Wojenka handlowa Trumpa
W pojedynku handlowym
na linii Pekin – Waszyngton padają czasem silne ciosy, których odgłos
obiega kulę ziemską w mgnieniu oka. Tak było ze słynnym „upokorzeniem” przez Trumpa Huawei’a.
Tymczasem na co dzień
trwa nerwowa przepychanka, z której rysuje się następujący obraz: niemal pewnym przegranym potyczki handlowej
będą Stany Zjednoczone, za to Chiny nie będą mogły w pełni cieszyć się ze
zwycięstwa.
Wcześniej już pisałem, że bardzo wyraźnie rośnie wymiana handlowa pomiędzy Stanami
Zjednoczonymi, a Meksykiem. Na południe od Rio Grande pojawia się coraz więcej firm chińskich, ale też amerykańskich. Pierwsi szukają lokalizacji pod fabryki
przenoszone zza Pacyfiku, drudzy - taniej siły roboczej. W obu przypadkach
zmiany nie działają na korzyść amerykańskiego podatnika i, co ważniejsze,
pracownika.
Taryfy celne,
nakładane na chińskie produkty, uderzają
w amerykańskich importerów. To przecież oni muszą je płacić. Czyli przerzucać na klientów. A skoro tak, to
spada sprzedaż, co prowadzi do
zmniejszenia się eksportu chińskich towarów, co wpływa negatywnie na chińską gospodarkę.
Tak więc już widać, że główne
cele – leżące u podstaw wojny celnej – nie spełnią się. Miejsca pracy nie wracają do Stanów
Zjednoczonych, budżet państwa – okrojony hojniejszymi ulgami – nie zapełnia się wpływami z podatków
importowych. Również nie spada
deficyt handlowy. A nawet wręcz przeciwnie, poprzedni rok ustanowił nowy rekord. Blisko 900 miliardów
dolarów.
Faktycznie import z Chin się zmniejszył, ale pojawiły się
nowe kraje w palecie handlujących ze Stanami Zjednoczonymi. Jak pokazuje
przykład Meksyku, to właśnie Pekin ma
szersze pole manewru. Import z Chin jest objęty cłami, a z Meksyku już nie.
Konia z rzędem temu,
kto odróżni chińskie od meksykańskiego chińskiego. A gdy jest wietnamskie
lub malezyjskie?
Tym bardziej, że kraje Azji Południowo-Wschodniej nie
zasypiają gruszek w popiele. Wspomniany wyżej Wietnam, którego eksport towarów do Stanów Zjednoczonych wzrósł w
ciągu roku z 9 do 14 miliardów dolarów (prawie 1/3), specjalnie zdewaluował swoją walutę, aby być bardziej konkurencyjny.
Jeszcze lepszą dynamiką handlu może poszczycić się Malezja. Jej sprzedaż do Ameryki wzrosła z 4 do 9 miliardów.
Można postawić pytanie, jaki
jest udział chińskiego kapitału w sukcesie eksportowym obu krajów?
Tak czy inaczej brawurowa decyzja Donalda Trumpa o wszczęciu
wojny handlowej z Pekinem ma swoje globalne konsekwencje. Poszerza się wachlarz eksporterów i rosną ich udziały w wymianie
towarowej.
Niekoniecznie z
korzyścią dla Stanów Zjednoczonych.
Komentarze
Prześlij komentarz