Kalifornia przeciw sharing economy
Kalifornijski senat, stosunkiem głosów 29 do 11, uchwalił
w zeszłym tygodniu ustawę AB5.
Jest to przełomowy akt prawny, który ma unormować stosunki współpracy pomiędzy właścicielami platform i aplikacji pośrednictwa usług - typu Uber, Lyft, Postmates czy Doordash (dwie ostatnie to dostarczanie posiłków i zakupów), a osobami prywatnymi, faktycznie świadczącymi usługi na rzecz wspomnianych platform.
Jest to przełomowy akt prawny, który ma unormować stosunki współpracy pomiędzy właścicielami platform i aplikacji pośrednictwa usług - typu Uber, Lyft, Postmates czy Doordash (dwie ostatnie to dostarczanie posiłków i zakupów), a osobami prywatnymi, faktycznie świadczącymi usługi na rzecz wspomnianych platform.
Do tej pory spółki tzw. sharing economy, zatrudniały
na etatach jedynie wąską grupę specjalistów, budujących aplikację oraz
marketing marki. Wszystkie usługi, oferowane w ramach platformy, były
obsługiwane przez „niezależnych” podwykonawców, którzy ponosili większość
kosztów, ale otrzymywali procent z pieniędzy, płaconych przez klientów.
Model biznesowy – wspomnianych wyżej spółek –był od samego
początku mocno oprotestowywany. Podwykonawcy, którym korporacje
zmieniały kilkukrotnie cenniki za usługi i ponosili koszty (ubezpieczenie,
paliwo, czyszczenie pojazdów), w większości przypadków zarabiali poniżej
płacy minimalnej obowiązującej na terenie stanu.
Kontraktorzy platform wielokrotnie – w różnych
stanach - sądzili się o uznanie ich za pracowników, a co za tym idzie
pokrycie kosztów i wypłatę należnych odszkodowań. Decyzje sędziów były w tym
względzie bardzo zróżnicowane, wyroki w zależności od jurysdykcji,
potrafiły padać na korzyść jednej lub drugiej strony.
Kalifornia, jako pierwszy stan, postanowiła
uregulować kwestie – jak to łagodnie ujęto: błędnego klasyfikowania
pracowników – systemowo. Ustawa AB5 daje wytyczne jak sprawdzić czy
podwykonawcy należy się etat. Firma musi udowodnić, że:
a) nie kontroluje pracy podwykonawcy,
b) podwykonawca dostaje zlecenie, które nie jest związane
z główną działalnością firmy oraz,
c) podwykonawca prowadzi niezależny biznes w branży,
w której działa firma.
Kontrakt może otrzymać tylko osoba, która spełnia
wszystkie trzy warunki. W przeciwnym wypadku, powinna otrzymać stały angaż.
Co w obecnych warunkach oznacza: płacę minimalną oraz wynagrodzenie za
nadgodziny.
Jak piszą Matthew De Silva i Alison Griswold z Quartza ostrożne
kalkulacje skutków ustawy AB5 dla samych Ubera i Lyfta to 800 milionów dodatkowych
kosztów rocznie. Presja giełdowych inwestorów na obie spółki będzie więc
jeszcze wyższa, tym bardziej, że obie nie są zyskowne, a ceny ich walorów są
daleko poniżej kursów otwarcia.
Zanim kalifornijski senat zajął się pracami nad ustawą,
spółki – które miały być bezpośrednio zagrożone skutkami legislacji – prowadziły
bardzo intensywną politykę obronną. Uber i Lyft zapewniali, że gdyby ustawa
upadła podnieśliby stawkę godzinową kierowców do 21 dolarów (pod
warunkiem, iż aktywnie jeżdżą), przewoźnicy otrzymają chorobowe i
możliwość zabierania głosu w sprawach zmian proceduralnych w spółkach. To
ciekawe – jak zauważa Andrew Hawkins z The Verge , że spółki, które miały sporo
czasu (w końcu działają od lat), aby uregulować kontakty z podwykonawcami nie
zrobiły nic, a nagle – w obliczu konsekwencji prawnych – zaczęły być
niezmiernie aktywne.
Gdy nie pomogły prośby, korporacje przeszły do gróźb.
Twierdziły, że po uchwaleniu niekorzystnej dla siebie legalizacji - zamkną
swoje serwisy w Kalifornii, co pozbawi dochodów - i zajęcia - sporą część
wyborców. Co więcej miedzy innymi Doordash przekazał 90 milionów na inicjatywę
ustawodawczą, która miałaby w przyszłym roku (2020) zahamować nową ustawę i
wyłączyć z niej zawód kierowcy.
Teraz ustawa została przegłosowana, czeka ją jeszcze ostateczne
głosowanie w Zgromadzeniu Stanu, gdzie mogą się pojawić jakieś poprawki, a następnie
trafi na biurko gubernatora Gavina Newsona, który już ogłosił, że ją
podpisze. Wejście nowych przepisów w życie nastąpi z dniem 1ego stycznia
2020.
Co teraz mówią przedstawiciele spółek z sharing economy?
Uważają, że władze Kalifornii nie rozumieją fenomenu ich modelu
biznesowego. Zamiast współpracować w najważniejszych dla firm
kwestiach, i szukać rozwiązania - także w imieniu tych przewoźników,
którym odpowiadaj obecne warunki współpracy (podobno większość) - stanowy senat stanął po stronie awanturników,
niejako "wylewając dziecko z kąpielą".
Główny prawnik Ubera dodaje, że AB5 w ogóle nie
dotyczy jego kierowców, bo wszyscy oni bez trudu przejdą - wspomniany wyżej
- test ABC, na bycie podwykonawcą. W końcu przecież Uber t o spółka
technologiczna, a nie transportowa. Nie ma więc mowy o wychodzeniu z
Kalifornii i zawieszaniu działalności, a już na pewno korporacja nie będzie
zmieniać klasyfikowania kontraktorów.
Poza zaprzeczeniem i pozostawaniem w uporze, przy
swoich racjach, firmy mają w planach odkręcenie przeszłości. Jak
wspomniałem wyżej – Uber, Lyft i Doordash – już trwa kampania, aby w przyszłym
roku wyłączyć kierowców spod ustawy AB5, aby – podobnie jak prawnicy czy
architekci – mogli być niezależnymi podwykonawcami.
Z jednej strony długoterminowym zagrożeniem - ze
strony ustawy AB5 - jest to, że Kalifornia zainspiruje inne stany do
przyjęcia podobnych przepisów – chyba, że kwestia kwalifikowania
pracowników zostałaby rozwiązana na poziomie federalnym. Na to się
jednak nie zanosi, gdyż silny lobbing w Waszyngtonie ze strony Ubera czy
Lyfta hamuje podobne inicjatywy.
Z drugiej strony zwolennicy regulowania sharing
economy nie powinni zbytnio tryskać optymizmem. Sama ustawa AB5
wyznacza tylko ogólne ramy. Samej weryfikacji, czy spółki
odpowiednio zakwalifikowały - według testu ABC – czy ktoś jest podwykonawcą czy
pracownikiem, będą dokonywały sądy. Nie należy więc się spodziewać
gwałtownego przekwalifikowywania, a raczej – co najwyżej – większej ilości
pozwów.
Tymczasem według Wall Street, kalifornijska ustawa to
przysłowiowa „burza w szklance wody”. Uber i Lyft mają wystarczająco dużo
kłopotów z wypracowaniem zysków. Kwestia ewentualnych kar - czy dodatkowych
kosztów - i tak nie pogorszy znacząco pozycji finansowej obu spółek. Zresztą
mało kto uważa groźbę ograniczenia działalności sharing economy za
realną.
Komentarze
Prześlij komentarz