Stany Zjednoczone przestają być demokracją


Jak donosi CBS News, po raz pierwszy od 100 lat, w zeszłym roku, 400 najbogatszych rodzin Ameryki, zapłaciło w sumie mniejsze podatki (23%) niż przeciętna klasa średnia (24%). Wliczając w to owe obciążenia zobowiązania wobec budżetów: federalnego, stanowego i lokalnego. Według ekonomistów, badających nierówności społeczne, Emmanuala Saeza i Gabriela Zucmana, Stany Zjednoczone przestały być demokracją, a stały się plutokracją.

Dla przypomnienia, plutokracja to system polityczny, w którym władzę sprawują najbogatsi obywatele, a dojście do najwyższych stanowisk w państwie jest zarezerwowane dla osób majętnych. Historycznie plutokracja panowała w państwach-miastach starożytnej Grecji lub w średniowiecznych Włoszech.

W przypadku Stanów Zjednoczonych najbogatsi obywatele wywierają wpływ na procesy legislacyjne, dzięki którym uchwalane są kolejne obniżki ich zobowiązań wobec budżetu państwa. Tym samym ich obciążenia fiskalne są niższe, niż w przypadku biedniejszych obywateli.

Ostatnie – uchwalone w 2017 roku – ulgi podatkowe spowodowały, że doszło do bezprecedensowej sytuacji, w której najbogatsze gospodarstwa domowe płacą niższe stawki podatków od przeciętnych Amerykanów. Według wspomnianych już wcześniej Saeza i Zucmana, ustawy sprzed dwóch lata odwróciły system podatkowy z progresywnego, na regresywny.

Mimo zapewnień prezydenta Trumpa, że legislacja jest w interesie klasy średniej, większość korzyści spłynęło do portfeli ultrabogatych. Tym samym miliarderzy zapłacili podatki według niższej stawki, niż emeryci, nauczyciele czy przeciętni pracodawcy korporacji. Wprawdzie różnica procentowa między oboma grupami jest nieznaczna – jeden punkt procentowy, ale już pomiędzy górnym 1 procentem, a górnym 1 promilem sięga sześciu punktów.

Przyczyna, dla której najbogatsi płacą niższe podatki, jest banalna. Ich dochody nie pochodzą z pracy, ale z kapitału.

Większość zarobków klasy średniej wynika ze świadczenia pracy, które jest obłożone wyższym podatkiem dochodowym, a znikoma część - niższym podatkiem od zysków kapitałowych.
W przypadku najbogatszych te proporcje są dokładnie odwrotne. Nawet jeśli podejmują oni jakąkolwiek pracę, to jej udział w ogólnej masie do opodatkowania jest marginalny. Tak więc większość ich dochodów jest na starcie traktowana niższą taksą.

Na dodatek, feralna legislacja z 2017 roku, nie dość, że obniżyła podatek od przedsiębiorstw z 37% do 21%, to na dodatek dała niektórym podatnikom możliwość odpisania 20% od otrzymanych dochodów. Ponieważ ustawodawca nie przewidział żadnych ulg dla zatrudnionych na etacie, tym samym zyski kapitałowe są niżej opodatkowane niż praca.

Jeszcze raz okazało się, że obniżanie podatków nie jest dobrą drogą do poprawy koniunktury w gospodarce. Korzyści płyną tylko w kierunku jednej grupy społecznej, która i tak nie narzeka na brak pieniędzy, a rząd federalny pozbywa się środków na dokonywanie jakichkolwiek działań na rynku.

Obaj ekonomiści zauważają, że uruchomione – wraz z obniżaniem podatków dla najbogatszych – mechanizmy, zmieniają amerykańską demokracje w plutokrację. Dzięki odpisom i ulgom, bogaci gromadzą swoje majątki szybciej, a budżet federalny może liczyć tylko na zmniejszające się dochody ubożejącej klasy średniej. Zatem Stany Zjednoczone wpadają w zjawisko, które Saez i Zucman nazywają „spiralą nierówności”.

Nie należy już teraz przesądzać, że Ameryka jest skazana na dychotomię grupki bogaczy i rzeszy biednych. W wyścigu o nominację prezydencką z ramienia Demokratów startuje kliku kandydatów, w tym najsilniejsi – senatorowie Elizabeth Warren i Bernie Sander, którzy proponują wprowadzenie dodatkowego podatku majątkowego, który równoważyłby powstałe nierówności i przywrócił progresywność podatkową. Nowa daniną w wysokości 2% byłyby objęte fortuny powyżej 50 milionów dolarów, a stawką 3,5% te powyżej miliarda.

Oczywiście podatek wprowadzony w tak doraźny sposób nie będzie panaceum na amerykańskie nierówności. Jedynie – jak wspomniałem – przywróci progresywność skali podatkowej. Na prawdziwe reformy fiskalne, które rzeczywiście będą obejmować majątki, dochody kapitałowe i spadki, trzeba będzie jeszcze. Co najmniej na zwycięstwo Demokratów w wyścigu o Biały Dom.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook