Czy na pewno: gospodarka, głupcze?

Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych dopiero pod koniec roku, ale elekcyjna gorączką trwa. Wśród Demokratów obserwujemy właśnie krwawe igrzyska – zwane prawyborami, prowadzone we wzniosłej atmosferze wzajemnego poszanowania kandydatów i pokojowego ucierania się często sprzecznych poglądów. Na kandydata opozycji poczekamy do połowy czerwca,  warto więc spojrzeć na obecnego lokatora Białego Domu i jego szanse na reelekcję.

Z pewnością nie będzie on miał kłopotów z uzyskaniem nominacji własnego ugrupowania. Można powiedzieć, że pięć lat urzędowania Donalda Trumpa przekonały do niego partyjną wierchuszkę. To już coś.

Teraz trzeba jeszcze przekonać obywateli, aby poszli i zagłosowali na odpowiednich elektorów, którzy dopiero wybiorą prezydenta. Wiem, skomplikowane.

Bardzo trudno jest wskazać konkretne czynniki, które decydują o sukcesie wyborczym. W kręgach ekonomistów utarło się przekonanie, że bardzo istotne dla wyborców są kwestie stanu gospodarki. Podobno, hasło „Liczy się gospodarka, głupcze” zapewniło wygraną Billowi Clintonowi.

Nie ma to jak mit wspierający legendę.
A ta głosi, iż dobre dane makroekonomiczne pomagają rządzącym, a obecny stan gospodarki amerykańskiej można uznać za zadowalający.

Wzrost PKB wynosi ponad 2,3%, a bezrobocie ociera się o rekordowe minima, będąc na poziomie 3,6% .Rośnie też partycypacja siły roboczej, czyli odsetek ludzi, którzy mają zajęcie, w stosunku do ogółu społeczeństwa. Co więcej, dla poprawnego funkcjonowania amerykańskiej gospodarki, co miesiąc powinno być tworzone ponad 150 tysięcy miejsc pracy. Tymczasem rynek dorzuca po około 225 tysięcy nowych stanowisk. Ponadto przedsiębiorstwa mają dobre wyniki i wykazują zyski, wielu zatrudnionych odnotowało wzrost płac, nawet ten realny.

Komentatorzy są zgodni, że wyniki ekonomiczne Stanów Zjednoczony są bardzo przyzwoite, ale jak zwykle musi się pojawić jakieś „ale”. Pierwsze dotyczy prognoz, a drugie założeń.
Tak więc, na przykład wzrost PKB jest na dobrym poziomie, ale niższym niż prognozowane „3% i wyżej”. Wszystko za sprawą założeń administracji prezydenta, która forsował w 2017 roku obniżkę podatków – między innymi dla przedsiębiorstw z 35% do 21%, co miało – według ekonomistów zapatrzonych w krzywą Laffera - spowodować trwały bodziec rozwojowy na poziomie 2%. Bo powstaną nowe miejsca pracy, a korporację uzyskają dodatkowe pieniądze na inwestycje.

Początkowo wydawało się, że plan Białego Domu wypalił, bo PKB w pierwszych kwartałach po reformie wystrzeliło do poziomu 3,5, niestety – w 2019 roku wróciło do skromnych 2%. Tak więc kolejny już raz okazało się, że obniżka podatków nie generuje stałych impulsów pro rozwojowych, a jedynie krótkotrwałe szarpnięcia, na dodatek wierci dziurę w federalnym budżecie.

Analitycy rynkowi są zgodni, że pierwotne stymulanty, związane z obniżeniem podatków wyczerpują się i, że trzeba pogodzić się z faktem, że w ekonomii nie ma drogi na skróty. Agresywna i widowiskowa polityka obniżek podatków nie zastąpi nudnego i żmudnego planu pobudzenia gospodarki przez program inwestycji państwowych w infrastrukturę publiczną.

Tak więc dane makroekonomiczne niby są dobre, ale dalekie od oczekiwań i już się pogarszają. Poza nielicznymi wskazaniami są one na poziomie sprzed wyboru Donalda Trumpa. Skoro wówczas nie pomogły Demokratom w utrzymaniu fotela w Białym Domu, dlaczego miałyby sprzyjać przedstawicielowi Republikanów?

Przez dekady politolodzy i polityczni komentatorzy starali wczuć się w rolę przeciętnego wyborcy, chcąc poznać czym kieruje się głosując na elektora, wspierając jednocześnie któregoś z kandydatów.

Oczywiście istnieją bardzo dokładne prognozy przedwyborcze i sondaże, ale powiedzmy sobie szczerze, po ostatnich wyborach, w których analizy rozjechały się z rzeczywistością, będzie trudniej im wierzyć.

Fachowcy mówią wówczas o emocjach. Że biorą górę u wyborców, a to zły znak.
Tymczasem, noblista, Daniel Kanheman (polecam książkę „Pułapki myślenia”) wykazał w badaniach, że emocje to podstawa naszego działania i podejmowania decyzji, przykrywające racjonalne rozważania. Wyborca może zmienić swoją decyzję w drodze do lokalu, a nawet w trakcie głosowania, bo coś – jakiś element otoczenia – zakłóca wcześniejsze logiczne ustalenia.

Czyli może być, że jednak nie gospodarka, głupcze…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook