Posty

Wyższe wykształcenie nie da pracy

Wyniki gospodarki Stanów Zjednoczonych nie odzwierciedlają ciężkiej pracy banku centralnego, utrzymującego niskie stopy procentowe i pompującego dolary na rynek. Po obsunięciu się w IV kwartale 2015 roku dynamiki PKB z 2% do 0,9% cały czas widać stagnację. Ostatni kwartał zakończył się wzrostem o 1,2% - skromnym, ale bardzo odpowiednim dla tak olbrzymiej ekonomii, jak amerykańska. Problem polega na tym, że wielka machina zaprzęgnięta do dźwignięcia giganta po Wielkiej Recesji wytraca impet, a politycy, inwestorzy i komentatorzy rynkowi woleliby – szczególnie w roku kampanii wyborczej - widzieć lepsze wyniki. Wszyscy oczekują bezpiecznego tempa na poziomie 3%, które przez lata gwarantowało dobrobyt. Istnieją poważne obawy, że niski poziom rozwoju może uwypuklić wszystkie wady przyjętego przez władze amerykańskiego modelu wspierania gospodarki. Okazuje się, że strukturalne spowolnienie wzrostu gospodarczego może mieć swoje źródło w kurczeniu się siły roboczej, zarówno z powodu star...

Czyżby dalsza automatyzacja sklepów

Prawdopodobnie wszyscy się przyzwyczaili do samoobsługowych kas w supermarketach. Jednak automatyzacja handlu może pójść dużo dalej. Mogą się o tym przekonać klienci sklepu spożywczego w małym szwedzkim miasteczku Viken (blisko 5 000 mieszkańców). Jego właściciel, informatyk Robert Ilijason, postanowił zrezygnować nie tylko z kasjerów. Placówka handlowa jest bezzałogowa i – na dodatek – otwarta całą dobę. Aby zrobić zakupy, klienci muszą zarejestrować się w serwisie oraz pobrać aplikację na swojego smartphona. Dzięki temu będą mogli nie tylko dostać się do sklepu, ale również skanować wybrane przez siebie produkty. W markecie nie ma kas. Pod koniec miesiąca, każdy z kupujących otrzymuje fakturę z listą nabytych towarów, które muszą opłacić – oczywiście - przez internet. Ilijasona tłumaczy, że jego pomysł ma przywrócić małym szwedzkim miasteczkom i wioskom lokalne sklepiki spożywcze. Zaczęły one znikać z powodu dużych kosztów obsługi i konkurencji ze strony supermarke...

Ciepło, coraz cieplej

Miłe ciepełko, które towarzyszy letnim miesiącom łatwo znieść na urlopie - z dala od cywilizacji, w górach czy nad wodą. Praca w tym czasie, szczególnie w pomieszczeniach bez klimatyzacji, nie rodzi już tak jednoznacznie pozytywnych uczuć. Bywa, że to prawdziwa mordęga. Wysokie temperatury dają się mocno we znaki, a wszystko wskazuje na to, że – z powodu globalnego ocieplenia – z roku na rok będzie coraz gorzej. Oczywiście najbardziej na wzmożone upały będą narażone gospodarki krajów międzyzwrotnikowych, najczęściej biednych lub rozwijających się. Wzrost średniej temperatury na Ziemi będzie nie tylko uciążliwy, ale przede wszystkim kosztowny. Z badań przeprowadzonych na zlecenie ONZ przez Nowozelandczyków z Health and Environment International Trust wynika, że światowe wzrost PKB będzie w 2030 roku mniejsze o 2 biliony dolarów. Jak wspomniałem wpływ na gospodarkę poszczególnych krajów będzie nierównomierny. Bogatsze państwa jak Japonia czy Wielka Brytania prawdopodobnie w ...

Nasze dzieci będą biedniejsze od nas

Wyniki badań, przeprowadzonych przez McKinsey w 25 krajach o najbardziej rozwiniętych gospodarkach, wskazują że w ciągu ostatniej dekady realne dochody blisko 2/3 gospodarstw domowych spadły albo pozostały na podobnym poziomie. Ten fakt rodzi poważne implikacje ekonomiczne i społeczne, które będą negatywnie wpływały na przyszłe pokolenia. Gdy czytam raporty przygotowane przez firmy konsultingowe takie jak McKinsey, EY, PwC czy Deloitte zawsze się zastanawiam, jaki nowy produkt będzie wciskany obecnym i przyszłym klientom. Rzadko się zdarza, aby ktoś z wielkiej czwórki przygotowywał analizy bez tworzenia potrzeby biznesowej. W przypadku najnowszej publikacji McKinsey Global Institute „Biedniejsi niż rodzice” trudno jest znaleźć bezpośrednie przełożenie na działalność konsultingową, chyba że przesłaniem ma być dalsza liberalizacja gospodarki i zwiększenie elastyczności rynku pracy, czyli tradycyjne neoliberalne zaklęcia. Same wnioski płynące z raportu są bardzo pesymistyczne....

Pułapka niskiej płacy - robot wyręczy człowieka

Jason Furman, członek Rady Doradców Ekonomicznych przedstawił ciekawą analizę, dotyczącą wpływu automatyzacji miejsc pracy na kształt rynku zatrudnienia. Oczywiście nie sposób przewidzieć jak wiele stanowisk zostanie zastąpione przez maszyny. Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego szacowali, że zniknie blisko połowa miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych. Z kolei OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) jest dużo bardziej optymistyczna, zagrożenie ma dotyczyć tylko 10% posad. Jak widać rozbieżności są spore, od lekkiej korekty zatrudnienia po prawdziwy armagedon. Amerykańska Rada Doradców Ekonomicznych (ARDE) postanowiła wziąć pod uwagę gorszą, oksfordzką perspektywę, a następnie zbadać, które zawody będą podlegały szybszej automatyzacji. Okazało się, że zdecydowanie najbardziej narażone są miejsca pracy wymagające mniejszych umiejętności i – już teraz – nisko opłacane. Według obliczeń ARDE aż 83% stanowisk, z zarobkami poniżej 20$ za godzinę czeka automatyzacja. I...

Roboty w polu i ...ogrodzie

Obraz
Oczywiście nie chodzi o to, że nagle popyt na zautomatyzowanie produkcji czy usług spadnie tak gwałtownie, że producenci udogodnień pójdą z pustymi torbami. Wprost przeciwnie. Skromne zasoby pracowników rolnych mogą się czuć zagrożone przez kolejne maszyny. Ich nowi konkurenci nie będą potrzebować snu, nie znudzi ich monotonność zajęcia, a na dodatek nie będą oczekiwać podwyżek zarobków, ani premii. Warto zauważyć, że produkcja rolna już teraz – w krajach rozwiniętych – jest jedną z najbardziej zautomatyzowanych gałęzi gospodarki. Jednak to nie znaczy, że producenci maszyn powiedzieli ostatnie słowo. Przykładem niech będzie duńska firma F. Poulsen Engineering, która ma zamiar zrewolucjonizować uprawę sałaty. Mniej zorientowanym już wyjaśniam, że właśnie niepozorna sałata jest jedną z bardziej wymagających roślin. Jej sadzenie, utrzymywanie, a następnie zrywanie jest powolne, kosztowne i pracochłonne. Jednym słowem – drogie. Na dodatek istnieje niebezpieczeństwo obcowa...

Airbnb nabiera wiatru w żagle

Polskiemu czytelnikowi ta informacja może nie powiedzieć zbyt wiele, ale na amerykańskim rynku hotelarskim dzieje się prawdziwa rewolucja. W pod koniec zeszłego tygodnia Airbnb ogłosiło, że stało się partnerem trzech poważnych agencji zarządzających podróżami służbowymi: American Express Global Business Travel, BCD Travel oraz Carlson Wagonlit Travel. Do tej pory Airbnb nie było większym zagrożeniem dla sieci hotelowych. Jeszcze w pół roku temu pisałem , że w największych miastach – takich jak Los Angeles czy Nowy Jork – ilość oferowanych przez internetowego operatora lokalizacji stanowiło zaledwie do 15% bazy hotelowej. Airbnb mogło z powodzeniem rywalizować z większymi graczami tylko o podróżujących z plecakami studentów czy rodziny szukające mniej zatłoczonych i tańszych miejsc noclegowych. Pozostała, lwia część rynku – czyli podróże służbowe- była poza zasięgiem firmy rodem z San Francisco. Hotelarze z przymrużeniem oka obserwowali działania konkurenta, mimo...