Posty

Wszyscy o nich słyszeliśmy, ale wolimy o nich nie wiedzieć

Prawdopodobnie wielkie cywilizacje muszą się żywić pracą niewolniczą, aby trwać w świetności. Tak było w przypadku starożytnej Grecji, gdzie Ateńczycy mogli uprawiać demokrację i filozofię, gdyż pracowali na nich niewolnicy. Nie inaczej było w starożytnym Rzymie, gdy rzesze zniewolonych narodów pracowało na przepych stolicy Imperium i jego znamienitych mieszkańców. Podobnie mit założycielski ostatniego mocarstwa, które ostało się na Ziemi – Stanów Zjednoczonych - był oparty na pracy niewolników, żeby osoby oświecone, pokroju Jeffersona, mogły w spokoju zająć się Deklaracją Niepodległości. Pax Americana trwa, tylko niewolnicy zmienili swoje miejsce zamieszkania. 80% pracowników zatrudnionych w przemyśle tekstylnym, w Bangalore w Indiach, jest imigrantami. Większość z nich nie posługuje się lokalnym dialektem i z trudem znajduje lokum do mieszkania. Sporo firm odzieżowych pozornie idzie swoim pracownikom na rękę, oferując zakwaterowanie na terenie zakładu pracy. Jest tylko jeden ...

Zostanie po nas plastik...

Była epoka kamienia, potem brązu i żelaza. Czyżby teraz nastała epoka plastiku? W najnowszym numerze magazyny Anthropocene można znaleźć artykuł opisujący, fascynujący wzrost popularności plastiku od połowy XX wieku, od kiedy ludzie zaczęli go produkować i używać. Według prowadzącego badania, Jana Zalasiewicza z Uniwersytetu w Leicester, ilość wytworzonego do tej pory syntetyku pozwala na pokrycie warstwą folii – podobnej do spożywczej - całej naszą planety. Przy założeniu dalszego wzrostu produkcji na podobnym poziomie, w połowie bieżącego wieku, będziemy mogli opasać nasz glob jeszcze kilkoma warstwami. Termin Antropocen - jako nazwa epoki, w której żyjemy - został zaproponowany i spopularyzowany przez zdobywcę nagrody Nobla w 2000 roku, chemika Paula Crutzena. Podsumował on w ten sposób działalność człowieka, który od początku Rewolucji Przemysłowej dokłada wszelkich starań, aby doprowadzić do globalnego ocieplenia, poprzez emisję gazów cieplarnianych. Zespół, kierowany...

Trawka czy piwo?

Producenci piwa postanowili dołączyć do przeciwników legalizacji marihuany przez kolejne stany Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie robią tego z obawy o mieszkańców, ale z pobudek czysto merkantylnych. Przyczyną jest zagrożenie, że trawka okaże się dla alkoholu, bezpieczniejszą i zdrowszą z alternatywą. Piwo już konkuruje z winem i cięższymi alkoholami, o konsumentów, którzy pragną lekkiego szumu w głowie. Teraz w raz z pojawieniem się w czterech stanach (kolejne sześć będą głosować w tym roku) rekreacyjnego spożywania cannabisu, rywalizacja się zacieśnia. Patrząc na suche liczby, producenci małego jasnego nie powinni się niepokoić. Sprzedaż piwa przyniosła 101 miliardów dolarów, a marihuany zaledwie 2,7 miliarda. Oczywiście wyniki branży piwnej są stabilne od lat, zaś w przypadku trawki – jak przy każdym młodym rynku – dynamika jest zawrotna. Przychody rosną z roku na rok o ponad 70%. Japoński bank inwestycyjny Nomura, zakłada że do 2020 zobaczymy wyniki dwucyfrowe, ...

Kłopoty amerykańskiego systemu szkolnictwa wyższego

Obecnie istnieje około 5 300 szkół wyższych i uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, począwszy od szkół kosmetycznych, aż po Harvard i Stanford. W całości tworzą „amerykański system szkolnictwa wyższego”, ale daleko im do jakiejkolwiek formy zorganizowania. W rzeczywistości to raczej 5 300 księstw udzielnych. Mimo to amerykańskie szkolnictwo wyższe nadal budzi zazdrość całego świata. Szczególnie, że zagranica patrzy na amerykańskie studia z perspektywy kilkudziesięciu najpopularniejszych uczelni. Prawdziwy obraz edukacji daleki jest od idylli. Koszty studiowania rosną w sposób niekontrolowany, a jakość nauki gwałtownie spada. Maleje odsetek kończących naukę dyplomami, wzrasta poziom obciążenia kredytami studenckimi, na dodatek coraz mniejsza ilość absolwentów może znaleźć pracę. Amerykański system szkolnictwa wyższego jest silnie subsydiowany. Uczelnie otrzymują setki milionów dolarów dotacji bezpośrednich (wpłat dobrowolnych, program wspierania przez alumnów) oraz p...

Kilka zdań o pokoleniu Y

Pokolenie Y, zwane też millennialsami, stało się obiektem badań socjologicznych i ekonomicznych, od momentu gdy pierwsi przedstawiciele zaczęli zasilać rynek pracy. Korporacje były zdziwione pojawieniem się ludzi, których nie ciągnie do kariery, wykonują swoją pracę, ale bez przesadnego entuzjazmu poprzednich pokoleń, za to dużo mówią o wartościach, życiu poza pracą oraz chęciach realizacji planów z dala od firmowych kubików. Firma doradczo-księgowa Deloitte postanowiła jeszcze raz przeprowadzić badania, tym razem wśród 7700 przedstawicieli pokolenia Y z 29-ciu krajów. Wynikło z niego, że 25% ankietowanych ma zamiar odejść z pracy w ciągu najbliższego roku, a 44% w ciągu najbliższych dwóch lat. Do 2020 roku tylko 16% zatrudnionych ma zamiar pozostać w swoim obecnym miejscu pracy. Przy okazji badania, okazało się, że kobiety - bardziej niż mężczyźni - są zdeterminowane, aby opuścić korporacje. Według słów Catherine Engelbert, dyrektora generalnego Deloitte, ten niezwykły brak...

Powstrzymaliśmy zlodowacenie?

Niemieccy naukowcy przeanalizowali osiem zlodowaceń, które miały miejsce w okresie ostatnich 800 000 lat, aby wyizolować czynniki, które doprowadziły do pokrycia znacznych obszarów Ziemi lodem. Badania opublikowane w Nature, dają poważny argument za tym, że żyjemy w Antropocenie, czyli epoce geologicznej, która w dużej mierze jest kształtowana przez ludzką działalność. Jednym z najbardziej istotnych czynników wyzwalających epokę lodowcową jest eliptyczny kształt orbity, po której porusza się Ziemia. A dokładnie jej ekscentryczność, czyli moment, gdy nasza planeta jest najbardziej oddalona od Słońca. Wówczas brak ciepła wyzwala odkładanie się lodu i w dłuższej perspektywie prowadzi do rozpoczęcia epoki lodowcowej. Okazuje się jednak, że działalność człowieka łagodzi ten efekt. Szef badań, Andrey Ganopolski, twierdzi, że ludzie byli zagrożeni zlodowaceniem planety tuż przed początkiem Rewolucji Przemysłowej. Jednak w związku ze wzmożoną emisją dwutlenku węgla przez ostatnie dwa stuleci...

Indie kolebką śmiertelnej bakterii

Co roku świat obiega informacja o jakiejś groźniej chorobie, która zagraża ludzkości. Mieliśmy już ptasią i świńską grypę, SARS, MERS oraz niezwykle groźną epidemię eboli. Nie mam zamiaru wyśmiewać realnych zagrożeń tylko dlatego, że media muszą mieć jakąś mrożącą krew w żyłach sensację, aby kontrolować poziom stresu w w społeczeństwie. Nie chciałbym również bagatelizować groźby zakażenia, skoro jest ono realne. Melioidoza jest wysoce zakaźną chorobą rozpowszechnioną w Indiach. Tak wynika z nowego raportu naukowców Uniwersytetu Oksfordzkiego. Nie rozpoznana i nie leczona, może doprowadzić do śmierci w ciągu zaledwie dwóch dni od zarażenia. Poprawne zdiagnozowanie melioidozy jest szczególnie trudne, co powoduje że wypadki zakażenia są w znacznym stopniu zaniżone. W raporcie, opublikowanym w czasopiśmie Nature Microbiology, wszechobecność w Indiach melioidozy została sklasyfikowana jako "endemiczna, ale wyraźnie niedoszacowana”. Według słów Davida Dance’a z Uniwersytet...