Brytyjska katastrofa emerytalno-mieszkaniowa


Sytuacja mieszkaniowa w Wielkiej Brytanii staje się coraz bardziej dramatyczna.

Nie jest żadną tajemnicą, że mniejsza ilość etatów na rynku pracy i wymuszanie – przez pracodawców -  alternatywnych, elastycznych form zatrudnienia, skutkują gorszą zdolnością kredytową pracowników.

Nie to, żebym zachęcał do brania kredytów hipotecznych na długie dziesięciolecia, ale gdy młodzi ludzie z pokolenia millennialsów myślą o własnym M, opcja – kredyt bankowy – jest dla nich często niedostępna.

Pozostaje więc jedynie wynajem.

W naszym kręgu kulturowym brzmi to jak herezja, większość młodych ludzi dąży samodzielnie (lub z pomocą rodziny) do własnego mieszkania. Hołduje u nas przekonanie, że lepiej mieć własne lokum – nawet kosztem wieloletnich wyrzeczeń i stresu – niż dawać zarobić komuś obcemu.
Według danych Eurostatu z 2017 roku, blisko 85% Polaków i Polek mieszka w nieruchomościach, których są właścicielami. To jeden z najwyższych wskaźników w Unii, wprawdzie za Rumunią (96%), Słowacją, Litwą i Chorwacją (po około 90%), ale też sporo ponad unijną średnią – około 70%.

Tymczasem na tak zwanym Zachodzie, posiadanie mieszkania nie jest koniecznością. Najmniej właścicieli znajdziemy w Szwajcarii (41%), Niemczech (51%) czy Austrii (55%). Poniżej średniej znajdują się jeszcze tak bogate kraje jak: Dania, Francja, Wielka Brytania czy Szwecja.

Istnieje szereg czynników, które sprawiły, że w byłych Demoludach ludzie są właścicielami mieszkań, podczas gdy w reszcie Europy, popularne jest wynajmowanie. Na przykład w przypadku Niemiec chodziło o szybkie poradzenie sobie z problemem braku mieszkań i zubożenia społeczeństwa po wojnie, więc władze postawiły na budowę czynszówek. W innych krajach może to być kwestia cen nieruchomości, które bywają zbyt kosztowne jak na zarobki przeciętnego obywatela.

Trudno rozstrzygnąć co jest lepsze i bezpieczniejsze, posiadanie mieszkania na kredyt czy wynajmowanie. Do tej pory wydawało się, że wyjem długookresowy, który jest obwarowany szeregiem przepisów chroniących lokatora, na przykład przed nagłym wzrostem czynszów czy widzi-mi-się właściciela, jest pewniejszy i daje więcej spokoju.

Jednak badanie, opisywane przez Guardiana, a zlecone przez brytyjski rząd, rzuca nowe światło na sytuację mieszkaniową i jej perspektywy na przyszłość. Okazuje się, że ponad 600 tysięcy osób dzisiejszego pokolenia millennialsów, wśród których wynajem to jedyna opcja na samodzielne mieszkanie, nie będzie stać na płacenie czynszu w wieku emerytalnym. Oznacza to, że w jesieni życia staną się oni bezdomni.

Jak policzyli rządowi analitycy, po przejściu na emeryturę, miesięczne przychody spadają o połowę. Na marginesie, to niesamowite, że przeciętne świadczenie emerytalne jest połową ostatniej pensji. Tyle, że dla osób, które obecnie płacą 40% swoich dochodów najemcy, oznacza to, iż czynsz skoczyłby do 80% ich zarobków. Seniorzy staną się wówczas bezdomnymi lub ich tymczasowym zakwaterowaniem będzie się musiało zająć państwo.

Obecna struktura mieszkaniowa w Wielkiej Brytanii już nie jest korzystna, ale według ekspertów sytuacja będzie się szybko pogarszać. Już teraz mieszkanie w lokalach socjalnych, często o niższym standardzie, jest przyczyną ponad 10 tysięcy zgonów seniorów rocznie, głównie z powodu niewytaczającego ogrzania pomieszczeń. Trudno w to uwierzyć, ale tak wyglądają realia życia w Zjednoczonym Królestwie.

Tymczasem co rok będzie przybywać emerytów, w odróżnieniu od ilości lokali w przystępnej cenie.

Grupa parlamentarna ds. mieszkalnictwa i opieki nad osobami starszymi szacuje, że już teraz Wielka Brytania powinna budować 21 tysięcy domów mieszkalnych rocznie, aby zabezpieczyć kwatery dla przyszłych emerytów.

Jednak uwzględniając, że społeczeństwo brytyjskie starzeje się już teraz inwestycje powinny wynosić blisko 13 miliardów funtów rocznie, aby zapewnić wszystkim pokoleniom bezpieczne i przystępne cenowo miejsce do życia. Plan powinien obejmować budowę ponad 1 miliona domów i mieszkań socjalnych w ciągu najbliższych 30 lat. To prawie 38 tysięcy lokali rocznie.

Autorzy raportu twierdzą, że z powodu zaniechań poprzednich rządów w kwestii polityki mieszkaniowej, dochodzi do swoistego paradoksu: ludzie młodzi oraz seniorzy doświadczają podobnych sytuacji na rynku wynajmu nieruchomości. Mają zbyt skromne dochody, aby zapewnić sobie lokale o odpowiednim standardzie życia. W analizie pojawia się takie sformułowanie: „zbyt wielu najemców ma krótkotrwałe umowy, żałosne warunki egzystencji, a także musi sobie radzić z pozbawionymi skrupułów właścicielami i ciągłym stresem finansowym”.

Wyzwanie stojące przed rządzącymi Wielką Brytanią jest pilne. Brak lokali, dostępnych cenowo dla uboższych mieszkańców Wysp, jeszcze bardziej pogorszy ich status. Młodym ograniczy start w dorosłe życie, starszym – uniemożliwi godne przetrwanie emerytury.

Niewidzialna ręka rynku, która mocno trzyma handel i wynajem nieruchomości w Zjednoczonym Królestwie, doprowadziła do wzrostu cen i sprawiła, że młode pokolenie oraz osoby starsze stoją na straconej pozycji. Bez wyraźnych działań ze strony administracji dojdzie do „nieuniknionej katastrofy”.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook