Bawełniany kłopot


Chińska prowincja Xinjiang (czytaj: Sinciang), była do tej pory przedstawiana jako lider technologii śledzenia obywateli za pomocą kamer telewizji miejskiej oraz zaawansowanych algorytmów rozpoznawania twarzy. Władze w Pekinie starają się w ten sposób spacyfikować członków mniejszości muzułmańskiej, głównie Ujgurów.

Tymczasem Xinjiang skrywa też inne sekrety. Powszechnie wiadomo, że Państwo Środka jest światowym liderem produkcji bawełny. Z kolei wspomniany wyżej region, odpowiada za – w zależności od źródła danych – 74 do 84% ogółu upraw.

Jednak jak donosi Martha Mendoza z Time’a, powołując się na Associated Press, według organizacji pozarządowej UHRP (Uyghur Human Rights Project) całą prowincję można opisać mianem „bawełnianego gułagu”. Na każdym etapie łańcucha produkcji - od uprawy roślin, przez zbiór włókna, jego przetwarzanie w przędzę, następnie tekstylia i w końcu w gotowe produkty - wykorzystuje się pracowników przymusowych.

Według dobrze udokumentowanych danych, praca przymusowa w prowincji Xinjiang dotyczy około miliona osób z ujgurskiej mniejszości, którzy są przetrzymywani w obozach pracy. Jak twierdzi think tank Center of Strategic and International Studies (CSIS) z siedzibą w Waszyngtonie, chińskie władze tworzą owe „ośrodki reedukacji”, aby poprzez pracę, odstraszyć muzułmańską mniejszość od ekstremizmu i działalności separatystycznej.

Oczywiście nie wiadomo, bo chińska administracja publikuje wiele statystyk gospodarczych, ale akurat w tym zakresie milczy jak zaklęta, jaki odsetek produkowanej w prowincji bawełny, jest wytwarzany przez pracowników przymusowych. Jednak skala przedsięwzięcia, jak i ilość przetrzymywanych w obozach osób, może sugerować, że nie są to wartości marginalne.

Według danych CSIS, produkty bawełniane z prowincji Xinjiang nie trafiają bezpośrednio do firm eksportujących. Sieć pośredników z sąsiednich regionów - a nawet państw - przetwarza surowiec, albo półprodukty, w tekstylia i ubrania, które dopiero później są wysyłane na rynki międzynarodowe. Ponieważ jednak prowincja odpowiada za przynajmniej 3/4 dostępnego surowca, a Chiny są światowym liderem produkcji bawełny i największym eksporterem można więc sądzić, że niemal każdy produkt bawełniany z Państwa Środka (lub sąsiednich krajów) jest podejrzany, iż w jego wytworzeniu uczestniczyli pracownicy przymusowi.

Organizacje, takie jak wspomniane wyżej UHRP i CSIS, apelują do producentów ubrań, między innymi takich jak H&M, Adidas czy Nike oraz dużych sieci handlowych (Costco, Wallmart), aby prześwietlały swoje łańcuchy dostaw, eliminując z nich spółki podejrzane o korzystanie z pracy przymusowej.

Od początku października amerykańska straż graniczna i służby celne, starają się zapobiegać importowi produktów bawełnianych pochodzenia chińskiego, co do których może być podejrzenie, że są owocem pracy robotników przymusowych lub więźniów. Oczywiście można zakładać, że wzmożone działania służb celny nie mają jedynie na celu poprawę losu przetrzymywanych Ujgurów, ale są kolejną odsłoną w wojnie handlowej na linii Pekin – Waszyngton.

Jednak na celowniku pograniczników nie są tylko produkty bawełniane z Chin. Według doniesień Associated Press, Amerykanie zatrzymują też artykuły przemysłowe pochodzące z między innymi z malezyjskich spółek, które wysługują się pracą imigrantów, pracujących na odpracowanie długu, zaciągniętego u firm, rekrutujących ich do fabryk.

Może jednak tym razem naprawdę, ktoś walczy z nowoczesnym niewolnictwem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook