Fobia przed przestrzeganiem przepisów
W połowie grudnia, na łamach portalu ProPublica oraz
The New York Times, ukazał się bardzo interesujący artykuł, autorstwa Iana
MacDougalla, na temat praktyk działania firm konsultingowych, ze
szczególnym uwzględnieniem przypadku McKinsey Company.
Spółka, która ma za sobą już niemal wiek istnienia, dyskretnie
doradza - nie tylko największym amerykańskim korporacjom z listy Fortune 500, podpowiadając
prezesom oraz menedżerom najwyższego szczebla w procesie budowania finansowych
imperiów.
Zresztą nie tylko klientów. Według ostatnich danych
finansowych, firma ma ponad 10 miliardów dolarów przychodów. Jest więc
bardzo prawdopodobne, iż wspiera radami przedsiębiorstwa mniejsze, niż ona
sama.
Trudno wskazać jednoznaczną przyczynę sukcesu McKinseya.
Z pewnością stara się on zatrudniać najlepszych
specjalistów w swoich dziedzinach, posiadających fachową wiedzę, doświadczenie,
a także szeroką perspektywę spojrzenia, aby znaleźć najlepsze rozwiązanie dla
klienta. Dobrze było by wspomnieć o analitycznym rygoryzmie czy
pryncypialnym dążeniu do prawdy. Tak bym napisał, gdyby ktoś mnie prosił o
wystawienie bezosobowej laurki.
Według Iana MacDougalla, który przejrzał dokumenty spółki, a
także rozmawiał z byłymi konsultantami i kontrahentami, sprawa jest o wiele
prostsza. Liczy się – jak w szwajcarskim banku – dyskrecja oraz
przekonanie, że obowiązujące zasady należy nagiąć do zachcianek McKinseya.
Przez lata domeną działania McKinseya były korporacje,
jednak po Wielkiej Recesji postanowił on postawić na ściślejszą współpracę z
bardziej odpornym na wstrząsy podmiotem – krajową administracją. Zarówno
amerykańską, jak i zagraniczną.
O rynku konsultingowym można powiedzieć wiele, ale
podstawową jego cechą jest faktyczny brak jakichkolwiek ram działania.
Firmy, funkcjonujące w branży, same sobie narzucają standardy, wynikające z
doświadczenia własnego lub konkurencji. Swoboda działania jest ogromna, a
limituje ją tylko wcześniejsze sukcesy i zdolność do pozyskiwania nowych
klientów. Dlatego spółki doradcze, a szczególnie ich działy prawne i
podatkowe, potrafią wykreować dowolną rzeczywistość, szukając jedynie
luk w systemie prawnym lub fiskalnym.
Omnipotentny gigant, przyzwyczajony do grania wobec
własnych reguł, który traktuje zawodową etykę jak listek figowy, wkraczając
w sferę kontraktów rządowych – dotyczących głównie doradztwa
restrukturyzacyjnego - zderzył się z siecią zasad przejrzystości działania i
biurokracją.
Początkowo – jak wynika z materiałów zgromadzonych
przez ProPublica – McKinsey podchodził do konieczności podporządkowania się
regułom administracyjnej gry z dużym oporem. Spółka uwikłała się w dwie
afery korupcyjne, jedną w Mongolii, drugą w Republice Południowej Afryki. W obu
przypadkach konsultanci nie przestrzegali powszechnie stosowanych protokołów
należytej staranności, naruszając przepisy antykorupcyjne i wiążąc się z
podejrzanymi, lokalnymi partnerami.
Powyższe skandale, w odległych krajach, przy niezrozumieniu
miejscowych powiązań, mogłyby ujść spółce na sucho. Jednak nie chodzi o same
zawiłości regionalnej specyfiki, ale o podejście konsultantów McKinseya do
kwestii przestrzegania standardów.
