Między bezrobociem, a pełnym zatrudnieniem
Jednym z
najważniejszych wskaźników ekonomicznych, świadczących o stanie gospodarki,
jest stopa bezrobocia. W potocznym rozumieniu, oznacza ona procent osób, które
nie mają pracy. 24 stycznia GUS opublikował dane, z których wynika, że odsetek
osób bezrobotnych (bezrobocie rejestrowane) wynosi 5,8%. Można byłoby z tego
wysnuć błędny wniosek, że pracuje 94,2% społeczeństwa.
Tymczasem prawdziwa definicja
zjawiska jest nieco bardziej skomplikowana. Odnosi się ona do stosunku
liczby osób bezrobotnych do liczby ludności aktywnej zawodowo. I tu właśnie
tkwi szkopuł. Wartość stopy bezrobocia
zależy od tego, jak zdefiniujemy osobę bezrobotną oraz osoby aktywne zawodowo.
Najczęściej wylicza
się poziom bezrobocia rejestrowanego. Bo najłatwiej. Bezrobotny to osoba zarejestrowana w urzędzie, aktualnie poszukująca
pracy. Otrzymujemy w ten sposób odsetek
niższy niż rzeczywista stopa bezrobocia. Wynika to z faktu, że nie każdy
poszukujący pracy figuruje w urzędowej ewidencji. Tymczasem według powyższej
definicji – nie jest traktowany jako bezrobotny.
Gdybyśmy chcieli
jeszcze bardziej zbić stopę bezrobocia, wystarczy przedstawić ją jako stosunek
liczby osób bezrobotnych do liczby osób w wieku produkcyjnym. Tych
ostatnich jest zawsze więcej niż osób czynnych zawodowo. Stąd – przy
uwzględnieniu tej samej definicji bezrobotnego – odsetek będzie mniejszy.
Międzynarodowa
Organizacja Pracy zaleca bardziej
restrykcyjną, ale też szerszą definicję osoby bezrobotnej. Musi mieć
powyżej 15 lat, nie uczyć się, nie pracować, aktywnie poszukiwać pracy (w
tygodniu badania i krótkim okresie poprzedzającym) oraz być zdolna do podjęcia
pracy w ciągu dwóch tygodni. Wykorzystanie
jest metody do obliczania stopy bezrobocia jest najmniej korzystne z punktu
widzenia propagandy sukcesu, wynik zawsze będzie wyższy niż bezrobocia
rejestrowanego.
Właśnie tu dochodzimy do sedna. Poziom stopy bezrobocia jest wartością upolitycznioną. Niewiele mówi o
faktycznej sytuacji na rynku pracy, ale
jego niski poziom daje społeczne poczucie, że sprawy idą w dobrą stronę, bo
bez pracy pozostają już tylko bumelanci.
Pełniejszy obraz
rynku pracy – danej gospodarki - otrzymujemy
śledząc aktywność zawodową. W przypadku Polski wynosi ona 56,8% (dane za III kwartał 2018) i stanowi jeden
z najgorszych wyników w Unii Europejskiej (średnia 58,2%). Dla porównania w
Stanach Zjednoczonych aktywni zawodowo stanowią 63,2% osób w wieku
produkcyjnym.
Oczywiście przyczyny, dla których część obywateli nie jest
aktywna zawodowo są różne. Mogą: się uczyć, wychowywać dzieci, być na czyimś
utrzymaniu, nie móc podjąć pracy z powodu choroby czy niepełnosprawności, być
dziedzicami rodzinnej fortuny, ale też bezskutecznie poszukiwać zajęcia.
Osoby, które nie mogą znaleźć pracy powyżej pół roku czy
roku stanowią osobne zagadnienie statystyczne, ale próżno szukać o nich
informacji w wypowiedziach polityków w prime
time’ie.
Na przykład prezydent
Trump w wygłoszonym na początku lutego przemówieniu o stanie państwa, chwalił się rekordowo niskim poziomem
bezrobocia (rejestrowanego) – 4%,
sugerując że udało się trwale wrócić do sytuacji sprzed Wielkiej Recesji. Tymczasem to właśnie wspomniany już odsetek
bezrobotnych pozostających bez pracy przez 52 tygodnie lub dłużej, jest ciągle wyższy
niż w latach poprzedzających kryzys.
Przy okazji warto
zwrócić uwagę, że – podobnie jak w Polsce – rzeczywista i rejestrowana stopa bezrobocia są różnymi wielkościami.
Gdy liczbę bezrobotnych podwyższy się o liczbę osób, które nie szukały pracy w
ostatnich czterech tygodnia, ale chciały znaleźć zatrudnienie w ciągu roku, a
także o liczbę zniechęconych pracowników (potencjalnie mogących wrócić na rynek
pracy w ciągu dwunastu miesięcy) - otrzymamy poziom bezrobocia rzeczywistego. Dla Stanów Zjednoczonych to 8,1%.
Ponad dwa razy więcej, niż oficjalne i optymistyczne 4%.
Komentarze
Prześlij komentarz