Zapomnijcie o nartach...
Po raz kolejny nasza
planeta nas zaskakuje. Znów na świecie dzieją
rzeczy, które „nie śniły się filozofom”. Ani badaczom zmian klimatycznych.
Najnowsza analiza,
opublikowana na początku kwietnia przez
Nature, ujawniła, że w latach 1961 –
2016 straciliśmy 10,6 biliona ton lodu i śniegu. Badaniu poddano
19 000 lodowców. Okazało się, że większość
z nich topi się szybciej niż pierwotnie zakładano. Obecnie ubywa nam
przeszło 330 miliardów ton lodu rocznie.
Powiedzmy sobie szczerze, że dla większości z nas, te
biliony i miliardy to dość abstrakcyjne wielkości. Łatwiej – wykorzystać
porównanie z raportu – corocznie tracimy
trzykrotność pokrywy lodowej Alp.
Lodowce, które
były poddane badaniom, w odróżnieniu od lądolodu Grenlandii czy Antarktydy, pokrywają obecnie około 700 000 km2,
to z grubsza ponad 2,2 razy powierzchnia Polski. W razie pełnego stopienia
podniosłyby poziom oceanów o ponad 40 cm.
Już teraz cofające
się lodowce są odpowiedzialne za 1/3 podnoszącego się poziomu morza. To
więcej niż przypuszczali wcześniej naukowcy, a i tempo topnienia jest wyższe.
Ich udział jest porównywalny ze stratami czap lodowych Grenlandii. Wstępne
wyniki badań prowadzą do konkluzji, że większość
pasm górskich straci pokrywę lodową do końca 2100 roku. W tym również wspominane już Alpy.
Odpowiedzialny za raport, Michael Zemp, dyrektor World
Glecier Monitoring Service z Uniwersytetu w Zurichu, zwraca uwagę, że już od 30 lat obserwowana jest bardzo
równomierna utrata masy lodowców pod
wszystkimi długościami i szerokościami geograficznymi. W praktyce najmniej
na swojej objętości tracą masy lodowe w południowo zachodniej Azji (Himalaje i
Tybet).
Ach, i jakby się kto pytał, to głównym winowajcą zaistniałej sytuacji, jest ... człowiek.
No dobra, żartowałem: to zmiany klimatyczne.
Komentarze
Prześlij komentarz