Podatkiem w nierówności
Kwestia rosnących zarobków amerykańskich prezesów od lat
jest sprawą przykuwającą uwagę opinii publicznej. Nic więc dziwnego, że zagadnienie
stało się języczkiem u wagi kandydatów partii Demokratycznej, biorących udział
w wyścigu do Białego Domu.
Warto zwrócić uwagę, że w ciągu ostatnich czterdziestu
lat zarobki dyrektorów zarządzających urosły o blisko 1000%, a
wynagrodzenia przeciętnych pracowników pozostają od lat w stagnacji,
nieznacznie wygrywając z poziomem inflacji. Nie powinno zatem dziwić, że stale
rosnące nierówności dochodów, stają się źródłem niepokojów społecznych. Tym
bardziej, że dopiero od dwóch lat obowiązuje ustawa Dodd-Franka
(uchwalona w 2010 roku) na mocy której, spółki notowane publicznie muszą
ujawniać stosunek zarobków prezesów do poziomu przeciętnego wynagrodzenia w
organizacji.
Senator Sander, ze staniu Vermont, ogłosił w połowie
września plan zmniejszania nierówności społecznych, który obejmuje znaczące
podwyżki podatków od przedsiębiorstw, których prezesi zarabiają
wielokrotność pensji przeciętnych pracowników.
Według danych z 2018 roku, dyrektorzy zarządzający największych
amerykańskich korporacji – spółek notowanych na giełdzie w indeksie S&P
500 – pobierają roczne wynagrodzenie, które jest 287 razy większe niż przeciętne
zarobki szeregowych pracowników.
Napisałem o średniej wartości, a tymczasem są prezesi,
którzy zarabiają nawet tysiąc krotności pracowniczych pensji, np. GAP – 3,5
tysiąca, McDonald’s – 2,2 tysiąca czy Discovery – 1,5 tysiąca.
Senator Sander proponuje, że aby spółki płaciły o 0,5
punktu procentowego wyższe podatki za każdą 50cio krotność zarobków prezesa.
Maksymalna wielkość nowej daniny stanowiłaby dodatkowe 5 punktów procentowych.
Inicjatywa senatora Sandersa jest ciekawym punktem
wyjścia do dyskusji na temat wygórowanych wynagrodzeń osób, piastujących w najwyższe
stanowiska w spółkach.
Tym niemniej uposażenie członków zarządu składają się
przynajmniej trzy czynniki: pensja, premie oraz akcje lub opcje na akcje.
Pierwsza pozycja jest zazwyczaj niewygórowana, ale w przypadku prezesa rzadko
schodzi poniżej 1 miliona dolarów rocznie. Premie – teoretycznie – powinny
zależeć od osiąganych wyników, jednak w świecie realnym stanowią rozszerzenie
pensji.
Trzecim najważniejszym i najbardziej wartościowym
składnikiem wynagrodzenia są udziały w przedsiębiorstwie, które można zbyć
dopiero po upływie dwóch do czterech lat po ustąpieniu ze stanowiska. I znów - w
teorii - ma to być zabezpieczenie dla właścicieli, że po odejściu dyrektora
zarządzającego, spółka przez kolejne lata pozostanie w dobrej kondycji.
Ekonomiści poddają w wątpliwość sensowność tego typu
rozwiązania, gdyż sprzyja ono tylko krótkotrwałemu podnoszeniu wartości
przedsiębiorstwa, ale tradycja jest tradycją i zachęty w postaci papierów
wartościowych są normalnym elementem uposażenia.
Wynagrodzenie prezesów jest zatem w dużej mierze
„pompowane” przez wysokość pakietów papierów wartościowych. Istnieje zatem
spora szansa, że w momencie zagrożenia nowym podatkiem, nominalne
wynagrodzenia prezesów zmaleją, bo spółki będą przekazywać składniki
poza gotówkowe w formie odroczonych korzyści. Wpływy dla budżetu mogą być
niższe niż zakłada inicjatywa senatora, na dodatek utrudni to śledzenie faktycznych
przychodów dyrektorów zarządzających (czyli będzie jak przed ustawą
Dodd-Franka).
Konkurująca z senatorem Sandersem, o nominację
prezydencką z ramienia partii Demokratycznej, senator Elizabeth Warren,
podziela poglądy klubowego kolegi o konieczności zmniejszania nierówności
zarobków w Stanach Zjednoczonych.
Podobnie jak on, chętnie opodatkuje uposażenia, które są
rażąco wyższe od zarobków szeregowych pracowników. Dodatkowo pani senator
ze stanu Massachusetts pragnęłaby wydłużyć okres zbywania akcji przez
członków zarządu, aby jeszcze bardziej związać ich działanie z
długookresowym dobrobytem organizacji.
Zarówno senator Warren, jak i senator Sanders stanowią
awangardę partii Demokratycznej w walce o zmniejszanie nierówności dochodów w
Stanach Zjednoczonych. Obydwoje opowiadają się za podniesieniem podatków od
najwyżej zarabiających, postulując jednocześnie obniżenie ulg podatkowych.
Jednak głównym celem jest zmniejszenie różnić majątkowych
i zapobieganie koncentracji bogactwa. Główną inicjatywą senatorów
Demokratów jest zwiększenie podatków majątkowych, ze szczególnym uwzględnieniem
spadków.
Bernie Sanders w poprzednich wyborach prezydenckich „zaskoczył”
władze partii Demokratycznej, stając się nieoczekiwanie głównym konkurentem
Hillary Clinton po nominację w wyścigu o Biały Dom. Wprawdzie z sondaży
wynikało, że będzie on murowanym zwycięzcą w pojedynku z Donaldem Trumpem, ale
zabrakło mu głosów najważniejszych luminarzy partii.
W bieżących prawyborach sondaże wewnątrzpartyjne również nie
dają senatorowi Sandersowi szans na wygranie głosu własnej partii. W swoim
obozie często przegrywa z senator Warren, która też nie może być pewna
nominacji Demokratów. Podobnie jak w poprzednich wyborach na czele stawki stoi
polityk nijaki, ale mający za sobą siłę machiny partii i jej pieniądze, były
wiceprezydent, Joe Biden.
Komentarze
Prześlij komentarz