Jest spoko, więc o ci chodzi…


Jeszcze jakiś czas temu po internecie krążyła informacja, że 40% amerykańskich gospodarstw domowych żyje „z dnia na dzień”. W sytuacji awaryjnej – oznaczającej konieczność wydania 400 dolarów – miałyby one popaść w ubóstwo, gdyż podobna kwota oznaczałaby wyjście poza rozporządzalny budżet. Opisywane okoliczności miały świadczyć o słabym stanie finansów osobistych Amerykanów, którzy - mimo licznych sygnałów poprawy koniunktury po Wielkiej Recesji – żyją w obawie przed przyszłością.

Tymczasem, pod koniec maja, pojawił się raport rady Gubernatorów Banku Rezerwy Federalnej (Federal Reserve Board of Governors), na temat dobrobytu gospodarczego amerykańskich gospodarstw domowych. Opracowanie powstało w wyniku przebadania 11 316 respondentów.

Okazuje się, że w przypadku konieczności nagłego pokrycia wydatków w sumie 400 dolarów, 61 procent obywateli twierdzi, że nie miałaby z tym większego problemu. Mogliby oni użyć oszczędności, spłacić zobowiązanie z dostępnej gotówki lub zapłacić kartą kredytową, przenosząc rozliczenie na kolejne okresy spłaty, ale bez gwałtownego obciążania domowego budżetu.

Kolejne 27% musiałoby zaciągnąć pożyczkę lub sprzedało część majątku (lub ruchomości), aby sprostać wydatkom. I tylko 12% nie byłoby w stanie pokryć nieplanowanych kosztów.

Od ostatniego badania – z roku 2013 – urósł odsetek gospodarstw domowych, których sytuacja finansowa poprawiła się. Wówczas ponad połowa obywateli nie miała gotówki, potrzebnej na pokrycie nieoczekiwanych wydatków. Dziś ma ją 61%. Jest to podobno dobry sygnał.

Gdy wziąć pod lupę 39% gospodarstw, które mogłyby mieć kłopoty z uregulowaniem wydatków rzędu 400 dolarów, zbadani, że blisko połowa z nich skorzystałaby z kredytu bankowego lub obciążyła karty kredytowe.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że 21% Amerykanów – stając w obliczu sytuacji kryzysowej – ratowałaby się wysoko oprocentowanym kredytem z kart kredytowych lub zaciągając krótkookresowe zobowiązania. Z jednej strony jest to problem, bo wysokie odsetki od zadłużenia mogłyby prowadzić do znaczącego obciążenia budżetów domowych. Z drugiej – sugeruje się, że procent osób, które wspierałyby się w podobny sposób – maleje.

I skoro jest tak kolorowo, to może warto dostrzec, że – czytając inne badania, na temat finansów konsumenckich – aż 27% Amerykanów ma stałe comiesięczne problemy z regulacją należności na kartach kredytowych, a kolejne 26% miewa je od czasu do czasu. Oznacza to ni mniej ni więcej, że ponad połowa dorosłych obywateli Stanów Zjednoczonych znajduje się w szponach zadłużenia.

Idąc dalej tym tropem, można śmiało powiedzieć, że problem regulacji zobowiązań kredytowych jest przede wszystkim domeną amerykańskiej klasy średniej. Nawet zarobki na poziomie przewyższającej dwukrotnie amerykańską medianę, czyli ponad 80 tysięcy, nie gwarantują braku długu na kartach kredytowych.

Chciałbym na koniec zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Podobnie jak to miało miejsce w Polsce, również w Stanach Zjednoczonych, pojawiają się głosy, nawołujące do nałożenia większej kontroli na banki, udzielające krótkookresowych pożyczek lub oferujących kredyt na kartach – oba wysokooprocentowane. Podstawowym postulatem jest regulacja wysokości pobieranych odsetek, oraz konieczność rzetelnego informowania o faktycznej skali zadłużenia – zanim klient podejmie zobowiązanie. Liczne głosy domagają się też ograniczenia akcji kredytowej.

To ciekawe, że wyniki obu raportów – dobrobytu gospodarstw oraz stanu finansów konsumenckich – są argumentem za … utrzymaniem obecnego stanu rzeczy.

Podobno ograniczenie udzielania kredytów, miałaby spowodować, że gospodarstwa o naciągniętych do granic możliwości budżetach nie miałyby skąd pożyczyć pieniędzy w obliczu sytuacji kryzysowej.

Szach-mat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook