).
Feralny okazał się ostatni kwartał zeszłego roku. Z powodu zawirowań na giełdach światowych – w tym też tokijskiej – portfel akcji zagranicznych stracił (w porównaniu z wrześniem) blisko 16 procent wartości, a krajowych nawet więcej, bo 17,5%. Również inwestycja w zagraniczne obligacje okazała się nietrafiona, choć utrata jej strata wyniosła „jedynie” niespełna 3%.
Fundusz zamknął ostatni kwartał roku, stratą 140 miliardów dolarów (!), co stanowi 9 % jego wartości.
Przy tak gwałtownych zmianach wartości, nie sposób uciec od pytania: jak mogło do tego dojść?
Wytłumaczenie jest banalnie proste. Fundusz, który kiedyś skupował głownie państwowe obligacje, przy niskiej rentowności tych ostatnich, nie mógł się pochwalić znaczącymi wynikami. Dlatego w roku 2014 zmieniono warunki budowy portfela. Zarządzającym pozwolono na większe otwarcie na rynek akcji (zarówno krajowych, jak i zagranicznych). Warto zwrócić uwagę, że tuż przed załamaniem obie pozycje stanowiły ponad 50% inwestycji.
Tymczasem w czwartym kwartale zeszłego roku zmaterializowały się obawy inwestorów na temat przyszłości światowej gospodarki, spowodowane głównie nasileniem wojny handlowej na linii Waszyngton – Pekin. Z parkietów giełdowych całego świata wyparowało 10 trylionów dolarów wartości akcji. Sam indeks tokijskiej giełdy obsunął się o 18%. Parkiet nowojorski zanotował spadek o 14%.
W tym kontekście, ktoś obdarzony poczuciem humoru mógłby zauważyć, że spadek wartości JPFE o nieco ponad 9% to doskonały wynik. Mogło przecież „polecieć” bardziej.
Może to absurdalne, ale podobnych optymistów nie brakuje. Japońscy analitycy rynku zwracają uwagę, że był to tylko pojedyncza – kwartalna - wpadka, która niewiele znaczy dla funduszu, który od 2001 roku zapewniał średni wzrost na poziomie 2,7%. Długoterminowe zyski są ważniejsze, niż kwartalne zachwiana. Tak więc: Alleluja i do przodu.
Cóż ciekawe to tłumaczenie. Zważywszy na precedens, że rok składa się z kwartałów, wystarczy kilka o podobnej dynamice, aby wartość funduszu stopniała do poziomu, na którym trudno mu będzie wywiązać się z zobowiązań wobec emerytów. Tym bardziej, że nie ustały żadne z zagrożeń, które spowodowały popłoch na światowych giełdach. Wojna handlowa – mimo braku eskalacji – trwa. Dodatkowo na pierwszy plan wysuwa się widmo Brexitu.
Optymizm zarządzających JPFE można tłumaczyć faktem, że jako fundusz państwowy – nie może on zbankrutować. Zawsze może liczyć na wsparcie rządu. Najwyżej ucierpią beneficjenci, dostając niższe emerytury. Jak donoszą media – i o czym już kiedyś pisałem na blogu – zdarzają się przypadki, gdy starsze osoby specjalnie popełniają wykroczenia, aby dostać się do aresztu, gdzie dostaną ciepły posiłek.
Powyższe to oczywiście ekstremum, ale w naszym zmieniającym się świecie wszystkie scenariusze są możliweFundusze emerytalne, wymyślone już ponad 100 lat temu, nie wytrzymują swoich własnych założeń. Duża część osób wchodzących obecnie na rynek pracy, może nie mieć żadnej gwarancji na otrzymanie jakichkolwiek świadczeń w jesieni życia. To samo się tyczy zatrudnionych na umowach śmieciowych i prowadzących własną działalność.
Nie namawiam do zrezygnowana z państwowych emerytur i zastąpienie ich oszczędzaniem indywidualnym. W końcu wszystkie fundusze emerytalne – niezależnie czy państwowe, czy prywatne – inwestują na giełdzie, która często okazuje się równie bezpieczna, jak gra w kasynie. Warto przyjrzeć się podstawom systemowym, które rozminęły się z rzeczywistością. Rzesze zdesperowanych staruszków również mogą doprowadzić do niepokojów społecznych.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook