Brytyjczycy demontują własne raje podatkowe


Mimo trwających tańców godowych wokół Brexitu, czy burzy związanej z koniecznością wybrania kolejnego premiera, brytyjska demokracja parlamentarna wciąż jest wspaniałym przykładem dla reszty świata. Można się bowiem różnić – raz pięknie, a kiedy indziej nawet bardzo brzydko – ale gdy trzeba pracować dla dobra kraju, ważniejsze są cele, niż wzajemne animozje. Nie inaczej jest z pracami parlamentarnymi nad zdemontowaniem barokowego systemu brytyjskich rajów podatkowych.

Trzeba w tym miejscu od razu dodać, że brytyjski system prawny, to jedna z niewielu spuścizn Imperium, które przetrwały dłużej niż mrzonka o supermocarstwie, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Zarówno tak zwane Zależności Koronne (a więc miedzy innymi wyspa Man czy wyspy z Kanału La Manche: Jersey, Guernsey), jak również Terytoria Zależne (jak choćby Kajmany czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze) do teraz cieszą się niezwykłą popularnością osób prywatnych – oraz instytucji – które nie mają zamiaru dzielić się swoim majątkiem, dochodami, ani tajemnicami handlowymi.

Teoretycznie rajem podatkowym może stać się każde państwo na świecie. Wystarczy obniżyć stawki podatków oraz zapewnić dyskrecję prowadzenia działalności gospodarczej oraz w miarę sprawną administrację.

Tym niemniej trudno sobie wyobrazić, aby międzynarodowe koncerny - czy ultrabogaci - chowali swoje zyski w świeżo powstałych krajach Ameryki Łacińskiej czy Afryki, tylko dlatego, że podatek od przychodów rejestrowanych na danym terenie za pomocą anonimowej spółki zależnej z trudem osiąga kilka promili rocznie. To zbyt duże ryzyko. Wystarczy jakiś wojenny watażka czy niezadowoleni obywatele, którzy obalą rządzących, a ciężko uciułane miliardy trafia szlag.

To co odróżnia pretendentów do bycia rajem podatkowym od mistrzów w tej dziedzinie to stabilny system prawny, wspierany dyskretnie przez gotowych do działania przez całą dobę komandosów (jak choćby takich z SAS).

Niezmienność i stateczność brytyjskiej jurysdykcji prawnej to najpoważniejszy atut, jaki oferują wspomniane już Kajmany, Wyspy Dziewicze czy Jersey. Do tego bezpieczeństwo, anonimowość i poważany na świecie paszport. Wszystkie te cechy powodują, że każdy kto ma coś do ukrycia, najchętniej wybiera brytyjskie kolonie lub protektoraty.

Teraz się okazuje, że Brytyjczycy będą zwalczać własne dziedzictwo.

Pierwszym krokiem będzie konieczność ujawnienia faktycznych właścicieli zarejestrowanych na Terytoriach Zależnych Korony spółek.

Jak szacuje Oxfam, organizacja, która nieustraszenie walczy z rajami podatkowymi, na trzech wyspach: Man, Jersey oraz Guernsey, działa trzy razy więcej firm, niż wynosi ilość mieszkańców.

Z powodu braku rejestru spółek oraz pełnej anonimowości właścicieli, organizacje założone na wyspach pozwalały - między innymi - prominentom z krajów afrykańskich czy azjatyckich na dyskretne gromadzenie - za ich pośrednictwem - bogactw, poprzez wykupowanie mieszkań czy biurowców. Nawet jeśli państwa, z których pochodzili dygnitarze, były objęte sankcjami uniemożliwiającymi transfer pieniędzy czy zakup nieruchomości.

Ostatnio szerokim echem w prasie brytyjskiej odbiła się historia nigeryjskiego funduszu odzyskiwania mienia, który po pięcioletniej batalii sądowej wymógł na oddziale Deutsche Banku, działającym na wyspie Jersey, zwrot ponad 250 milionów dolarów należących do byłego dyktatora, Sani Abacha.

Do tej pory podobne przypadki były ujawniane po długich bataliach sądowych, gdy dawni politycy odchodzili z urzędów, a administracja państwowa próbowała doliczyć się brakujących składników majątku. Wraz z koniecznością rejestrowania spółek powiązania pomiędzy organizacjami i osobami prywatnymi staną się transparentne. Możliwe do wglądu dla każdego zainteresowanego.
W tym miejscu warto nadmienić, że podobną koniecznością - ujawnienia właścicieli zarejestrowanych spółekbędą objęte również Terytoria Zamorskie Korony (a więc też słynne Kajmany). Ale dopiero od 2020 roku.

Działalność brytyjskich rajów podatkowych jest i była krytykowana przez szereg organizacji pozarządowych. Zmuszenie kolejnych kolonii do rejestrowania spółek, a tym samym ograniczania ich działania, spotyka się z zadowoleniem. Jednak działacze i aktywiści są dalecy od entuzjazmu, którego nie kryją politycy.

Wiele z dotychczasowych rajów wielokrotnie wcześniej zapewniała o gotowości do przeciwstawiania się negatywnym zjawiskom, jak unikanie opodatkowania. Zazwyczaj nie wychodzono z faktycznymi działaniami poza deklaracje.

Brytyjskim legislatorom w sukurs idzie sektor bankowy, zmuszany – co warto nadmienić - przez Unię Europejską. Posiadacze kont z rajów podatkowych są proszeni o ujawnienie swojej tożsamości. Po trzech latach ignorowania monitów rachunki są likwidowane. W zeszłym roku Lloyds Bank zamknął 8000 kont na wyspie Jersey. Podobną akcję uświadamiania klientów prowadzą HSBC, Barclays, Royal Bank of Scotland oraz Deutsche Bank.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook