Kogo by tu jeszcze zablokować?
Jak donosi Jane Li, z Quartza, amerykańscy
urzędnicy mają zamiar utrudnić działalność kolejnych chińskich gigantów. Po
sankcjach nałożonych na producentów sprzętu elektronicznego Huawei oraz ZTE, kary
mają dosięgnąć największe holdingi technologiczne Alibabę, Baidu oraz Tencenta.
Istnieje obawa, że spółki mogą pracować na zlecenie aparatu państwowego jako „broń”
Chińskiej Partii Komunistycznej.
Oczywiście, spółki działające w Chinach są uzależnione od
wpływów czynników oficjalnych. Gdyby – zupełnie hipotetycznie – władze
poprosiły o pomoc, nie mogłyby one odmówić, nie licząc się z przykrymi
konsekwencjami swojego sprzeciwu. Według amerykańskiej administracji
zagrożeniem są wszystkie chińskie spółki, które budują, rozwijają i utrzymują
techniki, ułatwiające technologiczny nadzór społeczeństwa.
Pytanie: jak wielkie może to nieść zagrożenie dla
bezpieczeństwa amerykańskich obywateli, skoro administracja prezydencka
zamierza zabronić im działalności na terenie Stanów Zjednoczonych?
Amerykanie uważają, że chińskie spółki nie tylko świadczą
usługi (Alibaba i Tencent to takie Amazony, Facebooki, YouTuby, Twittery i
Google razem wzięte), ale też szerzą i upowszechniają chińską wizję świata,
autorytarnych rządów i nie liczenia się z prawami człowieka.
Cóż, jak widać wojna handlowa na linii Chiny – Stany
Zjednoczone nie idzie po myśli Amerykanów, skoro Waszyngton uzasadnia
nakładanie sankcji obawami o oddziaływanie chińskiej „miękkiej” władzy.
Do niedawna Biały Dom oskarżał Pekin o kradzież wiedzy,
technologii oraz amerykańskich miejsc pracy. Po roku widać, że sankcje i
cła nie powodują gwałtownego wzrostu zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych,
Próżno też szukać oznak boomu inwestycyjnego. Rzadko która amerykańska
korporacja kwapi się do przenoszenia linii produkcyjnych z Azji.
Jak widać stara retoryka nie przynosi sukcesu. Na
dodatek ktoś dociekliwy mógłby zapytać po co nakładać nowe kary na
Chińczyków, skoro bardziej ranią one amerykańskich producentów i konsumentów.
Stąd – jak sądzę – sprytna ucieczka administracji „do przodu”.
Teraz zagrożone są: wolność, demokracja oraz prawa
człowieka … muzułmańskiej mniejszości, zamieszkujących Chiny.
Zanim jednak sankcje sięgną bezpośrednio BATa (Baidu,
Alibaba i Tencent), pierwszymi „ofiarami” są spółki, które są kapitałowo
powiązane z wymienioną trójką. Amerykanie zakazują działania w kraju oraz
współpracy na szczeblu międzynarodowym między innymi: Hikvision, Dahua,
SenseTime czy Megvii. Dla szerszego grona obywateli są to mało mówiące nazwy –
na pewno mniej niż BAT, ale to wysoce specjalistyczne przedsiębiorstwa,
dostarczające sprzęt elektroniczny oraz technologie oparte na sztucznej
inteligencji, wykorzystywane do pacyfikowania niepokornych Ujgurów w
prowincji Xinjiang.
Komentatorzy, udzielający wywiadu magazynowi Fortune
twierdzą, że ochrona praw człowieka mniejszości, zamieszkujących Chiny to
tylko pretekst. Wszak Chińczycy budowali systemy inwigilacji Ujgurów
latami. Nie ma więc bezpośredniego powodu do tak stanowczej reakcji ze
strony Białego Domu.
Istnieje jednak uzasadnienie pośrednie - Hong Kong.
Amerykanie obawiają się – nie bez powodu, że Chińczycy wykorzystują metody
inwigilacji i nadzoru z prowincji Xinjiang do namierzania i represjonowania
protestantów.
Komentarze
Prześlij komentarz