Dobrym przykładem jest sprawa ciągnąca się od 2016 roku,
kiedy to jedna z agencji rządowych - inspektorat odpowiedzialny za
przestrzeganie przepisów kontraktowania usług zewnętrznych dla administracji
publicznej – monitowała brak odpowiedzi ze strony McKinseya na konieczność
przedłożenia sprawozdań finansowych, protokołów z przeprowadzonych czynności
oraz rozliczeń. Zwykła biurokracja.
Zamiast odnieść się do zarzutów i uzupełnić dokumentację, spółka
postanowiła zwrócić się do zwierzchnika urzędnika, który wszczął alarm, prosząc
jednocześnie o zwolnienia jej z przestrzegania obowiązujących przepisów.
Jeśli myślicie, że podobne przekręty są możliwe w jakiejś
bananowej republice, ale nie w Stanach Zjednoczonych, to jesteście w
błędzie.
Oczywiście, że McKinsey dotarł do wyżej postawionego
urzędnika, który nadzorował raportującego inspektora generalnego i pozwolił na
obejście widełek cenowych, umożliwiając podwyższenie wartości kontraktu. Ma
się rozumieć, że przełożony, który pomógł ominąć spółce konsultingowej
przeszkodę administracyjną, został ostatecznie ukarany za naruszenie norm
etycznych, ale – miejmy nadzieję – dostał małe co-nie-co na osłodę.
Zanim się to wydarzyło, McKinsey spróbował tego samego
manewru jeszcze kilka razy, wobec innych agencji rządowych, w kolejnych
latach. Zawsze skutecznie.
Dobrą passę przerwał - w pewnym sensie - dopiero niezależny
raport, który piętnował powyższe praktyki firmy
konsultingowej w stosunku do przepisów administracji publicznej i sugerował
rządowi natychmiastowe zerwanie kontraktów z McKinseyem.
Tak się jednak nie stało. Umowy spółki – w sumie
warte około miliarda dolarów - są obecnie w trakcie „negocjacji”. Urzędnicy
próbują przekonać kolosa konsultingu, aby ograniczył wynagrodzenia konsultantów
i działał bardziej transparentnie.
Zobaczymy jak się potoczą owe …negocjacje.
Póki co, w sprawie nieetycznego obchodzenia
przepisów, McKinsey nie ma sobie nic do
zarzucenia. Co więcej, zasugerowano pracującym nad rządowymi sprawami konsultantom,
posługiwanie się w wymianie informacji i wiadomości, szyfrowaną
aplikacją, która automatycznie kasuje historię korespondencji oraz
przesłane załączniki.
McKinsey uniknął – przynajmniej do tej pory – poważniejszych
reperkusji, za swoją fobię do przestrzegania ogólnie obowiązujących norm. Rzecznik
spółki twierdzi, że ostatnie wydarzenia skłaniają partnerów do wypracowania
planu naprawczego i rozwiązania problemów, mogących rodzić przekonania co do
działania niezgodnego z prawem.
Prawdopodobnie wdrożenie samo kasującej aplikacji
komunikacyjnej mieści się w tych planach. Teraz żadna niepowołana osoba nie
wyniesie „brudów” na zewnątrz organizacji. W zasadzie firma nie ma niczego…
do ukrycia. Kompletna transparentność.
Jednak skrobanie giganta już się zaczęło. Z powodu
nadużyć, potencjalnego konfliktu interesów oraz braku transparentnego
przeprowadzania restrukturyzacji i naruszenia przepisów o upadłości,
spółka jest ciągana po sądach przez konkurentów oraz Departament
Sprawiedliwości.
Na razie McKinsey wykpił się kilkudziesięcioma milionami
dolarów ugody, ale sędziowie rozpatrujący podobne sprawy – tak jak
konkurencja i opinia publiczna – chętnie poznają kulisy działania
konsultingowego molocha.
Sprawa jest - ewidentnie - rozwojowa.
Komentarze
Prześlij komentarz