Ludzie kontra maszyny


To, że automaty wyciszyły gwar nie jednej hali fabrycznej, zamieniając je w sterylne pomieszczenia, nie przesądza jeszcze o ostatecznym kształcie rewolucji technologicznej. Fakt, iż sztuczna inteligencja pokonała ludzi w szachy, go czy inną, dowolną grę komputerową, nie oznacza, że nie możemy już rywalizować. Zrządzenie losu, które doprowadziło do przejęcia przez algorytmy, nudnych, żmudnych i wymagających powtarzalności czynności, nie powoduje likwidacji wszystkich miejsc pracy.

Wciąż jest szereg miejsc, w których białkowy interfejs - którym często stajemy się udając się do pracy - ma swoje zastosowanie, a nawet liczne przewagi. Choć trzeba przyznać uczciwie, że ów obszar ciągle się kurczy.

Na przykład, na początku lutego, amerykański Departament Transportu, zezwolił spółce Nuro – założonej przez dwóch byłych inżynierów Google’a – na produkcję i testowanie w warunkach miejskich, samojezdnych pojazdów dostawczych R2, które – co ważne – są autonomiczne oraz nie mają nawet miejsca dla awaryjnego kierowcy, człowieka.

Można śmiało powiedzieć, że to kolejne zdarzenie, które przybliża nas do sytuacji, w której samojazdy przejmą ruch drogowy, zarówno pasażerski jak i towarowy. Posyłając na bruk – w samych Stanach Zjednoczonych – dobre klika milionów kierowców. Oczywiście, nic nie jest jeszcze przesądzone, ale miliardowe inwestycję w ten sektor gospodarki, świadczą o olbrzymim zapotrzebowaniu na transportowy przełom.

To nie jedyny obszar, z którego maszyny starają się wypchnąć człowieka.

Ze wstępnych badań naukowców z Uniwersytetu stanu Indiana – opublikowanych jeszcze w styczniu – wynika, że zautomatyzowane systemy dilerów papierów wartościowych dokonują dużo bardziej opłacalnych wyborów inwestycyjnych niż ludzcy odpowiednicy. Na dodatek niższym kosztem.

Szefujący badaniom, profesor Merkley, z wydziału księgowości, uważa, że przejęcie procesów sporządzania rekomendacji inwestycyjnych lub prowadzania analiz inwestycyjnych, zostanie zawłaszczone przez sztuczną inteligencję i algorytmy.

Mamy więc sytuacje, w której już nie musimy stawiać pytania czy, ale kiedy to się stanie.
Branża finansowa inwestuje olbrzymie środki w autonomiczne systemy informatyczne, które mają wspierać decyzje biznesowe, również w obszarze obrotu papierami wartościowymi. Jednak duże instytucje automatyzują się głównie z powodu cięcia kosztów, aby dać właścicielom zyski, do których się przyzwyczaili przez ostatnie dekady.

Tymczasem prawdziwymi liderami zmian są mniejsze spółki tak zwanego fintechu, które nie marnotrawią zasobów na szkolenie ludzi, a potem ich zwalnianie, aby zastąpić ich działanie automatami, ale od razu wprowadzają zaawansowane algorytmy, by oferować swoim klientom tańsze i – jak pokazuje badanie – trafniejsze, bardziej dochodowe wybory inwestycyjne.

Badanie objęło ponad 70 tysięcy raportów, wydanych przez spółki z branży fintech, korzystających z zautomatyzowanych systemów doradczych, przez ostatnie piętnaście lat.

Pierwsze co rzuciło się w oczy naukowcom, to znacząca przewaga rekomendacji sprzedaży aktywów, w sytuacjach osiągania niskich strat, niż w przypadku firm tradycyjnych. Pozwalało to posiadaczom, na szybsze wyjścia z nietrafionych inwestycji z małymi uszczerbkiem, i możliwością zajmowania nowych pozycji. Tradycyjni doradcy są bardziej skupieni na gromadzeniu aktywów i ich utrzymywaniu, ewentualnie rekomendują zwiększanie pozycji na spadkach. Automaty wolą sprzedawać i wychodzić z nieudanych inwestycji, albo w ogóle grać na spadkach.

Inną zauważalną kwestią był dobór rekomendacji przez automatycznych doradców inwestycyjnych. W swoich analizach byli oni pozbawieni uprzedzeń, nie  groziło im uwikłanie w konflikty interesów – na przykład, co jest częste, nie tworzyli rekomendacji pod czyjeś oczekiwania (najczęściej zwierzchników) oraz prezentowali szerszy wybór opcji inwestycyjnych.

Wraz ze wzrostem znaczenia funduszy zarządzanych przez zautomatyzowane systemy inwestycyjne rośnie presja na instytucje finansowe. Niektóre – jak największy bank detaliczny w Stanach Zjednoczonych, Wells Fargo – mówią otwarcie o redukcji etatów nawet wśród  bajecznie opłacanych dilerów czy doradców.

Wall Street nadal jest sceptyczne, choć musi już odczuwać odpływ drobniejszych graczy, wraz z ich oszczędnościami, do fintechów. Stare wygi nadal uważają, że automaty nie są w stanie zniuansować bodźców płynących z otoczenia, bo bazują tylko na historycznych danych finansowych. To dobry punkt do dyskusji w sprawie sukcesji.

Rzeczywiście trudno przypuszczać, aby dwa systemy inwestycyjne raczyły się whisky i cygarem, po suto zastawianym obiedzie, wymieniając jednocześnie ploteczki, co często robią tradycyjni doradcy, niuansujący otoczenie. Choć ociera się to raczej o inside tradineg, czyli niedozwolone przekazywanie ważnych informacji biznesowych, licząc na zyski z wcześniejszego zajęcie pozycji, przed innymi, nieświadomymi inwestorami.

Na taką wersję matrixa musimy jeszcze poczekać. Na razie systemy doradcze analizują terabajty danych, aby znaleźć prawidłowość w miejscu, gdzie tradycyjni analitycy widzą tylko chaos, ewentualnie wiersze i kolumny cyfr.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Google buduje zespół doskonały

Gdy stracisz zaufanie, spodziewaj się ograniczeń

Kolonializm a'la Facebook