Zbyt wielcy by dbać o rzetelność
Przykładów na to, jak bardzo niebezpieczne jest dążenie
gospodarki „wolnorynkowej” do oligopolu, nigdy dość. Tym razem przypadek
prosto ze Stanów Zjednoczonych, dzięki artykułowi Maxa de Haldevanga z Quartza.
Pogoń za spełnieniem neoliberalnej wizji gospodarki - nie skrępowanej rządowymi
regulacjami, powoduje wypaczenia, z którymi wcześniej czy później przyjdzie się
zmierzyć następnym pokoleniom.
Przez szereg lat obawiano się powstania monopoli,
które będą rządziły poszczególnymi sektorami gospodarki, zawyżając ceny i
niszcząc konkurencję. Zwalczano zmowy i trusty, które mogłyby wypaczyć rynkową
rywalizację.
Teraz czasy się zmieniły. Dzięki wyrwaniu zębów
organom antymonopolowym – czy to na szczeblu krajowym, czy międzynarodowym – mamy
do czynienia z niespotykaną koncentracją wewnątrz branż. Wprawdzie nie
powstają w nich monopole, ale oligopole, czyli grupa dużych firm, które
dzielą rynek między siebie, tworzą sztuczne bariery wejścia, przejmują
pomniejszych rywali, dyktują ceny i warunki prowadzenia działalności, ale przede
wszystkim … są zbyt wielkie by upaść.
Osobliwością, na którą zwraca uwagę wspomniany już Max, są wielkie
firmy księgowe i konsultingowe, znane jako Wielka Czwórka: KPMG, Deloitte,
PriceWaterhouseCoopers (PwC) i EY (dawniej Ernst&Young) oraz ich praktyki
biznesowe.
Jak każda działalność biznesowa również firmy księgowe
podlegają kontroli swojej działalności. W przypadku Stanów Zjednoczonych takim
organem jest Public Company Accounting Oversight Board (PCAOB). Został
on powołany w 2003 roku, po głośnym skandalu z początku XXI wieku, gdy
spółka księgowa – wówczas mówiono o Wielkiej Piątce – Arthur Andersen,
fałszowała audyty dwóch korporacji: Enronu i WorldComu. W wyniku
afery obie firmy zbankrutowały, podobnie jak ich audytor.
PCAOB miała być gwarantem, że podobna heca się nie
powtórzy.
Niestety jak w każdym przypadku, gdy administracja
powołuje urząd do kontrolowania rynku, nie można z góry zakładać, że
działa on bez zarzutu. Na początku września inna organizacja – tym razem
pozarządowa – POGO (Project on Government Oversight), opublikowała raport, w
którym zwraca uwagę, że PCAOB jest bardzo przychylnie nastawiona do spółek z
Wielkiej Czwórki.
Według danych POGO, od 2009 roku KPMG, Deloitte, PwC albo EY
– jakby to napisać oględnie – w 1/3 przypadków dostarczała raporty księgowe
o wątpliwej jakości. Mniej elegancko ujmując: partoliła co trzeci audyt.
Tymczasem organ powołany do kontrolowania spółek
księgowych wszczął postępowanie jedynie w 18 przypadkach wykrycia nieprawidłowości
w audytach Wielkiej Czwórki, w ciągu 16 lat swojego istnienia. Na dodatek
żadnego z nich nie dokonał ze swojej inicjatywy, ale na wyraźną prośbę
amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Również skala kar finansowych, które PCAOB nałożyła na
spółki z Wielkiej Czwórki są śmiesznie mała. Według POGO spartolenie ponad 30%
audytów powinno kosztować w sumie ponad 1,6 miliarda dolarów. PCAOB upomniała
się o … 6,5 miliona.
Przypomnę tylko, że niezależny audyt przedsiębiorstwa
jest niezwykle ważny dla spółek giełdowych, gdyż dostarcza inwestorom – i
właścicielom – niezbędnych danych o kondycji finansowej spółki. Wielka
Czwórka jest nią właśnie dlatego, że wyrobiła sobie renomę najwyższej
rzetelności.
Wszystkie liczące się korporacje – notowane na giełdach
– oddają swoje sprawozdania pod osąd surowych recenzentów z KPMG, Deloitte,
PwC albo EY. Kłopot polega tylko na tym, że organizacje poddające się
kontroli Wielkiej Czwórce, same zlecają audyty, w związku z tym, rewidenci
„czują się w obowiązku przychylnie spoglądać na dostarczane im cyfry”.
Jak widać reputacja Wielkiej Czwórki działa również na
organ, który powinien nadzorować jej poczynania. PCAOB twierdzi, że nie
kontroluje KPMG, EY, PwC i Deloitte’a ponieważ „ nie dostrzega ryzyka” w ich
działalności.
To, że organizacja powołana do kontrolowania gigantów spośród
spółek księgowych jest: niedofinansowana, źle zarządzana, cierpi na
braki kadrowe oraz ma marne procedury sprawdzające, może być dobrym
powodem do jej likwidacji.
Problem polega na tym, że dzięki zamknięciu PCAOB zjawisko
wprowadzania w błąd właścicieli i inwestorów przez firmy księgowe nie zniknie.
Brak jakiegokolwiek nadzoru nie przyczyni się do wzrostu rzetelności ich
dokumentów czy dociekliwości rewidentów. Wszystko zostanie po staremu, z tą tylko
różnicą, że mało kto będzie o tym wiedział.
Komentarze
Prześlij komentarz