Walka z wiatrakami


Amerykańskie miasta próbują zastopować „rewolucję” handlu detalicznego. Chodzi o zakaz otwierania sklepów spożywczych, w których można regulować należności za zakupy tylko kartami lub zbliżeniowo, a nie można płacić gotówką.

Władze municypalne chcą w ten sposób zapewnić możliwość dokonywania zakupów osobom, które nie mogą – lub nie chcą – posiadać: konta w banku, kart płatniczych, kredytowych czy aplikacji do transakcji zbliżeniowych. Według przedstawicieli administracji miejskiej, nowoczesne placówki handlowe byłyby niedostępne dla osób ze słabszych grup społecznych, ubogich, osób starszych lub wykluczonych cyfrowo.

Tyle w sprawie polityki, opartej na dobrych intencjach.

W Stanach Zjednoczonych, które uchodzą za lidera technologicznego, zaskakująco duży odsetek  mieszkańców nie korzysta z dostępu do internetu czy nowinek ze świata fintech. Banknoty i monety trzymają się Ameryce naprawdę mocno. Czeki też.

Co ciekawe – jak zauważa John Detrixhe z Quartzaużywanie banknotów i monet jest symbolem podziałów pokoleniowych, społecznych i rasowych w Stanach Zjednoczonych. Młodzi, wykształceni mieszkańcy miast – biali lub pochodzenia azjatyckiego płacą kartami i aplikacjami w smartwatchach. Z kolei, starsi, biedniejsi, z gorszych dzielnic lub mniejszych miasteczek i wsi, a także mniejszości rasowe obracają gotówką.

Według danych Rezerwy Federalne, jeszcze w 2017 roku ponad 6% amerykańskich gospodarstw domowych nie miała żadnego konta w banku, a raport za rok 2018, wskazuje, że blisko połowa zakupów na kwotę niższą niż 10 dolarów była regulowana gotówką. W dużych miastach odsetek osób nieubankowionych – jakie piękne słowo – jest jeszcze więcej. W samym Nowym Jorku, ponad 11%.

Oczywiście, można powiedzieć, że część Amerykanów chroni się przed bezdusznym systemem permanentnej inwigilacji, w którym nadzorcy śledzą wszystkie transakcje, każdego z obywateli, obdzierając ich z prywatności. Są jeszcze - nie mniej groźni - hakerzy, którzy mogą przejąć oszczędności czy prześledzić ostatnie zakupy i szantażować, pozyskaną wiedzą, iż mimo zapewnień o byciu wege, raz w tygodniu – dokładnie w czwartek - wcina się tradycyjnego steka w ulubionej knajpce za rogiem.

Zwolennicy obrotu bezgotówkowego twierdzą jednak, że zachowanie prywatności jest drugorzędne, skoro brak gotówki może zniechęcić do napadów na palcówki handlowe czy rozbojów na ulicach. Na dodatek banknoty – szczególnie upchane w walizkach - kojarzą się z wywożeniem majątku do rajów podatkowych, czy płacenia łapówek sprzedajnym politykom.
Zanim jednak wybiegniemy myślami do oazy spokoju, w której ciągłe śledzenie społeczeństwa będzie gwarantowało bezkompromisowe bezpieczeństwo wróćmy do bezgotówkowych sklepów detalicznych.

Na przykład, Nowy Jork idzie na wojnę z nowoczesnymi placówkami i każde naruszenie zakazu będzie kosztować właściciela 1500 dolarów (tylko za pierwsze jest 33% zniżki). I nie boi się, że - według ekspertów, którzy odradzili podobny krok Brytyjczykom - ograniczeń nie da się skutecznie wyegzekwować.

Specjaliści twierdzą, że zabranianie działania sklepom bezgotówkowym jest – w dłużej perspektywie – nieopłacalne. Poza wskazanymi wyżej kłopotami z karaniem nieposłusznych handlowców, dochodzi jeszcze postęp technologiczny. Rozwinięte społeczeństwa będą po prostu pozbywać się banknotów i monet z obrotu, bo tak się dzieje od czasu pojawienia się kart płatniczych i kredytowych.

Podobno, zamiast walczyć z wiatrakami, lepiej – w ramach ograniczania wykluczania - zmuszać instytucje finansowe i fintechy, aby gwarantowały obywatelom darmowe konta, karty płatnicze oraz aplikacje czy rozliczenia transakcji.

Zresztą administracja i tak będzie się musiała pójść z duchem czasu i dostosować do nowinek technicznych, bo w sklepach bezgotówkowych nie można realizować bonów żywieniowych z opieki społecznej. Było to zresztą przyczyną bardzo chłodnego przyjęcia bezgotówkowych sklepów Amazona, Amazon Go.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook