Wojny ziemniaczane
PepsiCo – tak ta
słynna, międzynarodowa korporacja – pozwała
czterech indyjskich rolników ze stanu Gujarat za naruszenie patentu. Chodzi o to, że bez zezwolenia uprawiali specjalną odmianę ziemniaków FC5 (podobno
o mniej wilgotnych bulwach). Każdy z
winowajców ma zapłacić po 140 tysięcy dolarów.
Powyższa sprawa nie
jest jednostkowym incydentem. Korporacje
rolnicze, które faktycznie projektują nowe odmiany roślin, w tym wypadku
ziemniaków, są bardzo wyczulone na
wszelkie przejawy łamania własności intelektualnej.
Odmiana ziemniaka FC5,
uprawiana we wspomnianym wyżej stanie Gujarat, została zmodyfikowana
genetycznie przez specjalistów PepsiCo. Dzięki obniżonej wilgotności, ponoć idealnie nadaje się do produkowania
chipsów Lays.
Korporacja, aby zapewnić sobie regularne i powtarzalne
dostawy, podpisuje z rolnikami umowy
licencyjne. W ich myśl każdy z
nabywców zobowiązuje się do dostarczenia całej produkcji rolnej. Nie wolno mu odsprzedać sadzonek, zbyć ziemniaków komuś innemu, czy zachować ich
dla siebie. Zarówno do jedzenia, jak i do dalszej uprawy.
Jak twierdzi rzecznik prasowy indyjskiego oddziału
korporacji, spółka musi dbać o własność
intelektualną. W ten sposób chce chronić
rolników, którzy podpisali kontrakty, jak również uniemożliwić ewentualne mutacje ziemniaka, gdyby został on
uprawniany przez nielicencjonowanych farmerów, bez należytej kontroli.
Podobno pozwani rolnicy, którzy nie chcą ujawnić źródła, z
którego otrzymali inkryminowaną odmianę. Jednak PepsiCo jest wyjątkowo
wyrozumiałe w tej kwestii. Firmie nie
zależy na detalach, oskarżeni farmerzy mają dwa wyjścia: zapłacić
odszkodowanie, albo przyłączyć się do korporacji, podpisując umowy.
Problem, który
opisuję jest z pewnością wielowymiarowy.
Z jednej strony jest potężna korporacja,
która wykłada gigantyczne sumy na modyfikowanie
roślin, pod swoje potrzeby. To rozsądne, że broni swoich praw – każąc rolnikom podpisywać umowy na uprawę, a
następnie sumiennie je rozlicza.
Z drugiej strony czujemy, że konstrukcja prawna, która nie pozwala na swobodne gospodarowanie
przez farmera plonami z własnego pola, ma
swoje ułomności. Może nawet stojące na równi z ograniczaniem wolności
jednostki. W tym kontekście dochodzi o prawdziwego starcia pomiędzy przypartymi do muru chłopami, utrzymującymi się z pracy własnych rąk, a nieczułym koncernem, łamiącym zasady
dla zysku.
Prawdopodobnie o całym zdarzeniu byłoby cicho – bo zazwyczaj podobne incydenty przebiegają z dala od
medialnych jupiterów – gdyby nie
indyjscy politycy. Za oskarżoną czwórką, stanął przywódca kongresu, a także
rolniczy związkowcy.
Łatwo osiągnąć ogólnonarodowe
wzburzenie piętnując działania międzynarodowej korporacji, jako równoważne
z zastraszaniem bogu ducha winnych
rolników. Okazuje się, że podobne zajścia uświadamiają jak mało ludzi czyta
i rozumie podpisywane umowy. Obrońcy oskarżonych sugerują, iż nękani farmerzy
nie byli w pełni świadomi swoich praw.
Rolniczy aktywiści zwracają też uwagę, że działanie PepsiCo jest sprzeczne z indyjskim
prawem farmerów do uprawy i sprzedaży zarejestrowanych zasiewów z 2001
roku. Wprawdzie przepisy nie wspominają co robić w przypadku markowych nasion,
a to daje szerokie pole do interpretacji
obu stronom konfliktu. Na żądanie o
odszkodowania dla koncernu, wspierający oskarżonych stronnicy domagają się wycofania pozwów oraz
odstąpienie od roszczeń. Gdyby PepsiCo nie przestraszyło się fali oburzenia,
pozostaje jeszcze bojkot ...
chipsów.
Sąd dał sobie czas na rozpatrzenie wniosku i – ewentualne
dalsze kroki – do 12 czerwca.
Komentarze
Prześlij komentarz